na okładce piszą że to historia katalońskiego nikodema dyzmy jednak moim zdaniem to bardziej historia barcelony widziana przez pryzmat życia tego bezwzględnego cwaniaczka próbującego się (z doskonałym skutkiem) dorobić na zmianach zachodzących na przełomie poprzednich wieków w mieście które z niewielkiego zamkniętego portowego miasteczka przekształca się w bólach w nowoczesne i światowe miejsce. nie bez problemów, odwieczne spory między stolicą a upartą katalonią wieczny brak pieniędzy i walki pomiędzy lokalnymi hmm ważnymi osobistościami (jedną z nich stał się stosując niezbyt sympatyczne metody "główny" bohater onufry bouvila) nie pomagały zbytnio.
słyszałam dużo o tej książce że wybitna i wspaniała i niestety znów się przeliczyłam (muszę przestać słuchać ludzi i czytać recenzje). jest całkiem niezła i rozmach też ma duży, chwilami jest zabawna (nie tak jak historyjki o damskim fryzjerze ale nie oczekiwałam tego, zresztą fryzjer chwilami jest przesadzony) ale jakoś nie do końca mnie przekonuje. może chodzi o onufrego który jest zwykłym dupkiem a i tak na niewiele mu się to zdaje. a może o pewną jakby bezwładność akcji, wydarzenia toczą się dość niemrawo co chwilę grzęznąc w różnego typu dygresjach czy retrospekcjach (kilka razy się zgubiłam, to chyba nie świadczy o mnie za dobrze :P). jedyna rada - nie oczekiwać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą barcelona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą barcelona. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 21 sierpnia 2012
środa, 22 czerwca 2011
eduardo mendoza - trzy żywoty świętych
pan mendoza jest mi znany z kilku książek o przygodach fryzjera i ze dwóch mniej humorystycznych, niestety nie pamiętam ani tytułów ani o co w nich chodziło, bo czytałam je jakieś 10 lat temu (jak to brzmi). żywoty świętych nie są z założenia tak śmieszne jak wspomniany powyżej cykl fryzjerski, chociaż zabawne elementy się zdarzają, przeplatając się jednak z bardziej poważnymi. dostajemy trzy historie: o biskupie z dzikiego kraju, który nie może powrócić do ojczyzny przez wybuchającą rewolucję, o trzydziestolatku bez celu w życiu odbierającym nagrodę za zasługi swojej matki oraz o więziennej nauczycielce literatury rozbudzającej zdolności pisarskie w jednym z osadzonych. i właśnie trzecie opowiadanie spodobało mi się najbardziej, dużo w nim o książkach a to jeden z moich ulubionych tematów ;).
ogólnie jednak przekonuję się że nie jestem czytelniczką opowiadaniową (noo może poza krótkimi keretowymi tworami) i jakoś nie powaliły mnie święte historie. cegły to jest to! :P
ogólnie jednak przekonuję się że nie jestem czytelniczką opowiadaniową (noo może poza krótkimi keretowymi tworami) i jakoś nie powaliły mnie święte historie. cegły to jest to! :P
Etykiety:
barcelona,
hiszpania,
opowiadania,
takie sobie,
zabawne
piątek, 22 kwietnia 2011
carlos ruiz zafón - cień wiatru
zapóźniona jestem strasznie, książka wyszła już dawno temu, jednak miałam pewne opory przed nią zapewne z powodu powszechnego zachwytu. do bestsellerów podchodzę ostrożnie mimo że miliony much nie mogą się mylić :P. swoją alternatywność odpuściłam sobie szukając książek których akcja dzieje się w barcelonie, bo wybieram się już niedługo do tego miasta i nie chcę żeby było mi całkiem obce. barcelona kojarzy się z upałem palmami i beztroskimi wakacjami, chociaż miałam świadomość tajemnicy i spleśniałych książek w cieniu wiatru (a nawet tajemnicy spleśniałych książek) to oczekiwałam trochę drżącego z gorąca powietrza. otwieram książkę a tam deszcz, mgła, zgrzybiałe budynki między którymi przemykają się ludzie pełni ciemnych sekretów. tłem ich historii jest wielka historia - wojna domowa przetoczyła się po wszystkich bez wyjątku. no ale żeby nie było, poza gotyckimi motywami jest w książce dużo humoru, głównie za sprawą postaci fermina - anarcho-komunistycznego cynika, wydającego się być najbardziej konkretnym i zdecydowanym bohaterem. poza tym mamy głównego bohatera, gówniarza który nie bardzo wie czego chce, hormony mu szaleją, zakochuje się niewłaściwie, i trafia na ślad tajemnicy zakopanej głęboko w przeszłości. motorem akcji jest książka, zapomniana i przypadkiem znaleziona na cmentarzysku zapomnianych książek (to jest miejsce gdzie chciałabym spędzić wakacje). i pewnie właśnie dlatego przełknęłam tendencyjne fragmenty, krótkie amerykańskie rozdziały (jak w kodzie leonarda da vinci fuuj) i nadużywanie przymiotników w początkowych rozdziałach (później tego nie zauważyłam, nie wiem czy autor zrezygnował czy też tak akcja mnie wciągnęła, że nie przestałam zwracać uwagę na pierdoły byle tylko dowiedzieć się co było dalej). jestem książkowym fetyszystą i książki o książkach automatycznie mają u mnie plus sto do zajebistości :P (za dużo internetu).
podsumowując nie jest to jakoś bardzo głęboka książka, życia mojego nie zmieniła, ale wciąga i dała mi dużo przyjemności. no i książki książki książki ehh.
a tak trochę obok, jakieś wskazówki co do barcelońskich powieści?
podsumowując nie jest to jakoś bardzo głęboka książka, życia mojego nie zmieniła, ale wciąga i dała mi dużo przyjemności. no i książki książki książki ehh.
a tak trochę obok, jakieś wskazówki co do barcelońskich powieści?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



