Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życiowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życiowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 września 2021

władysław reymont - chłopi

 

zabrałam się za chłopów po obejrzeniu trailera filmu częściowo animowanego, bardzo był fascynujący a ja ignorantka w tym temacie - jakieś fragmenty wciskane z niechęcią w liceum.  a jest to więcej niż klasyka, książka noblowska, a to nie byle co. trochę szkoda że jest lekturą (czy nadal jest? mam przeterminowane informacje) i przymus odziera ją z uroku. a wydaje mi się że jest ważna książka w kraju gdzie większość obywateli ma chłopskie korzenie, a przodków wyobraża sobie raczej jako wyższe warstwy społeczeństwa. to sienkiewicz jest narodowym pisarzem, każdy chętnie identyfikuje się z mieszkańcami dworków i pałaców, jednak prawda leży pod strzechami.

reymont opisuje polską wieś,  ciężko stwierdzić ile z tego to jego wyobrażenia i nakładki, bo przecież nie był chłopem. wizja wsi jest dość ponura, ludzie są biedni i walczą o przetrwanie. nic nie liczy się w obliczu wizji głodu przednówkowego, wysyła się starych członków rodziny zimą na żebry bo może braknąć dla nich jedzenia a nie są już niezbędni. rodzice ze swojej strony nie chcą przepisywać majątku na dzieci w obawie przed eksmisją. jednocześnie ludzie muszą żyć w gromadzie bo sami nie dadzą sobie rady w świecie bezlitosnym. nie jest to przyjemne miejsce do życia, każdy kto odstaje może zostać wygnany i musi radzić sobie sam. dość toksyczna sytuacja.

w tej dżungli walczących o przetrwanie dostajemy trójkąt, a w zasadzie czworokąt miłosny, jak w dobrej telenoweli. najpiękniejsza dziewczyna we wsi, zakochana z wzajemnością w chłopaku, który ma już żonę i dziecko, wydaje się, zachęcona przez matkę, za ojca swojego ukochanego. jest to najbogatszy we wsi gospodarz, wdowiec nie najmłodszy już ale najlepsza partia w okolicy. zakochał się na starość, zamiast dzieciom zostawić majątek, kupuje pierdoły swojej młodej narzeczonej. konflikt na każdym froncie.

jest też spór z dworem, bitw o las, kłótnie międzysąsiedzkie. ogólnie dużo się dzieje, można by z tego zrobić trzymający w napięciu serial.

całe to kłębowisko zanurzone jest w przyrodzie której opisy są malarskie i pełne rozmachu (przez reymonta zaczęłam się gapić w niebo). dzięki pięknu świata przyrody da się przetrwać w ludzkim bagnie. jeśli oczywiście ma się co jeść.

ogólnie polecam, prozę się nie bać lektury szkolnej, nie wszystkie są beznadziejne (teraz chyba coraz mniej sensownych).

niedziela, 14 kwietnia 2019

lew tołstoj - wojna i pokój

muszę przyznać że to było trudne nie ze względu na objętość chociaż cztery tomy to nie byle co, ale ze względu na skomplikowanie. tylu bohaterów nie widziałam dawno - ostatnio chyba w grze o tron (wiem również gdzie pan martin mógł podejrzeć zabieg pozbywania się znienacka postaci którą czytelnik uznał za jedną z głównych i nawet może trochę się z nią zżył). sprawę jeszcze dodatkowo zagmatwał mi fakt że bohaterowie mają imię nazwisko otczestwo tytuł (np. hrabia czy książę) a czasem i funkcję w wojsku czy urząd i te określenia stosowane są wymiennie. zanim ogarnęłam kto jest kim to doszłam do połowy drugiego tomu (nie mam mózgu do nazwisk).
w każdym razie udało się i nawet mi się podobało. to klasyka ale napiszę o co chodzi: rosyjskie wyższe sfery w obliczu wojen napoleońskich. tutaj pojawia się nowość dla mnie - napoleon tak wychwalany w polsce za postawienie się rosjanom i łaskawe zezwolenie na utworzenie księstwa warszawskiego jest tutaj przedstawiony z innej perspektywy - jako najeźdźca. z przykrością przyznaję że jetem ignorantką historyczną (zrzucę to na program nauczania w klasach o profilu ścisłym) ale była to dla mnie niespodzianka. poszerzająca horyzonty. w ogóle gdybym coś wiedziała więcej na temat tego okresu historycznego byłoby mi łatwiej. autor zakłada że czytelnik jest obeznany z wydarzeniami i omija wyjaśnienia. ale to nic, dałam radę dowiedziałam się wielu rzeczy.
ogólnie część obyczajowa jest interesująca, część wojenna trochę mniej. dużo jest szczegółowych opisów zapatrywań autora na historię jako (uwaga spoiler alert!) wynik raczej warunków zewnętrznych niż woli czy to pojedynczego człowieka będącego u władzy czy też woli narodu (cokolwiek to znaczy).
część pokojowa dzieje się na salonach moskwy i petersburga, wszyscy się znają i co chwilę spotykają na balach obiadach i przy innych okazjach. zajmują się głównie swataniem młodzieży która się trochę gubi w swoich uczuciach a trochę wojna im przeszkadza, ale to nic i tak wszyscy co chwilę na siebie wpadają, to mały kraj.
ogólnie polecam jak ktoś lubi grube realistyczne lektury trochę rozrywkowe (bo są i żarciki) trochę edukacyjne. a ja mogę obejrzeć serial i będę wiedziała o co chodzi :D

piątek, 29 marca 2019

aldous huxley - wyspa

świeże wrażenia z ostatniej powieści huxleya - prehipisowskiej utopii. to krok do przodu i po skosie w stosunku do nowego wspaniałego świata, opis szczęśliwego i ogarniętego społeczeństwa żyjącego na odciętej nieco od świata tropikalnej wyspie pali. zostawiono ją w spokoju ze względu na niekorzystne warunki brzegowe, niestety w czasach współczesnych łatwiej dostać się wszędzie, a że na pali jest ropa naftowa, zainteresowanie wyspą rośnie i na pewno nadchodzą zmiany. póki co palijczycy rozwinęli sobie społeczeństwo w oddaleniu od goniącej za postępem ekonomicznym i technologicznym reszty ludzkości. wszystko opiera się na buddyźmie z elementami hinduizmu i agnostycycmu (co komu pasuje), kompleksowej edukacji zawierającej również naukę kontaktu z własnymi emocjami i radzenia sobie z nimi oraz finansowanej przez państwo antykoncepcji i seksie tantrycznym. palijczycy zdecydowanie wolą być niż mieć co niektórym wyraźnie przeszkadza no bo ta ropa tam leży bezczynnie a przy okazji rynek taki niewykorzystany.
główny bohater przybywa na wyspę reprezentując siły chcące wprowadzić zmiany, jednak pod wpływem spotkań z mieszkańcami jego cynizm topnieje a w jego miejsce pojawiają się wątpliwości. palijczycy i och utopia jest taka wspaniała że łatwo im przeciągnąć kogoś na jasną stronę mocy, szczególnie że jednym z ich narzędzi jest moksza - halucynogenny narkotyk po którym człowiek odczuwa jedność ze wszechświatem.
łatwo zauważyć że huxley nie darzy współczesnego mu systemu szczególną sympatią i uprawia do czasu radosne marzycielstwo o wyspach szczęśliwych. muszę przyznać że przemawia to do mnie jako odwiecznej anarchistki teraz jeszcze bardziej sceptycznej w temacie hmmm rzeczywistości. nie przeszkadza mi nawet trochę dydaktyczna forma książki (bohaterowie dają mini wykłady o różnych aspektach życia na pali). huxley tłucze po głowie łopatą uważności wpisuje się w trendy odnowy duchowej i ekhem rozwoju osobistego lat 60 a dokładając seks tantryczny jako metodę na oświecenie i kwasopodobne jazdy staje się idolem hipisów.
utopia wiadomo pozostanie zawsze w sferze marzeń, hipisi wszystko zepsuli skupiając się na uciekaniu od rzeczywistości ale wyspę polecam bo zastanowić się zawsze można.
książka podobała się również mojemu psu który przeżuł jej brzegi (niechlujny czytelnik) i z tego powodu zostałam właścicielką egzemplarza wcześniej bibliotecznego. nie żałuję.

wtorek, 20 sierpnia 2013

kurt vonnegut - pianola

pierwsza powieść jednego z moich najulubieńszych pisarzy. szukałam czegoś do czytania i leżała pod ręką więc zabrałam się za nią kolejny raz. rzecz dzieje się w przyszłości, po trzeciej wojnie światowej, ameryka się pięknie ogarnęła przy pomocy komputerów. bardzo wydajnie sterują wytwarzaniem dóbr i oceniają ludzi pod względem przydatności dla systemu. doktorzy nauk różnych mają szansę na pracę, konkretne zarobki i wysoki status społeczny (dopóki ktoś nie wymyśli komputera wykonującego ich pracę lepiej) natomiast reszta może iść do wojska lub do brygad remontowych którym komputery przydzielają zadania (no chyba że jest się kobietą, wtedy zajmujemy się domem za pomocą supernowoczesnych sprzętów i oglądamy telewizje, chyba że uda nam się wmężyć do klasy wyższej), żeby ludzie nie nudzili się specjalnie, wybierają im meble i sprzęty agd potrącając oczywiście z pensji. inżynierowie i reszta doktorów natomiast są elita kraju i zabawiają się na obozach gdzie w zdrowej atmosferze rywalizacji przyczyniają się śpiewami i oglądaniem sztuk teatralnych do ciągłego rozwoju ludzkości ku chwale systemowi. nie wszystkim jednak się to podoba, główny bohater, dyrektor jednego z głównych zakładów przemysłowych w kraju, zaczyna zauważać brak sensu w systemie działającym tylko dla utrzymania samego siebie. dołącza wiec do podziemnego ruchu oporu dążącego do antymechanicznej rewolucji. wszystkiemu z boku przygląda się odwiedzający najwydajniejsze mocarstwo świata szach pewnego wschodniego kraju, komentujący wszystko złośliwie w swoim języku. bardzo to zabawne, trochę smutne i trochę prawdziwe, bo ludzie są w stanie zrobić bardzo dużo również głupich czy niewłaściwych rzeczy dla "narodowej [a właściwie nawet światowej] świętej trójcy - Wydajności, Oszczędności i Jakości".

niedziela, 17 marca 2013

margaret atwood - rok potopu

postapokaliptyczne klimaty to jedne z moich ulubionych. na dodatek pani atwood daje radę jeśli chodzi o tworzenie wizji  niepokojącej przyszłości. w tym przypadku tytułowym potopem jest tajemnicza zaraza dziesiątkująca ludzkość nie biorąc pod uwagę czy mieszkają w korporacyjnych kompleksach czy w brudnych plebsopoliach. wysoko rozwinięta biotechnologia i genetyka nie potrafi jej pokonać  (a może właśnie ona je stworzyła?). przetrwają jedynie ludzie całkowicie odizolowani i dziwnym trafem wszyscy oni przed potopem należeli do zwariowanego ekologicznego kultu ogrodników. to sekta zapowiadająca standardowy koniec świata i skrupulatnie się do niego przygotowująca poprzez próby zyskania niezależności energetycznej, żywnościowej itp.
książka ma kilku narratorów widać więc świat z różnych kątów w tym także z perspektywy nie do końca ogarniającego go dziecka. niezbyt to miłe miejsce. w korporacyjnych kompleksach jest raczej bezpiecznie ale płaci się za to pełną kontrolą wszystkiego. na zewnątrz bywa różnie, można skończyć jako źródło ropy albo w sekretburgerze. jako sekretny składnik :P. taki stan rzeczy wg bożych ogrodników to oczywiście kara za grzechy człowieka jak rasy a najważniejszym z nich jest pycha i uważanie się za gatunek najwyższy. człowiek to tylko jeden z mieszkańców planety nie potrafiący żyć z nią w zgodzie rozpychający się na wszystkie strony i uważający że wszystko mu się należy. ale nie ma problemu, nadejdzie potop i wszystko ładnie wyczyści.
mimo apokaliptycznych wizji przyszłości (jak się zastanowić głębiej to nie takich zupełnie fantastycznych) rok potopu bywa momentami całkiem zabawny. każdy fanatyzm z boku wygląda dość niepoważnie, czy jest to niezachwiana wiara w technologię czy ekologiczne proroctwa, mimo że ostatecznie się sprawdzają.

środa, 26 września 2012

haruki murakami - 1q94

dalej w japonii ale jeszcze bardziej dziwnej niż normalnie. dwie historie: instruktorki fitness i jednocześnie zabójczyni na zlecenie oraz matematyka-pisarza krążą wokół siebie aby następnie się spleść w dziwnym równoległym świecie gdzie na niebie wiszą dwa księżyce a rzeczywistością sterują little people. opowiadanie historii zawartej w trzech tomach powieści nie ma za bardzo sensu bo i ona chwilami nie trzyma się logicznej kupy. no ale przecież zupełnie nie o to chodzi. murakami to przede wszystkim klimat: trochę wyalienowania w upakowanej jak puszka sardynek japonii, niesamowite wydarzenia czające się tuż za rogiem (i nikogo specjalnie nie zaskakujące) i skupienie się na drobnych detalach. lubię ta przestrzeń w jego książkach, spokój (mimo że występują tu mafia, morderstwa i porwania) i świadomość każdej chwili. reszta to bajka i gra z wyobraźnią ale jak komuś przeszkadzają niewyjaśnione wątki, rzeczy które dzieją się o tak bez powodu i sensu to raczej z daleka od tej książki.

wtorek, 21 sierpnia 2012

joanna bator - japoński wachlarz

pani bator spędziła dwa lata na tokijskim uniwersytecie i w wachlarzu opisuje to co przez ten czas widziała przeżyła i zjadła. autorka jest zafascynowana każdym zauważonym najmniejszym dziwnym szczegółem co nie zaskakuje bo japońska (czy w tym przypadku tokijska) kultura jest kosmiczna dla europejskiego przybysza. i z takiej właśnie perspektywy obcego włóczącego się po ulicach z otwartymi ze zdziwienia ustami jest ta książka napisana. skupia się wokół kilku głównych tematów najbardziej rzucających się w oczy i inne zmysły: społecznego wymiaru stroju (uniformizacja, maski, przebieranki), japońskiego podejścia do ciała (w tym do płci seksu czy wspólnych kąpieli), współczesnej nieco zinfantylizowanej kultury (zaraza hello kitty dotarła i do nas na szczęście nie ma takiej siły przebicia) i zmutowanej estetyki. dużo miejsca zostało poświęcone japońskiej kuchni jednocześnie fascynującej i chwilami może nieco obrzydliwej (ryby fugu, tańczące krewetki i jedzenie tak świeże że jeszcze się rusza).
wciągnęło mnie w japonię bo dobrze to wszystko napisane, opisy oddziałują na zmysły (japońska kąpiel to coś o czym marzę) i w sumie szkoda że to raczej krótka książka. ale z rozpędu wzięłam z biblioteki (przypomniałam sobie o jej istnieniu) murakamiego. wrażenie wkrótce.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

wiktor pielewin - kryształowy świat

nie będę się powtarzać, tym razem znów opowiadania tym razem 19, nie będę ich tu streszczać za dużo tego. niektóre bardziej do mnie przemówiły, inne mniej, raczej wolę dłuższe formy żeby się bardziej wkręcić w opisywaną rzeczywistość. w każdym razie standardowe motywy: niepewność rzeczywistości, skrajny subiektywizm, transcendentalne jazdy i radzieckie wynalazki :D niektóre opowiadania nie były ani trochę zabawne tylko smutne bardzo i może dlatego książka mniej mi przypadła do gustu niż poprzednio opisywany omon ra (bo ja wolę pozytywne złudzenia a nie krzywe jazdy :P). mimo to dalej jestem na tak.

wiktor pielewin - omon ra i inne opowieści

pielewina uwielbiam w każdej postaci więc nie będę zbyt obiektywna. tutaj mamy trzy opowiadania (no pierwszy utwór można by nazwać mini powieścią ale klasyfikacja nie jest najważniejsza). wszystkie są jednocześnie powalająco zabawne i zmuszające do refleksji, absurdalne i prawdziwe. omon ra z to kosmonauta mający pełnić funkcję automatycznego silnika pojazdu księżycowego (bo na mechanizmy radzieckich ruskich nie stać, ludzi zawsze mają w bród a czymś trzeba zabłysnąć przed wrogimi amerykanami i całym światem). oczywiście nic nie jest takie jak się wydaje a poezja miesza się z brutalną rzeczywistością (hmm czym jest rzeczywistość).
żółta strzała to pociąg z którego nigdy nikt nie wysiada - ludzie rodzą się w nim i umierają (polecam opis pogrzebu) nie zastanawiając się specjalnie nad tym skąd i dokąd jadą, specjalnie nawet nie zauważają że gdzieś zmierzają. dużo tu symboli i metafor niektóre dość oczywiste ale każą myśleć w przerwach pomiędzy wybuchami śmiechu.
trzecie opowiadanie jest o ograniczeniach, głównie w głowach  i wolności której uczą fermowe kurczaki, całkiem są mądre :).
pełno tu buddyjskich odwołań (a połowy pewnie nie znalazłam bom prosty nieoświecony człowiek) ale nie ma nachalności, można myśleć można tylko dobrze się bawić.

kamila sławińska - nowy jork przewodnik niepraktyczny

zbiór felietonów na temat miasta (a może powinnam napisać Miasta) nowy jork które ukazywały się chyba w jakiejś gazecie. są całkiem sympatyczne a jednocześnie to woda na młyn ludzi podniecających się nowym jorkiem na odległość. super się czytało w podróży (z prowincjonalnej wawki na ostateczne zadupie) chociaż bałwochwalcza postawa w stosunku do ny widoczna szczególnie w kilku pierwszych tekstach była nieco denerwująca. śmieszą mnie ludzie biegający w koszulkach i love ny i czujący się lepszymi ze względu na manhattański adres (zawsze mi to przypomina odcinek seksu w wielkim mieście w którym występuje facet potępiający ludzi wyjeżdżających z jabłka choć na chwilę do tych wszystkich wieśniaków żyjących w reszcie świata). w sumie można być snobem na wiele sposobów (tak jestem zazdrosna bo siedzę na końcu świata gdzie nic się nie dzieje i marzę skrycie o choćby jednym dniu w mieście co nigdy nie śpi :P) ale to mi wygląda na kult a jestem wyjątkowo uczulona na takie rzeczy. w zasadzie to jedyne moje zastrzeżenie (ale się wypowiedziałam - ruszyło mnie to bardzo :P) historyjki są w większości milutkie bardzo osobiste i w sam raz do pksu :D

czwartek, 19 lipca 2012

terry pratchett - the last continent

pratchett po angielsku to zawsze lekki hardkor dla mnie ale masochistycznie brnę w kolejne części. standardowo trudno mi było ogarnąć wszystkie zabawne sytuacje szczególnie że bohaterami są magowie nie dość że normalnie żyjący w swoim własnym świecie, to dodatkowo uwięzieni na wyspie w czasach prehistorycznych z eksperymentującym z ewolucją bogiem. tymczasem (a jednocześnie 10 tysięcy lat później) rincewind próbuje uciec przed ratowaniem ostatniego w kolejności stwarzania kontynentu (dziwnie przypominającego australię). niestety uratowanie zostało przepowiedziane małe więc ma szanse biedaczek choć w uciekaniu jest mistrzem. zabawni są sami pracownicy (?) niewidocznego uniwersytetu, a jeszcze zmuszeni do obcowania z przedstawicielką płci przeciwnej powalają na kolana. przyprawione to wszystko australijskimi żarcikami (dziwny akcent idiomy z kosmosu mętne piwo i kangury) z których połowy prawdopodobnie nie pojęłam. mimo to bawiłam się wybornie.
a gdyby komuś baaardzo zależało na dogłębnym zrozumieniu i przeanalizowaniu książki (i nie tylko tej) to patrzcie co znalazłam :)

wtorek, 24 kwietnia 2012

widzieć/wiedzieć. wybór najważniejszych tekstów o dizajnie

po pierwsze to bardzo ładna książka (jak wszystkie z wydawnictwa karakter które wcześniej miałam w rękach) bo i o ładnych rzeczach traktuje. eseje o dizajnie jak w tytule stoi ale też dużo kosmiczniejsze o typografii. są to rzeczy o których raczej nie myśli się na co dzień a niektóre teksty są dosyć hermetyczne. z drugiej strony to interesujące czytać na takie tematy zupełnie z innego świata, a i niektóre przemyślenia są bardziej uniwersalne na przykład te dotyczące komunikacji czy społecznych funkcji projektowania wizualnego.
jedyna smutna rzecz to patrzenie na naszą wspaniałą uporządkowaną przestrzeń publiczną po przeczytaniu książki. oczy bolą.

poniedziałek, 26 marca 2012

tiziano terzani - dobranoc panie lenin!

reportaże z początku lat 90 z południowych krańców rozpadającego się właśnie zsrr. pan autor, wieloletni korespondent prasowy z azji podróżuje amurem (rzeką graniczną między zsrr i chinami) do jego ujścia gdy niespodziewanie w moskwie ogłoszone zostaje zawieszenie działalności jedynej słusznej partii co jest przyczyną uniezależniania się poszczególnych, uprzednio radzieckich republik. pan terzani zamiast wsiadać w samolot do moskwy - centrum wydarzeń - wybiera się do azji środkowej. odwiedza kazachstan, kirgizję, uzbekistan i turkmenistan oraz wpada na kaukaz do azerbejdżanu, gruzji i armenii. książka ma formę dziennika spisywanego na gorąco i zawiera raczej opis skomplikowanej sytuacji politycznej z perspektywy zwyczajnych ludzi których bardziej niż zmiana ustroju (szczególnie że raczej pozorna bo przy władzy pozostają ci sami przefarbowani ludzie) zajmuje np brak podstawowych produktów w sklepach, bo razem z komunizmem zawalił się dziwny centralnie sterowany system gospodarczy.
książka jest bardzo zajmująco napisana i mimo że opisywane tereny nie są w powszechnym mniemaniu uważane za zbyt zajmujące to aż człowieka ciągnie w ten egzotyczny trochę zakurzony świat (przynajmniej mnie ale ja mam skrzywienie wschodnio - zadupiaste :P). zaznaczę też że pan autor jako przybysz ze świata zachodu nie cwaniakuje (co się niektórym ludziom pochodzącym z "cywilizacji" zdarza) narzeka tylko trochę na radziecki burdel i ludzką mentalność, która czasem okazuje się bardzo znajoma (niestety 20 lat minęło a u nas dalej różnie to bywa).

piątek, 16 marca 2012

terry pratchett - w północ się odzieję

czego chcieć więcej - pratchett i to o wiedźmach (moje ulubione mieszkanki świata dysku) tzn o jednej wiedźmie a raczej młodej czarownicy tiffany obolałej. biedna dziewczyna całymi dniami biega po wiosce opatrując rany pomagając starszym mieszkańcom, robiąc rzeczy na zrobienie których nikt inny nie ma ochoty i ogólnie ogarniając rzeczywistość. ma wprawdzie do pomocy nac mac feeglów ale trudno nimi kierować i często więcej z nimi problemów niż pożytku z nich chociaż faktycznie czasem się bardzo przydają. jednak prawdziwe kłopoty zapowiadają ludzie zaczynający zastanawiać się dlaczego czarownica tak się rządzi i przecież może być niebezpieczna, mleko skwasić może, krowę przestraszyć a ich umysły (ludzi nie czarownic czy krów) zaczynają cuchnąć. na dodatek stary baron umiera a nowy nie dość że się żeni (a z wiedźmą łączy go pewna przeszłość) to jeszcze zdaje się brać plotki i pomówienia poważnie.
jak to zwykle u pratchetta dużo zabawnych momentów (nac mac feeglowie to niewyczerpane źródło radości) ale też poważniejsze tematy. wydaje mi się że nawet więcej tych poważniejszych fragmentów niż we wcześniejszych częściach dyskowych. tym razem o niepewnych ludziach dających sobą manipulować plotką, strachu przed obcym bardzo praktycznym bo łatwym do oskarżenia o cokolwiek ale też o odpowiedzialności, wrażliwości no i zwyczajnym byciu człowiekiem a nie wilkiem (ani zombie :P). i smutno też chwilami bywa mimo że wszystko dobrze się kończy.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

wojciech nowicki - dno oka. eseje o fotografii

raczej eseje o fotografiach. każdy rozdział - esej - odnosi się do jednej lub kilku fotek, zależy czy w eseju chodzi o ten konkretny kadr czy też może o ogólniejszą rzecz - kolor, zofię rydet czy wpływ czasu na zdjęcia. pan autor kolekcjonuje fotografie i opisuje niektóre egzemplarze ze swoich zbiorów. wychodzi zwykle od szczegółowego przedstawienia zdjęcia a później to już płynie w różne strony. zastanawia się często nad wizją artysty lub też zwykłego rzemieślnika skonfrontowaną z rzeczywistym odbiorem gotowej odbitki. dodatkowych znaczeń dodają fotom upływ czasu czy osobiste skojarzenia odbiorcy, w sumie każdy zobaczy co innego.
książka przypomina jak skupiać się na poszczególnych obrazach co jest dość trudne teraz przy ogromnym zalewie różnej jakości informacji wizualnych (sweet foci i reklam ale też na każdym kroku w internecie walają się zdjęcia o pewnej wartości [co też jest względne] tylko często nawet nie zwraca się na nie uwagi). będę próbować patrzeć lepiej :).

środa, 11 stycznia 2012

gertruda stein - autobiografia alicji b. toklas

ani to autobiografia (bo napisana przez gertrudę nie alicję) ani tak naprawdę nie opowiada przede wszystkim o alicjowym życiu. książka opisuje głównie spotkania gertrudy i alicji z malarzami i pisarzami zamieszkującymi paryż od początku xx wieku do mniej więcej lat 30tych. jako że spotkania te były właściwie imprezami więc książka to zlepek plotek o picassie, matissie (hmm jako to odmienić), hemingwayu i ogromnym stadzie innych osób które przewinęły się przez dom gertrudy. na dodatek nie jest to zbyt chronologiczne, w książce panuje chaos co nie pomaga w ogarnięciu sytuacji (ja przynajmniej miałam pewne problemy). pierwsza połowa autobiografii pozwoliła mi zanurzyć się w ten świat początkujących kubistów i innych niezrozumiałych artystów dobrze bawiących się na montmartre jednak później poczułam się znużona niezatrzymującym się korowodem postaci, ich kłótniami i pojednaniami i coraz to nowymi laskami ;). niektórym jeszcze może przeszkadzać kulawa interpunkcja ja jednak sama mam hmm swobodne podejście do przecinków więc nie było to dla mnie problemem.
a cytat: "(...) przecinki są zupełnie zbyteczne tekst powinien być absolutnie zrozumiały i nie może zależeć od przecinków a poza tym przecinki są jedynie i wyłącznie znakiem mówiącym że czytelnik winien się zatrzymać i nabrać tchu a każdy człowiek powinien bez tego wiedzieć kiedy się zatrzymać i nabrać tchu." zachęca mnie do zajrzenia do innych tworów pani stein, szczególnie że autobiografia to podobno najnormalniejsza jej książka ;). ktoś miał jakieś doświadczenia?

piątek, 9 grudnia 2011

bohumil hrabal - obsługiwałem angielskiego króla

\nalazłam przypadkiem w jednym z zakurzonych numerów literatury na świecie razem z innymi tekstami, jednak tylko ten jest w całości. przy okazji chciałam zwrócić Państwa uwagę na okładkę, która jest po prostu piękna (zresztą tak jak i inne okładki tego czasopisma (?)). Ale do rzeczy. główny bohater opisuje swoje życie, od bycia czternastoletnim pikolakiem w restauracji, przez kolejne szczeble kariery hotelarskiej i niezbyt sympatyczne wzbogacenie się na ii wojnie światowej aż do przymusowej pracy przy utrzymaniu drogi gdzieś na zadupiu za komunistycznej czechosłowacji. bohater zmienia się wraz z sytuacją w której przyszło mu żyć. na początku imponują mu przedsiębiorcy a raczej ich majątek, stara się więc za wszelką cenę zarobić pieniądze wykorzystując je następnie w lokalnym domu publicznym. później dochodzi do wniosku, że można pieniądze wykorzystać inaczej, kupić własny hotel i zostać przyjętym do kręgu bogatych ludzi. piękne dziewczęta, a raczej panienki jak są nazywane w książce, przewijają się jednak wciąż na jej kartach i w kolejnych miejscach pracy bohatera. po wybuchu wojny zakochuje się on w niemce przez co traci szacunek otoczenia a zyskuje przyszłościowo zrabowane znaczki pocztowe, za które po wojnie jest w stanie kupić sobie hotel. później jako milioner jest internowany i bardzo dobrze bawi się z innymi internowanymi milionerami i pilnującymi ich milicjantami, aż w końcu trafia na koniec świata, z daleka od ludzi gdzie podczas ciężkiej pracy dopadają go zaduma nad życiem, ludźmi i upływającym czasem.
książka zabawna (szczególnie opisy "więzienia" dla milionerów) ale też refleksyjna, zwracająca uwagę na szczegóły i piękno świata pod każdą postacią (także dobrego obiadu czy pięknej laseczki) i mimo smutnych momentów w sumie pozytywna. nie wiem czy to takie hrabalowe, czy ogólnie czeskie (bo wydaje mi się że np w śmierci pięknych saren też to można znaleźć, niedługo to zweryfikuję :)), taka umiejętność melancholijnego a jednocześnie radosnego i wdzięcznego spojrzenia na świat, który bywa różny ale zawsze piękny.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

orhan pamuk - stambuł. wspomnienia i miasto

kolejne spotkanie z panem pamukiem, poprzednie śniegowe nie pozostawiło zbyt miłych wspomnień, tym razem jednak było inaczej. nie ma tu żadnej akcji, książka jest jednocześnie opisem rodzinnego miasta pana autora i jego wyrywkowymi wspomnieniami. żaden z niej przewodnik ani autobiografia, jak ją opisują w recenzjach (nie należy wierzyć recenzjom, często chyba piszą je ludzie którzy nie przeczytali książki :P), to bardziej zestaw esejów czasem podchodzących pod felietony, których tematem jest stambuł, jego mieszkańcy, życie codzienne i odświętne, widziane przez pryzmat pamukowego dzieciństwa i młodości. czytać można o fascynacji samym miastem jak i jego zachodnimi opisami, malarstwem i zdjęciami. fotografia to też ważny temat, w ogóle tekst jest ilustrowany klimatycznymi zdjęciami stambułu w różnych okresach. pamuk pisze też o zderzeniu kultur (to chyba standard w przypadku stykania się europy i azjii), o życiu w ruinach wielkiego imperium i takiej trochę beznadziei/melancholii związanej z poczuciem minionej świetności. bo teraz wszędzie tylko beton ;). wątek "autobiograficzny" sprowadza się głównie do "jak zostałem pisarzem". reszta to subiektywne wrażenia i w zasadzie to taka książka o niczym ale wciąga i każe mi jechać do stambułu.

poniedziałek, 21 listopada 2011

charles yu - jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie

tytuł i okładka sugerują powieść science fiction o szalonych przygodach związanych z podróżami w czasie. jest to faktycznie scifi i o wehikułach czasowych opowiada, ale opisane przygody to zdecydowanie nie ucieczki przed dinozaurami. główny bohater konserwuje wehikuły czasu i pomaga zagubionym podróżnikom, sam żyjąc w zawieszonym w bezczasie pojeździe z nieistniejącym psem i systemem operacyjnym. jego ojciec zniknął w zaprojektowanym przez siebie wehikule a matka żyje w komercyjnej godzinnej pętli czasowej. bohater rusza przez swoje wspomnienia próbując zrozumieć co się stało i gdzie zniknął ojciec i w końcu obudzić się ze swojej bierności, bo mimo bezczasu na zewnątrz, to dla niego czas cały czas upływa. nieubłaganie. akcja nie jest zbyt spektakularna, przeważają dygresje na temat samego czasu, tożsamości, pamięci, równoległych wszechświatów i możliwości, głównie niewykorzystanych. smutna to książka, ale interesująca, chociaż chwilami bardzo zakręcona.

poniedziałek, 14 listopada 2011

aglaja veteranyi - regał ostatnich tchnień

trudno mi cokolwiek napisać sensownego o tej książce, to krótki ale intensywny strumień świadomości narratorki w obliczu umierania ciotki. opisy szpitala, choroby i pośmiertnych rytuałów, ale też pełno dygresji, wspomnień i obrazów przeszłości (cyrkowa rodzina, imigranci z rumunii w sztywnej szwajcarii, krewni żywi i martwi kręcą się po stronach). w zasadzie żadnej akcji ale dużo emocji. czyta się szybko, choć wcale nie łatwo, a jak ktoś jest zwolennikiem konkretów literackich, to raczej regał do niego nie przemówi.
oddam tutaj :)