Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 marca 2019

aldous huxley - wyspa

świeże wrażenia z ostatniej powieści huxleya - prehipisowskiej utopii. to krok do przodu i po skosie w stosunku do nowego wspaniałego świata, opis szczęśliwego i ogarniętego społeczeństwa żyjącego na odciętej nieco od świata tropikalnej wyspie pali. zostawiono ją w spokoju ze względu na niekorzystne warunki brzegowe, niestety w czasach współczesnych łatwiej dostać się wszędzie, a że na pali jest ropa naftowa, zainteresowanie wyspą rośnie i na pewno nadchodzą zmiany. póki co palijczycy rozwinęli sobie społeczeństwo w oddaleniu od goniącej za postępem ekonomicznym i technologicznym reszty ludzkości. wszystko opiera się na buddyźmie z elementami hinduizmu i agnostycycmu (co komu pasuje), kompleksowej edukacji zawierającej również naukę kontaktu z własnymi emocjami i radzenia sobie z nimi oraz finansowanej przez państwo antykoncepcji i seksie tantrycznym. palijczycy zdecydowanie wolą być niż mieć co niektórym wyraźnie przeszkadza no bo ta ropa tam leży bezczynnie a przy okazji rynek taki niewykorzystany.
główny bohater przybywa na wyspę reprezentując siły chcące wprowadzić zmiany, jednak pod wpływem spotkań z mieszkańcami jego cynizm topnieje a w jego miejsce pojawiają się wątpliwości. palijczycy i och utopia jest taka wspaniała że łatwo im przeciągnąć kogoś na jasną stronę mocy, szczególnie że jednym z ich narzędzi jest moksza - halucynogenny narkotyk po którym człowiek odczuwa jedność ze wszechświatem.
łatwo zauważyć że huxley nie darzy współczesnego mu systemu szczególną sympatią i uprawia do czasu radosne marzycielstwo o wyspach szczęśliwych. muszę przyznać że przemawia to do mnie jako odwiecznej anarchistki teraz jeszcze bardziej sceptycznej w temacie hmmm rzeczywistości. nie przeszkadza mi nawet trochę dydaktyczna forma książki (bohaterowie dają mini wykłady o różnych aspektach życia na pali). huxley tłucze po głowie łopatą uważności wpisuje się w trendy odnowy duchowej i ekhem rozwoju osobistego lat 60 a dokładając seks tantryczny jako metodę na oświecenie i kwasopodobne jazdy staje się idolem hipisów.
utopia wiadomo pozostanie zawsze w sferze marzeń, hipisi wszystko zepsuli skupiając się na uciekaniu od rzeczywistości ale wyspę polecam bo zastanowić się zawsze można.
książka podobała się również mojemu psu który przeżuł jej brzegi (niechlujny czytelnik) i z tego powodu zostałam właścicielką egzemplarza wcześniej bibliotecznego. nie żałuję.

wtorek, 20 sierpnia 2013

kurt vonnegut - pianola

pierwsza powieść jednego z moich najulubieńszych pisarzy. szukałam czegoś do czytania i leżała pod ręką więc zabrałam się za nią kolejny raz. rzecz dzieje się w przyszłości, po trzeciej wojnie światowej, ameryka się pięknie ogarnęła przy pomocy komputerów. bardzo wydajnie sterują wytwarzaniem dóbr i oceniają ludzi pod względem przydatności dla systemu. doktorzy nauk różnych mają szansę na pracę, konkretne zarobki i wysoki status społeczny (dopóki ktoś nie wymyśli komputera wykonującego ich pracę lepiej) natomiast reszta może iść do wojska lub do brygad remontowych którym komputery przydzielają zadania (no chyba że jest się kobietą, wtedy zajmujemy się domem za pomocą supernowoczesnych sprzętów i oglądamy telewizje, chyba że uda nam się wmężyć do klasy wyższej), żeby ludzie nie nudzili się specjalnie, wybierają im meble i sprzęty agd potrącając oczywiście z pensji. inżynierowie i reszta doktorów natomiast są elita kraju i zabawiają się na obozach gdzie w zdrowej atmosferze rywalizacji przyczyniają się śpiewami i oglądaniem sztuk teatralnych do ciągłego rozwoju ludzkości ku chwale systemowi. nie wszystkim jednak się to podoba, główny bohater, dyrektor jednego z głównych zakładów przemysłowych w kraju, zaczyna zauważać brak sensu w systemie działającym tylko dla utrzymania samego siebie. dołącza wiec do podziemnego ruchu oporu dążącego do antymechanicznej rewolucji. wszystkiemu z boku przygląda się odwiedzający najwydajniejsze mocarstwo świata szach pewnego wschodniego kraju, komentujący wszystko złośliwie w swoim języku. bardzo to zabawne, trochę smutne i trochę prawdziwe, bo ludzie są w stanie zrobić bardzo dużo również głupich czy niewłaściwych rzeczy dla "narodowej [a właściwie nawet światowej] świętej trójcy - Wydajności, Oszczędności i Jakości".

r. shea, r.a. wilson - oko w piramidzie

"kultowa powieść hippisów" jak mówi okładka. faktycznie podejrzewam że przyjmowanie w trakcie czytania jakichś nielegalnych substancji psychoaktywnych mogłoby zintensyfikować doświadczenie. ja czytałam na trzeźwo i też miałam niezłą zabawę. generalnie chodzi o światowy spisek i panowanie nad światem. masoni i inne "tajne" organizacje to płotki w tym przypadku ponieważ za wszystkim stoją iluminaci - postatlantydzkie stowarzyszenie które nie wiadomo jakie dokładnie ma cele ale miesza w światowych wydarzeniach infiltrując rządy kościoły itp. dodatkowo istnieją pewne mistyczne powiązania iluminatów z przedwieczną rasą uważającą się za bogów i domagającą się ofiar z ludzi
streścić się nie da, zbyt to skomplikowane, ogarnąć też nie bardzo za pierwszym razem, a podobno są kolejne części. teorie spiskowe rządzą ;).

niedziela, 17 marca 2013

margaret atwood - rok potopu

postapokaliptyczne klimaty to jedne z moich ulubionych. na dodatek pani atwood daje radę jeśli chodzi o tworzenie wizji  niepokojącej przyszłości. w tym przypadku tytułowym potopem jest tajemnicza zaraza dziesiątkująca ludzkość nie biorąc pod uwagę czy mieszkają w korporacyjnych kompleksach czy w brudnych plebsopoliach. wysoko rozwinięta biotechnologia i genetyka nie potrafi jej pokonać  (a może właśnie ona je stworzyła?). przetrwają jedynie ludzie całkowicie odizolowani i dziwnym trafem wszyscy oni przed potopem należeli do zwariowanego ekologicznego kultu ogrodników. to sekta zapowiadająca standardowy koniec świata i skrupulatnie się do niego przygotowująca poprzez próby zyskania niezależności energetycznej, żywnościowej itp.
książka ma kilku narratorów widać więc świat z różnych kątów w tym także z perspektywy nie do końca ogarniającego go dziecka. niezbyt to miłe miejsce. w korporacyjnych kompleksach jest raczej bezpiecznie ale płaci się za to pełną kontrolą wszystkiego. na zewnątrz bywa różnie, można skończyć jako źródło ropy albo w sekretburgerze. jako sekretny składnik :P. taki stan rzeczy wg bożych ogrodników to oczywiście kara za grzechy człowieka jak rasy a najważniejszym z nich jest pycha i uważanie się za gatunek najwyższy. człowiek to tylko jeden z mieszkańców planety nie potrafiący żyć z nią w zgodzie rozpychający się na wszystkie strony i uważający że wszystko mu się należy. ale nie ma problemu, nadejdzie potop i wszystko ładnie wyczyści.
mimo apokaliptycznych wizji przyszłości (jak się zastanowić głębiej to nie takich zupełnie fantastycznych) rok potopu bywa momentami całkiem zabawny. każdy fanatyzm z boku wygląda dość niepoważnie, czy jest to niezachwiana wiara w technologię czy ekologiczne proroctwa, mimo że ostatecznie się sprawdzają.

środa, 26 września 2012

haruki murakami - 1q94

dalej w japonii ale jeszcze bardziej dziwnej niż normalnie. dwie historie: instruktorki fitness i jednocześnie zabójczyni na zlecenie oraz matematyka-pisarza krążą wokół siebie aby następnie się spleść w dziwnym równoległym świecie gdzie na niebie wiszą dwa księżyce a rzeczywistością sterują little people. opowiadanie historii zawartej w trzech tomach powieści nie ma za bardzo sensu bo i ona chwilami nie trzyma się logicznej kupy. no ale przecież zupełnie nie o to chodzi. murakami to przede wszystkim klimat: trochę wyalienowania w upakowanej jak puszka sardynek japonii, niesamowite wydarzenia czające się tuż za rogiem (i nikogo specjalnie nie zaskakujące) i skupienie się na drobnych detalach. lubię ta przestrzeń w jego książkach, spokój (mimo że występują tu mafia, morderstwa i porwania) i świadomość każdej chwili. reszta to bajka i gra z wyobraźnią ale jak komuś przeszkadzają niewyjaśnione wątki, rzeczy które dzieją się o tak bez powodu i sensu to raczej z daleka od tej książki.

wtorek, 21 sierpnia 2012

joanna bator - japoński wachlarz

pani bator spędziła dwa lata na tokijskim uniwersytecie i w wachlarzu opisuje to co przez ten czas widziała przeżyła i zjadła. autorka jest zafascynowana każdym zauważonym najmniejszym dziwnym szczegółem co nie zaskakuje bo japońska (czy w tym przypadku tokijska) kultura jest kosmiczna dla europejskiego przybysza. i z takiej właśnie perspektywy obcego włóczącego się po ulicach z otwartymi ze zdziwienia ustami jest ta książka napisana. skupia się wokół kilku głównych tematów najbardziej rzucających się w oczy i inne zmysły: społecznego wymiaru stroju (uniformizacja, maski, przebieranki), japońskiego podejścia do ciała (w tym do płci seksu czy wspólnych kąpieli), współczesnej nieco zinfantylizowanej kultury (zaraza hello kitty dotarła i do nas na szczęście nie ma takiej siły przebicia) i zmutowanej estetyki. dużo miejsca zostało poświęcone japońskiej kuchni jednocześnie fascynującej i chwilami może nieco obrzydliwej (ryby fugu, tańczące krewetki i jedzenie tak świeże że jeszcze się rusza).
wciągnęło mnie w japonię bo dobrze to wszystko napisane, opisy oddziałują na zmysły (japońska kąpiel to coś o czym marzę) i w sumie szkoda że to raczej krótka książka. ale z rozpędu wzięłam z biblioteki (przypomniałam sobie o jej istnieniu) murakamiego. wrażenie wkrótce.

eduardo mendoza - miasto cudów

na okładce piszą że to historia katalońskiego nikodema dyzmy jednak moim zdaniem to bardziej historia barcelony widziana przez pryzmat życia tego bezwzględnego cwaniaczka próbującego się (z doskonałym skutkiem) dorobić na zmianach zachodzących na przełomie poprzednich wieków w mieście które z niewielkiego zamkniętego portowego miasteczka przekształca się w bólach w nowoczesne i światowe miejsce. nie bez problemów, odwieczne spory między stolicą a upartą katalonią wieczny brak pieniędzy i walki pomiędzy lokalnymi hmm ważnymi osobistościami (jedną z nich stał się stosując niezbyt sympatyczne metody "główny" bohater onufry bouvila) nie pomagały zbytnio.
słyszałam dużo o tej książce że wybitna i wspaniała i niestety znów się przeliczyłam (muszę przestać słuchać ludzi i czytać recenzje). jest całkiem niezła i rozmach też ma duży, chwilami jest zabawna (nie tak jak historyjki o damskim fryzjerze ale nie oczekiwałam tego, zresztą fryzjer chwilami jest przesadzony) ale jakoś nie do końca mnie przekonuje. może chodzi o onufrego który jest zwykłym dupkiem a i tak na niewiele mu się to zdaje. a może o pewną  jakby bezwładność akcji, wydarzenia toczą się dość niemrawo co chwilę grzęznąc w różnego typu dygresjach czy retrospekcjach (kilka razy się zgubiłam, to chyba nie świadczy o mnie za dobrze :P). jedyna rada - nie oczekiwać.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

wiktor pielewin - kryształowy świat

nie będę się powtarzać, tym razem znów opowiadania tym razem 19, nie będę ich tu streszczać za dużo tego. niektóre bardziej do mnie przemówiły, inne mniej, raczej wolę dłuższe formy żeby się bardziej wkręcić w opisywaną rzeczywistość. w każdym razie standardowe motywy: niepewność rzeczywistości, skrajny subiektywizm, transcendentalne jazdy i radzieckie wynalazki :D niektóre opowiadania nie były ani trochę zabawne tylko smutne bardzo i może dlatego książka mniej mi przypadła do gustu niż poprzednio opisywany omon ra (bo ja wolę pozytywne złudzenia a nie krzywe jazdy :P). mimo to dalej jestem na tak.

wiktor pielewin - omon ra i inne opowieści

pielewina uwielbiam w każdej postaci więc nie będę zbyt obiektywna. tutaj mamy trzy opowiadania (no pierwszy utwór można by nazwać mini powieścią ale klasyfikacja nie jest najważniejsza). wszystkie są jednocześnie powalająco zabawne i zmuszające do refleksji, absurdalne i prawdziwe. omon ra z to kosmonauta mający pełnić funkcję automatycznego silnika pojazdu księżycowego (bo na mechanizmy radzieckich ruskich nie stać, ludzi zawsze mają w bród a czymś trzeba zabłysnąć przed wrogimi amerykanami i całym światem). oczywiście nic nie jest takie jak się wydaje a poezja miesza się z brutalną rzeczywistością (hmm czym jest rzeczywistość).
żółta strzała to pociąg z którego nigdy nikt nie wysiada - ludzie rodzą się w nim i umierają (polecam opis pogrzebu) nie zastanawiając się specjalnie nad tym skąd i dokąd jadą, specjalnie nawet nie zauważają że gdzieś zmierzają. dużo tu symboli i metafor niektóre dość oczywiste ale każą myśleć w przerwach pomiędzy wybuchami śmiechu.
trzecie opowiadanie jest o ograniczeniach, głównie w głowach  i wolności której uczą fermowe kurczaki, całkiem są mądre :).
pełno tu buddyjskich odwołań (a połowy pewnie nie znalazłam bom prosty nieoświecony człowiek) ale nie ma nachalności, można myśleć można tylko dobrze się bawić.

kamila sławińska - nowy jork przewodnik niepraktyczny

zbiór felietonów na temat miasta (a może powinnam napisać Miasta) nowy jork które ukazywały się chyba w jakiejś gazecie. są całkiem sympatyczne a jednocześnie to woda na młyn ludzi podniecających się nowym jorkiem na odległość. super się czytało w podróży (z prowincjonalnej wawki na ostateczne zadupie) chociaż bałwochwalcza postawa w stosunku do ny widoczna szczególnie w kilku pierwszych tekstach była nieco denerwująca. śmieszą mnie ludzie biegający w koszulkach i love ny i czujący się lepszymi ze względu na manhattański adres (zawsze mi to przypomina odcinek seksu w wielkim mieście w którym występuje facet potępiający ludzi wyjeżdżających z jabłka choć na chwilę do tych wszystkich wieśniaków żyjących w reszcie świata). w sumie można być snobem na wiele sposobów (tak jestem zazdrosna bo siedzę na końcu świata gdzie nic się nie dzieje i marzę skrycie o choćby jednym dniu w mieście co nigdy nie śpi :P) ale to mi wygląda na kult a jestem wyjątkowo uczulona na takie rzeczy. w zasadzie to jedyne moje zastrzeżenie (ale się wypowiedziałam - ruszyło mnie to bardzo :P) historyjki są w większości milutkie bardzo osobiste i w sam raz do pksu :D

czwartek, 19 lipca 2012

terry pratchett - the last continent

pratchett po angielsku to zawsze lekki hardkor dla mnie ale masochistycznie brnę w kolejne części. standardowo trudno mi było ogarnąć wszystkie zabawne sytuacje szczególnie że bohaterami są magowie nie dość że normalnie żyjący w swoim własnym świecie, to dodatkowo uwięzieni na wyspie w czasach prehistorycznych z eksperymentującym z ewolucją bogiem. tymczasem (a jednocześnie 10 tysięcy lat później) rincewind próbuje uciec przed ratowaniem ostatniego w kolejności stwarzania kontynentu (dziwnie przypominającego australię). niestety uratowanie zostało przepowiedziane małe więc ma szanse biedaczek choć w uciekaniu jest mistrzem. zabawni są sami pracownicy (?) niewidocznego uniwersytetu, a jeszcze zmuszeni do obcowania z przedstawicielką płci przeciwnej powalają na kolana. przyprawione to wszystko australijskimi żarcikami (dziwny akcent idiomy z kosmosu mętne piwo i kangury) z których połowy prawdopodobnie nie pojęłam. mimo to bawiłam się wybornie.
a gdyby komuś baaardzo zależało na dogłębnym zrozumieniu i przeanalizowaniu książki (i nie tylko tej) to patrzcie co znalazłam :)

wtorek, 3 kwietnia 2012

stanisław lem - bajki robotów

jestem pod wrażeniem i naprawdę nie wiem dlaczego wcześniej nie czytałam robotowych bajek. toż to powinno być w lekturach zamiast tego nudnego pirxa (ok nie wiem jak teraz wygląda lekturowa sytuacja w podstawówce, pamiętam tylko że system edukacyjny bardzo mnie zraził do lema opowiadaniem test i porażkowym filmem na podstawie innego opowiadania. roboty by mi się bardzo spodobały). mimo że jestem duża to nieograniczone przestrzenie kosmiczne i zamieszkujące je maszyny przemówiły mi do wyobraźni chociaż zwykle bajek nie lubię bo mnie konwencja męczy. tu jednak jest odświeżająca i zaskakująca a i historie są bardzo lemowe zwykle z drugim a może i trzecim dnem (niby tylko roboty tłuką się gdzieś w odległych przestrzeniach a człowiek się zastanawia :P).

piątek, 16 marca 2012

terry pratchett - w północ się odzieję

czego chcieć więcej - pratchett i to o wiedźmach (moje ulubione mieszkanki świata dysku) tzn o jednej wiedźmie a raczej młodej czarownicy tiffany obolałej. biedna dziewczyna całymi dniami biega po wiosce opatrując rany pomagając starszym mieszkańcom, robiąc rzeczy na zrobienie których nikt inny nie ma ochoty i ogólnie ogarniając rzeczywistość. ma wprawdzie do pomocy nac mac feeglów ale trudno nimi kierować i często więcej z nimi problemów niż pożytku z nich chociaż faktycznie czasem się bardzo przydają. jednak prawdziwe kłopoty zapowiadają ludzie zaczynający zastanawiać się dlaczego czarownica tak się rządzi i przecież może być niebezpieczna, mleko skwasić może, krowę przestraszyć a ich umysły (ludzi nie czarownic czy krów) zaczynają cuchnąć. na dodatek stary baron umiera a nowy nie dość że się żeni (a z wiedźmą łączy go pewna przeszłość) to jeszcze zdaje się brać plotki i pomówienia poważnie.
jak to zwykle u pratchetta dużo zabawnych momentów (nac mac feeglowie to niewyczerpane źródło radości) ale też poważniejsze tematy. wydaje mi się że nawet więcej tych poważniejszych fragmentów niż we wcześniejszych częściach dyskowych. tym razem o niepewnych ludziach dających sobą manipulować plotką, strachu przed obcym bardzo praktycznym bo łatwym do oskarżenia o cokolwiek ale też o odpowiedzialności, wrażliwości no i zwyczajnym byciu człowiekiem a nie wilkiem (ani zombie :P). i smutno też chwilami bywa mimo że wszystko dobrze się kończy.

wtorek, 24 stycznia 2012

literatura na świecie nr 10-207

numer o cybernetyce i sztucznej inteligencji. zaraz na samym początku powalający fragment gödel, escher, bach: an eternal golden braid pana douglasa hofstadtera, o mrówkach, fudze bacha i mózgach. erudycja tego fragmentu mnie trochę mnie przygniotła, zostałam też zmuszona do myślenia, spojrzenia na świat od innej strony, ale i rozbawiona (ehh najlepszy kumpel pana mrówkojada - kolonia mrówek imieniem stryjko lonia). zdecydowanie będę próbować brnąć przez (niestety) anglojęzyczne wydanie całości, mam nadzieję że pojmę co i jak.
oprócz tego jest tu krótkie opowiadanko susan sontag o praktyczności robotów wykorzystywanych jako zastępstwo w niezbyt ekscytujących czynnościach w życiu (praca, zajmowanie się żoną i dziećmi, człowiek może zostać bezdomnym i mieć święty spokój).
trzecim tekstem który zwrócił moją uwagę był fragment powieści roderyk czyli edukacja młodej maszyny autorstwa pana johna sladka. bardzo zabawna historia rozwoju sztucznej inteligencji na uniwersytecie na amerykańskim zadupiu. połączenie powieści akademickiej (przepychanki wykładowców o granty) , scifi, kryminału (seryjny morderca studentek) i thillera (ktoś na górze nie chce dopuścić do powstania sztucznej inteligencji). i duży plus za bezpośrednie nawiązanie do vonneguta którego uwielbiam. ciekawe czy to po polsku wydali.

czwartek, 19 stycznia 2012

james white - szpital kosmiczny

zbiór opowiadań science fiction o (zaskoczenie) kosmicznym szpitalu leczącym wszystkie znane rasy. różne organizmy mają różne wymagania dotyczące atmosfery ciśnienia i pożywienia, szpital zapewnia nie tylko warunki odpowiednie dla każdego ale też fachową opiekę medyczną personelu (również wielorasowego) doskonale znającego fizjologię poszczególnych pacjentów dzięki wgrywanym do mózgu hipnotaśmom. kontakty międzyrasowe odbywają się za pomocą autotranslatorów, jednak nie wszystkie niuanse wypowiedzi są możliwe do przekazania, co jest źródłem (zabawnych dla mnie) nieporozumień pomiędzy osobnikami o różnych sposobach postrzegania rzeczywistości.
ogólna sytuacja w przyszłości jest tylko zarysowana delikatnie, to dopiero pierwszy tom cyklu, zapewne rozwijane to jest w kolejnych.
podchodziłam do tej książki ostrożnie, nie jestem jakąś fanatyczką science fiction, jednak zostałam pozytywnie zaskoczona (nawet zdziwiłam się że powieść została napisana na początku lat 60). bardzo podoba mi się głęboki humanizm i tolerancja jakimi przesiąknięta jest atmosfera szpitala pomagającego każdemu niezależnie od pochodzenia a do pacjentów podchodzi się z życzliwością i poświęceniem nawet jeśli są niemili (ehh marzenia petenta polskiej służby zdrowia :P). trochę mi się to kojarzy z opowieściami o pilocie pirxie, chociaż tutaj jest mniej filozofowania a więcej prostej rozrywki :P. proszę mnie źle nie zrozumieć, prosta nie znaczy gorsza :)

wtorek, 17 stycznia 2012

ambrose bierce - oczy pantery

niewiele się spodziewałam po zbiorze przerażających opowiadań pana bierce porównywanego z lovecraftem (nie do końca rozumiem dlaczego) i czytając początkowe utwory z książki utwierdzałam się w swoim sceptycyzmie. nie były zbyt horrorowate, bardziej krwiste i bebechowate no i akcja toczyła się podczas wojny secesyjnej, a żołnierskie opowieści mało do mnie przemawiają (no dołują mnie i straszą ludzkimi możliwościami więc wolę trzymać się od nich z daleka). znalazłam jednak coś dla siebie w "cywilnych" opowiadaniach pisanych z przymrużeniem oka satyrach pełnych czarnego humoru, który bardzo odróżniał je od dramatycznych wojennych wyborów opisywanych wcześniej. nie sądziłam że coś takiego można znaleźć w xix wiecznych "opowieściach niesamowitych". jest też kilka bardziej typowych historii o duchach w krzakach czy podłych ludziach wykorzystujących niewłaściwie swoje zdolności parapsychiczne, jest nawet jedna o morderczym robocie (!). wszystkie krótkie na kilka stron i łatwo przyswajalne.

środa, 11 stycznia 2012

gertruda stein - autobiografia alicji b. toklas

ani to autobiografia (bo napisana przez gertrudę nie alicję) ani tak naprawdę nie opowiada przede wszystkim o alicjowym życiu. książka opisuje głównie spotkania gertrudy i alicji z malarzami i pisarzami zamieszkującymi paryż od początku xx wieku do mniej więcej lat 30tych. jako że spotkania te były właściwie imprezami więc książka to zlepek plotek o picassie, matissie (hmm jako to odmienić), hemingwayu i ogromnym stadzie innych osób które przewinęły się przez dom gertrudy. na dodatek nie jest to zbyt chronologiczne, w książce panuje chaos co nie pomaga w ogarnięciu sytuacji (ja przynajmniej miałam pewne problemy). pierwsza połowa autobiografii pozwoliła mi zanurzyć się w ten świat początkujących kubistów i innych niezrozumiałych artystów dobrze bawiących się na montmartre jednak później poczułam się znużona niezatrzymującym się korowodem postaci, ich kłótniami i pojednaniami i coraz to nowymi laskami ;). niektórym jeszcze może przeszkadzać kulawa interpunkcja ja jednak sama mam hmm swobodne podejście do przecinków więc nie było to dla mnie problemem.
a cytat: "(...) przecinki są zupełnie zbyteczne tekst powinien być absolutnie zrozumiały i nie może zależeć od przecinków a poza tym przecinki są jedynie i wyłącznie znakiem mówiącym że czytelnik winien się zatrzymać i nabrać tchu a każdy człowiek powinien bez tego wiedzieć kiedy się zatrzymać i nabrać tchu." zachęca mnie do zajrzenia do innych tworów pani stein, szczególnie że autobiografia to podobno najnormalniejsza jej książka ;). ktoś miał jakieś doświadczenia?

poniedziałek, 2 stycznia 2012

tom holt - przenośne drzwi

gdyby nie osobista rekomendacja kumpla nie sięgnęłabym po tą książkę, bo jej ciągłe porównywanie do pratchettów odrzuca mnie z wielką siłą. fakt mają cechy wspólne - angielskość, fantastyczność i humor, ale to tyle. historia osadzona jest w naszej rzeczywistość (jeśli w ogóle można używać tego słowa ;)) tylko świat ma drugie dno. nie będę tu opisywać fabuły, bo ma być zaskakująca, powiem tylko że w na pozór zwyczajnej firmie pojawia się magia i złośliwe fantastyczne stwory. pan autor stosuje dużo niespodziewanych zwrotów akcji związanych z ujawnianiem kolejnych tajemnic drugiego świata, niektóre są zabawne, niektóre nieco przerażające, ale zwykle zaskakujące. przenośne drzwi to pierwsza część trylogii i podobno najmniej dziwna, będę więc polować na kolejne tomy (a miałam już nie pakować się w serie ehhh, na razie dzielnie opieram się nowemu martinowi :P).

wtorek, 20 grudnia 2011

mój dzień w ksiażkach

zwykle nie bawię się w jakieś łańcuszki pytania do czy blogowe zabawy, ale jak zobaczyłam tą u Lirael to mnie wciągnęło. wersja do wypełnienia tytułami książek przeczytanych w 2011 roku wygląda tak:

Zaczęłam dzień (z) _____. W drodze do pracy zobaczyłam _____ i przeszłam obok _____,
żeby uniknąć _____ , ale oczywiście zatrzymałam się przy _____. W biurze szef powiedział: _____ i zlecił mi zbadanie _____. W czasie obiadu z _____ zauważyłam _____ pod _____ . Potem wróciłam do swojego biurka _____. Następnie, w drodze do domu, kupiłam _____ ponieważ mam _____. Przygotowując się do snu, wzięłam _____
i uczyłam się _____, zanim powiedziałam dobranoc _____ .

a oto moja:

Zaczęłam dzień lotem nad kukułczym gniazdem. W drodze do pracy zobaczyłam śmierć bunnego munro i przeszłam obok dr strangelove, żeby uniknąć łups!, ale oczywiście zatrzymałam się przy regale ostatnich tchnień. W biurze szef powiedział jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie i zlecił mi zbadanie upadku sombrera. W czasie obiadu z grafem zero zauważyłam włóczęgów dharmy pod śniegiem. Potem wróciłam do swojego biurka w big sur. Następnie, w drodze do domu, kupiłam orchideę ponieważ mam pogrzebane zwierciadło. Przygotowując się do snu, wzięłam ośmiościan i uczyłam się o dzikości serca, zanim powiedziałam dobranoc ludziom jak bogowie.

:)

piątek, 9 grudnia 2011

bohumil hrabal - obsługiwałem angielskiego króla

\nalazłam przypadkiem w jednym z zakurzonych numerów literatury na świecie razem z innymi tekstami, jednak tylko ten jest w całości. przy okazji chciałam zwrócić Państwa uwagę na okładkę, która jest po prostu piękna (zresztą tak jak i inne okładki tego czasopisma (?)). Ale do rzeczy. główny bohater opisuje swoje życie, od bycia czternastoletnim pikolakiem w restauracji, przez kolejne szczeble kariery hotelarskiej i niezbyt sympatyczne wzbogacenie się na ii wojnie światowej aż do przymusowej pracy przy utrzymaniu drogi gdzieś na zadupiu za komunistycznej czechosłowacji. bohater zmienia się wraz z sytuacją w której przyszło mu żyć. na początku imponują mu przedsiębiorcy a raczej ich majątek, stara się więc za wszelką cenę zarobić pieniądze wykorzystując je następnie w lokalnym domu publicznym. później dochodzi do wniosku, że można pieniądze wykorzystać inaczej, kupić własny hotel i zostać przyjętym do kręgu bogatych ludzi. piękne dziewczęta, a raczej panienki jak są nazywane w książce, przewijają się jednak wciąż na jej kartach i w kolejnych miejscach pracy bohatera. po wybuchu wojny zakochuje się on w niemce przez co traci szacunek otoczenia a zyskuje przyszłościowo zrabowane znaczki pocztowe, za które po wojnie jest w stanie kupić sobie hotel. później jako milioner jest internowany i bardzo dobrze bawi się z innymi internowanymi milionerami i pilnującymi ich milicjantami, aż w końcu trafia na koniec świata, z daleka od ludzi gdzie podczas ciężkiej pracy dopadają go zaduma nad życiem, ludźmi i upływającym czasem.
książka zabawna (szczególnie opisy "więzienia" dla milionerów) ale też refleksyjna, zwracająca uwagę na szczegóły i piękno świata pod każdą postacią (także dobrego obiadu czy pięknej laseczki) i mimo smutnych momentów w sumie pozytywna. nie wiem czy to takie hrabalowe, czy ogólnie czeskie (bo wydaje mi się że np w śmierci pięknych saren też to można znaleźć, niedługo to zweryfikuję :)), taka umiejętność melancholijnego a jednocześnie radosnego i wdzięcznego spojrzenia na świat, który bywa różny ale zawsze piękny.