Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 sierpnia 2012

joanna bator - japoński wachlarz

pani bator spędziła dwa lata na tokijskim uniwersytecie i w wachlarzu opisuje to co przez ten czas widziała przeżyła i zjadła. autorka jest zafascynowana każdym zauważonym najmniejszym dziwnym szczegółem co nie zaskakuje bo japońska (czy w tym przypadku tokijska) kultura jest kosmiczna dla europejskiego przybysza. i z takiej właśnie perspektywy obcego włóczącego się po ulicach z otwartymi ze zdziwienia ustami jest ta książka napisana. skupia się wokół kilku głównych tematów najbardziej rzucających się w oczy i inne zmysły: społecznego wymiaru stroju (uniformizacja, maski, przebieranki), japońskiego podejścia do ciała (w tym do płci seksu czy wspólnych kąpieli), współczesnej nieco zinfantylizowanej kultury (zaraza hello kitty dotarła i do nas na szczęście nie ma takiej siły przebicia) i zmutowanej estetyki. dużo miejsca zostało poświęcone japońskiej kuchni jednocześnie fascynującej i chwilami może nieco obrzydliwej (ryby fugu, tańczące krewetki i jedzenie tak świeże że jeszcze się rusza).
wciągnęło mnie w japonię bo dobrze to wszystko napisane, opisy oddziałują na zmysły (japońska kąpiel to coś o czym marzę) i w sumie szkoda że to raczej krótka książka. ale z rozpędu wzięłam z biblioteki (przypomniałam sobie o jej istnieniu) murakamiego. wrażenie wkrótce.

środa, 11 stycznia 2012

gertruda stein - autobiografia alicji b. toklas

ani to autobiografia (bo napisana przez gertrudę nie alicję) ani tak naprawdę nie opowiada przede wszystkim o alicjowym życiu. książka opisuje głównie spotkania gertrudy i alicji z malarzami i pisarzami zamieszkującymi paryż od początku xx wieku do mniej więcej lat 30tych. jako że spotkania te były właściwie imprezami więc książka to zlepek plotek o picassie, matissie (hmm jako to odmienić), hemingwayu i ogromnym stadzie innych osób które przewinęły się przez dom gertrudy. na dodatek nie jest to zbyt chronologiczne, w książce panuje chaos co nie pomaga w ogarnięciu sytuacji (ja przynajmniej miałam pewne problemy). pierwsza połowa autobiografii pozwoliła mi zanurzyć się w ten świat początkujących kubistów i innych niezrozumiałych artystów dobrze bawiących się na montmartre jednak później poczułam się znużona niezatrzymującym się korowodem postaci, ich kłótniami i pojednaniami i coraz to nowymi laskami ;). niektórym jeszcze może przeszkadzać kulawa interpunkcja ja jednak sama mam hmm swobodne podejście do przecinków więc nie było to dla mnie problemem.
a cytat: "(...) przecinki są zupełnie zbyteczne tekst powinien być absolutnie zrozumiały i nie może zależeć od przecinków a poza tym przecinki są jedynie i wyłącznie znakiem mówiącym że czytelnik winien się zatrzymać i nabrać tchu a każdy człowiek powinien bez tego wiedzieć kiedy się zatrzymać i nabrać tchu." zachęca mnie do zajrzenia do innych tworów pani stein, szczególnie że autobiografia to podobno najnormalniejsza jej książka ;). ktoś miał jakieś doświadczenia?

poniedziałek, 2 stycznia 2012

yoko tawada - fruwająca dusza

po pierwsze - piękna okładka, jak wszystkie książek z wydawnictwa karakter, na które się natknęłam. a sama książka dziwna (w końcu japońska ;)). główna bohaterka trafia do szkoły, w której kobiety zajmują się studiowaniem księgi podążając drogą tygrysa. atmosfera jest tam dość tajemnicza, nie wiadomo co jest rzeczywistością a co snem, dlatego też książka to niezbyt chronologiczny zbiór opisów sytuacji, marzeń sennych, wydaje się bez sensu i składu. największe wrażenie zrobił na mnie klimat opowieści, trudny do zdefiniowania, niepewny i odróżniający fruwającą duszę od wszystkiego co ostatnio czytałam. nie znam się za bardzo, więc nie wiem czy to japońskość czy indywidualna cecha pani autorki.

poniedziałek, 3 października 2011

nancy milford - zelda

obejrzałam nowy film woody'ego allena i przypomniałam sobie że na półce stoi książka o zeldzie fitzgerald, która taka była w filmie zabawna i sympatyczna. no właśnie film to nie rzeczywistość, a poza tym przypomniałam sobie że biografie nie są moją ulubioną lekturą. za dużo faktów, szczególnie że autorka skupia się głównie na późniejszych latach zeldy, chorej na schizofrenię i co chwilę lądującej w szpitalach psychiatrycznych, zamiast na wesołych latach 20 i nowojorskich oraz paryskich imprezach. poza tym duża część książki opowiada o scottcie, który wyłazi z zeldy jako męczący, myślący tylko o kasie, egocentryczny żul. pewnie był wielkim pisarzem (nie powinnam przyznawać się może do ignorancji, ale jeszcze nic jego nie czytałam, obiecuję nadrobić), ale jego małostkowość i jęczenie mnie odrzucało od czytania. obrażał się gdy zelda napisała powieść opisującą ich wspólne życie, a sam wykorzystywał w swoich utworach fragmenty jej listów, marudził że musi zarabiać na jej utrzymanie a ona niewdzięczna choruje. fakt, zelda bez winy nie była, rozdarta pomiędzy chęcią zrealizowania siebie a niemożliwością dorównania swojemu mężowi, zazdrosnemu geniuszowi. no i ten chory, toksyczny związek. strasznie mnie ta książka zmęczyła.

wtorek, 26 lipca 2011

carlos fuentes - lata z laurą diaz

tak mi się poprzednia książka spodobała że wygrzebałam z półki kolejnego fuentesa. okładka fridowa a w środku meksyk ;P. tzn dwudziestowieczna historia dwudziestowiecznego meksyku przez pryzmat życia tytułowej laury. urodzona w rodzinie niemieckich emigrantów na prowincjonalnej plantacji kawy, przenosi się do portowego veracruz a później do stolicy. w międzyczasie szaleją rewolucje, dyktatury i próby demokracji, a laura uczestniczy w nich zawsze jakby z boku, poprzez ludzi których zna i kocha i większość traci po drodze. bierze też udział w życiu kulturalnym - poznaje fridę i diego riverę, w latach 30 wraz ze swoim kochankiem prowadzi bujne życie towarzyskie a na starość zostaje fotografką. nie będę wszystkiego opisywać, bo w książce wiele się dzieje, a na dodatek dochodzą retrospekcje historii laurowej rodziny, echa wojny domowej w hiszpanii, prześladowań żydów w europie oraz mccarthyzmu. dużo tu dygresji i anegdot sprawiających że człowiek czuje się osaczony książką (tzn ja się czułam ale w dobrym znaczeniu tego słowa), a długie zdania i plastyczne opisy wciągają w meksykańską przyrodę, prowincjonalne miasteczka i zakurzoną stolicę. i w tej bujnej roślinności i historii laura diaz, spokojna, niezależna, przyjmująca wszystko co ją spotyka z godnością ale nie bezwładnie, mimo tragedii i radości pozostająca sobą. bardzo to pozytywne no i dobrze się czyta :)

środa, 9 marca 2011

elizabeth gilbert - jedz módl się kochaj

najpierw obejrzałam film. był za długi i trochę płaski i tendencyjny, jednak przemówił do mnie (szczególnie część włoska) na tyle, że śniło mi się że szukam mieszkania we włoszech :D. dopadłam więc książkę, a tam to co już wcześniej znałam z filmu, a wcześniej słyszałam, żadna niespodzianka. bohaterka załamana rozwodem i całym swoim amerykańskim życiem robi sobie roczną przerwę na podróże aby poznać siebie. super że miała takie możliwości bo większości ludzi zwyczajnie nie stać na dochodzenie do siebie podczas podróży po trzech i (i tu moja uwaga do tłumacza, wiem że włochy nie brzmią tak romantycznie jak italia, jednak w naszym pięknym języku ten kraj tak właśnie się nazywa: WŁOCHY, to jeden z powodów dla których fragmenty są takie egzaltowane). no ale ok, jej się udało, dostała kasę z góry za książkę w której miała opisać swoje doświadczenia i przemianę wewnętrzną. i to trochę widać że to książka na zamówienie i ze z góry założonymi tezami, bohaterka pokochała siebie w "italii" (mimo że przytyła od makaronu), połączyła osiągnęła nirwanę w indiach i równowagę (i nowego boskiego brazylijskiego faceta) w indonezji. jeśli przeżyła to naprawdę to gratuluję ale brzmi to zbyt pięknie dla mnie starej cyniczki.
z drugiej strony pani autorka porusza kilka istotnych kwestii, na przykład ludzi zagubionych i nie wiedzących co zrobić ze swoim życiem, pakujących się w konwencjonalne role społeczne bo coś przecież trzeba ze sobą począć, a później okazuje się że życie zmarnowane i do indii trzeba jechać w medytację się zagłębiać. drugim problemem jest tempo życia na zachodzie (uogólniam tu nazywając zachodem kulturę zachodnią, która ostatnio panoszy się również w azji) oraz męczący i smutny cykl pracowania zarabiania kupowania i szaleństwa w weekendy/wakacje (nawet w radio słyszę tylko ile dni do piątku zostało, rozumiem że nikt pracować nie lubi a nowe auto by kupił, albo po prostu zjadł obiad z rodziną, jestem świadoma że inaczej trudno albo w ogóle się nie da ale to przygnębiające). no i problemy ludzi wynikające z wychowania w poczuciu obowiązku i winy, a tak naprawdę jaki to wszystko ma sens, nie lepiej bawić się bo i tak wszyscy umrzemy? nie jest wiec to książka tak całkiem płytka, jest dość dobrze napisana bo bardzo wciąga, i dobrze się czyta dzięki krótkim amerykańskim rozdziałom. denerwowała mnie jednak taka egzaltacja i egocentryczna świadomość pani autorki że wszechświat zrobi dla niej wszystko, bo jest ona jego częścią i uśmiecha się do niego. wiem że jest taka teoria, ale chyba nie dla wszystkich działa skoro dookoła trzęsienia ziemi spadające samoloty i lawiny błotne. inna sprawa że taka uspokajająca wiara w coś jest rzeczą pozytywną, człowiek jest spokojniejszy i chyba po prostu łatwiej w ten sposób (niestety nie dość żem cyniczna to jeszcze nie uwierzę jak nie pomacam więc żyję w stresie :P). i jeszcze jedna denerwująca rzecz - bohaterka była chwilami strasznie ograniczona. rozmawia ze sobą pisząc dialogi w dzienniku, nie potrafi się ogarnąć (tak wiem depresja), nie wie sama czego chce (chociaż to nie tylko jej przypadłość) i te jej głupie teksty (american style) mające wprowadzać humorystyczne momenty a po prostu ręce czasem opadały. no i dziwne użycie słowa repatrianci w znaczeniu ludzi uciekających od cywilizacji na bali. kto to tłumaczył??
podsumowując - taka amerykańska książka, ale jak ktoś zechce się zastanowić to może, a jak nie to będzie miał trochę rozrywki. a i ekranizacja gorsza ;)

środa, 5 stycznia 2011

agnieszka osiecka - rozmowy w tańcu

osiecka leży w domu moich rodziców w stosach, więc zawsze wiedziałam kto to i o co chodzi. bardziej zainteresowałam się po wysokoobcasowym artykule o osieckiej i przyborze i w lekko nieprzytomny pierwszy dzień roku stwierdziłam, że może coś więcej. wierszy się nie czepiam na razie, bo wymagają skupienia a ja mam z tym ostatnio problemy (jedyne moje postanowienie noworoczne - czepić się w końcu wierszy) a rozmowy w tańcu mają dość duży format (wygodny do czytania w łóżku) i rzuciły mi się w oczy. osiecka opowiada o swoim życiu i ludziach, którzy się przez nie przewinęli, a było ich całe stado i wszyscy znaczą coś w polskiej kulturze. nie jest to jednak metodyczna i chronologiczna opowieść a raczej sympatyczne i niezobowiązujące historie, historyjki i anegdotki. luźny klimat mimo niesympatycznych lat 50, ale później to już kolorowe lata 60, piosenki, spotkania po kawiarniach i włóczenie się po paryżu i moskwie. wszystko ilustrowane zdjęciami. bardzo dobrze się czyta, pani osiecka, poza lirycznym spojrzeniem na świat, miała niezłe poczucie humoru.
życie jest ciężkie ale jakie ładne :)

piątek, 10 grudnia 2010

sylvia plath - pośród trzmieli

sylvia plath - pani z problemami i depresją, pierwszą próbę samobójczą opisała w szklanym kloszu, który czytałam w liceum i dotarł do mnie bardzo (może z powodu młodocianych depresyjnych nastrojów). tym razem wpadło mi w ręce pośród trzmieli i przemówiło do mnie mimo że przeszła mi już ekscytacja samobójcami :P. na początek kilka fragmentów dzienników pani sylvii. męczące samotne mimo ludzi dookoła chwile na angielskim stypendium, wakacje w hiszpanii, śmierć sąsiada i pszczelarskie spotkanie. interesujące, a część z nich przekształcona w opowiadania, które są druga częścią książki. melancholijne opisy, smutne historie, szpital psychiatryczny. niezbyt pozytywna lektura na grudzień, szczególnie jeśli ma się świadomość, że autorce dobitej zimą w końcu udało się odejść z tego wspaniałego świata.

flannery o'connor - sztuczny murzyn

cieniutka książeczka z trzema opowiadaniami obyczajowymi, jednocześnie smutnymi i ironicznymi, jak to u pani flannery bywa. pierwsze mówi o wyprawie dziadka i wnuczka do wielkiego miasta, drugie o ostatnim wystąpieniu generała wojny domowej, będącym już tylko ozdoba rozdania dyplomów swojej wnuczki, a ostatnie o chłopcu z imprezowymi rodzicami i kaznodziei. nie będę się specjalnie produkować, amerykańskie południe sprzed wojny i jego niezbyt mili mieszkańcy z dziwnymi problemami. króciutka lektura.

wtorek, 21 września 2010

flannery o'connor - poczciwi wiejscy ludzie

ludzie są okropni czy wiejscy czy też miastowi, wszystko jedno. trzy opowiadanka z podłymi typami: cwaniaczkowaty sprzedawca biblii uwodzący niepełnosprawne wiejskie dziewczęta, uparty stary dziadek niecierpiący zięcia i reszty rodziny poza jedną ulubioną wnuczką upartą jak i on i seryjny morderca, który byłby sympatyczny gdyby nie to że w piękny słoneczny dzień zabija całą rodzinę spotkaną przypadkiem na polnej drodze. opowiadania są smutne, bo ludzie są podli albo nie potrafią się opanować ale jednak chwilami zabawne w dość dziwny sposób.
książka czyta się błyskawicznie (droga do pracy i z powrotem nie cała) no i ten południowo stanowy klimat, tylko mało pozytywna w przekazie.

środa, 1 września 2010

erica jong - jak ocalić swoje życie

czyli dobrze się czasem rozwieść :P. główna bohaterka isadora, lekko po 30, dochodzi do wniosku że jej mąż jest beznadziejny, nudny, nie ma o czym z nim rozmawiać, zupełnie się nią nie interesuje, traktuje ją protekcjonalnie (jest psychiatrą). na dodatek kilka lat wcześniej wdał się w romans (byli już małżeństwem) co nie byłoby czynnikiem skreślającym, gdyby nie to że ciągle wywoływał w isadorze poczucie winy. fakt że zdarzały jej się przygodne romanse z innymi kolesiami, ale głównym problemem była jej pisarska kariera na którą mąż łaskawie zezwalał dopóki nie przyniosła jej sławy. każdą rozmowę próbującą coś naprawić kończyły teksty o psychoanalityku, do którego isadora powinna się udać żeby rozwiązać swoje problemy. zamiast tego postanawia porzucić męża i przestać żyć w hipokryzji niestety nie jest to takie proste. o wiele łatwiej żyć może w niezbyt idealnym systemie niż przewracać swoje życie do góry nogami ryzykując że wszystko się posypie. isadora podejmuje decyzję. pomagają jej w tym przyjaciółki, kumple-kochankowie, a także wyjazd do słonecznej kaliforni (w cieplejszym klimacie wszystko jest łatwiejsze) i poznanie młodszego od siebie boskiego hipisa.
książka napisana jest bardzo zabawnie i szybko się czyta (opóźnienia pkp pomagają w tym). niektórzy mogą narzekać na liczne sceny seksu traktowanego dość naturalnie i z poczuciem humoru, mnie jednak już niewiele ruszy po trylogii pani rice o śpiącej królewnie i wesołych książkach henrego millera (który swoją drogą pojawia się w tej książce jako wesoły staruszek). co innego mnie denerwowało - poczucie winy bohaterki. rozumiem że sumienie może męczyć jak śpi się z kimś innym niż mąż ale wyrzuty z powodu realizowania siebie to dla mnie już przesada. książka jest z lat 70 kiedy ten problem był zapewne powszechniejszy (nie mówię że teraz tego nie ma ale na pewno inaczej patrzy się na kobiety robiące karierę zamiast codziennych obiadków mężowi).
a morał z niej taki że lepiej żałować że się coś zrobiło niż że się czegoś nie zrobiło a każde doświadczenie się przydaje.
i chciałabym przeczytać strach przed lataniem , bo to wcześniejsze losy isadory i jej problemów z facetami.

piątek, 13 sierpnia 2010

ursula k. le guin - wracać wciąż do domu

czyli utopijne społeczeństwo przyszłości. tzn najprawdopodobniej przyszłości. postapokaliptycznej w której widać jeszcze negatywne wpływy wcześniejszej cywilizacji w postaci mocno zanieczyszczonych i toksycznych miejsc lub wrodzonych śmiertelnych wad zwierząt i ludzi. żyją sobie oni razem w dolinie rzeki w miastach (jak to nazywają bo z naszego punktu widzenia to kilka domków nad rzeczką lub strumykiem). nie używają pieniędzy, pracują dla dobra i rozwoju społeczności, bogactwem jest dawanie a spory rozwiązują przez dyskusję. świat widzą jako harmonijne połączenie ludów ziemi (ludzkich ludów, zwierzątek, roślinek ale też przyrody nieożywionej) i ludów nieba i pustkowia - mistycznej strony świata. używają też potrzebnej technologii parowej i prąd też mają z paneli słonecznych ale nie dążą do rozwoju technologicznego czy ekspansji terytorialnej. żyją sobie w spokoju uważnie i świadomie zgodnie z cyklami roku.
no i o tym właśnie jest ta książka. podejrzewam że trochę antropologiczny (nie jestem pewna bo nic naprawdę antropologicznego nie przeczytałam) opis kultury z innym niż nasze podejściem do życia i otaczającego świata. kilka historii, wierszy i piosenek, opisy zwyczajów i obchodzonych świąt. bardzo mało akcji co nie jest wadą w tym przypadku bo książka i tak mnie wciągnęła, chociaż zrozumiem jeśli ktoś ją uzna za nudną. ale długo ją czytałam bo gruba jest i jeszcze kazała mi myśleć :P. ale to dobrze trzeba się czasem zastanowić nawet jeśli wnioski nie są sympatyczne.
chcę zaznaczyć na koniec że nie jest to nachalna promocja ekologii i życia zgodnego z naturą nikt tu nikogo do niczego nie zmusza, pani autorka tylko opisuje :P.

czwartek, 5 sierpnia 2010

virginia woolf - pani dalloway

czyli jeden dzień z życia powojennego (po pierwszo wojennego) londynu. prosta historia: pięknego czerwcowego dnia pani dalloway przygotowuje przyjęcie, spaceruje po londynie aby kupić kwiaty, obserwuje ludzi. narracja płynnie przenosi się z jednego bohatera na drugiego, później na następnego i tak chodzi w kółko po mieście zahaczając o straumowanego wojną septimusa, jego żonę, psychiatrę, ukochanego pani dalloway z młodości, jej męża i jeszcze kilka osób kręcących się w pobliżu. najważniejsze jest jednak skupienie się na konkretnej chwili i pokazanie jej wartości, nie ważne czy to promienie słońca na twarzy, przejazd kogoś z rodziny królewskiej czy też starsza pani krzątająca się w domu naprzeciwko albo wiadomość o samobójstwie w sąsiedztwie. strumień świadomości przypominał mi trochę ulissesa którego zmęczyłam podczas pewnych wakacji (dwa tygodnie męki, może jestem za głupia :P) ale pani dalloway jest dużo bardziej przystępna dla mojego mojej małej głowy. chociaż kiedyś zaczęłam ją czytać dawno temu i chyba nie skończyłam. tym razem bardzo mi się podobała i przemówiła do mnie: patrz teraz :).
skończyłam jeszcze w lipcu, niestety weekendowe wyjazdy oraz katastrofalne strajki płyty głównej dezorganizują życie.

wtorek, 27 lipca 2010

jane austen - rozważna i romantyczna

czyli kłopoty młodych niezbyt zamożnych panien na początku XIX wieku. wydaje mi się że historia jest ogólnie znana: panna rozważna i panna romantyczna obie, w podobnej sytuacji czyli ukochany facet ma ożenić się z inną. dwa różne podejścia do problemu: jedno racjonalne, właściwsze, drugie bardziej ekspresyjne - niebezpieczne - umrzeć można :P. poza tym obraz ówczesnego społeczeństwa, podłe złe matki i stare ciotki szantażujące młodzieńców wstrzymaniem funduszy na życie w przypadku niewłaściwego ożenku, snobistyczne szwagierki i głupie kuzynki. a także ciągnące się miesiącami wizyty, konwenanse i bycie na pan z własnym mężem.
z jednej strony zabawnie się czyta jak laski czytają książki, spacerują lub odwiedzają krewnych czekając na męża ale z drugiej to faktycznie był problem dobrze trafić w przypadku gdy wyjście za mąż jest jedyną szansą na utrzymanie się. smutne to trochę, na szczęście książka się dobrze kończy, obie siostry szczęśliwie i w miarę bogato wychodzą za mąż, rodziny akceptują ich związki (z tym też nie było łatwo) i w ogóle sielanka.
miałam tylko problem na początku z tą książką, bo tłumaczenie jakieś dziwne mi się wydawało i jeszcze te wyjaśnienia trudniejszych wyrazów w przypisach, ale może było to wydanie dla podstawówki :P.

czwartek, 10 czerwca 2010

anais nin - szpieg w domu miłości

sabina główna bohaterka ma bardzo poważny problem z osobowością. rozszczepia jej się ona i z każdym nowo poznanym facetem powstaje nowa sabina. należy zaznaczyć że sabina ma męża którego bardzo kocha (tzn jedna jej część go kocha) ale jednocześnie boi się stabilizacji która przypomina jej o śmierci. stara się więc żyć pełnią życia a oznacza to dla niej całe stado facetów (wg mnie to trochę ograniczone spojrzenie na życie, faceci to nie wszystko ale co kto lubi). każdego z niech kocha jakąś częścią swojej osobowości, dla jednego jest namiętną kochanką, dla innego opiekuńczą matką albo po prostu towarzyszką zabaw (głównie erotycznych). nie rozwiązuje to jednak jej problemów a tylko je powiększa. jest szpiegiem w domu miłości, musi uważać na każde słowo, zawsze mieć usprawiedliwienie dla swojej obecności w danym miejscu. do tego dochodzi poczucie winy i zagubienie we wszystkich granych rolach, mimo ze sabina bardzo chce być aktorką i uważa że jest nią w życiu, dla każdego swojego mężczyzny będąc kimś innym.
może w 54 roku stada kochanków były dla niektórych bulwersujące, mnie to jednak specjalnie nie rusza. sabina jest bardziej upierdliwa - chce być wolna nie potrafi jednak uwolnić się od swoich wyrzutów sumienia i strasznie skupia się na sobie. za dużo psychoanalizy. chociaż samą panią nin bardzo lubię, jej dzienniki są super, to szpieg pewnie pójdzie na podaj.

piątek, 26 marca 2010

pearl s. buck - cesarzowa

ciężkie jest życie chińskiej cesarzowej. po pierwsze kobieta nie mogła rządzić, jedyna droga do kariery to urodzenie następcy tronu. do tego też dąży młoda dziewczyna wybrana na cesarską konkubinę. ciężkie to zadanie bo cesarz mimo że młody to wymęczony uciechami życia, chory i prawdopodobnie potomka mieć nie może. dziewczyna jest jednak zdolna i swój cel osiąga, spychając w cień cesarską małżonkę. jednak to dopiero początek drogi ambitnej dziewczyny. dużo czyta, uczy się i słucha wiadomości ze świata, a w sypialni delikatnie steruje coraz słabszym cesarzem. gdy ten umiera (jaki szczęśliwy zbieg okoliczności) bohaterka przejmuje władzę - zostaje regentką do chwili osiągnięcia pełnoletności przez swego syna. próbuje go wychować na silnego władcę, lecz to bardzo trudne, młodzieniec wie lepiej i nie słucha matki, musi ona więc wziąć sprawę w swoje ręce przez zmyślne intrygi i wykorzystywanie konkubiny do przejęcia władzy nad synem i wyrwania go ze szponów zbyt inteligentnej żony. syn na szczęście również wkrótce umiera (czego się można było spodziewać po burdelowym trybie życia) i cesarzowa znów staje na czele państwa, drugi raz pod pozorem regentowania :P. znów marzy jej się następca i znów prowadzi chłopca od małego, tym razem również nie wychodzi. młody cesarz ma dość ciotki i knuje spiski aby ja uwięzić w areszcie domowym (a raczej pałacowym, który sama sobie wybudowała za ogromną kasę, która miała iść na flotę wojenną). jeszcze raz o krok do przodu i znów tron jest jej, tym razem bez żadnego mydlenia oczu - ona jest cesarzową i prawie boginią. ciężko jednak być na szczycie, zawsze samotna w pełni kontrolująca swoje uczucia i nikt jej nie rozumie. na dworze wszyscy intrygują, szpiegują i podkopują. na dodatek ta odpowiedzialność za państwo, ród cesarki i prosty lud. dodatkowo świat zawsze przeciwko, cudzoziemcy przybywają chcą swobodnie handlować, nawracać i panoszyć się, a poddani wiecznie niezadowoleni powstania jakieś urządzają. jest jeszcze wątek romansowy - wielka niespełniona miłość do gwardzisty później wyniesionego na wyższe stanowiska, zawsze wiernego i przy boku, a jednak tak dalekiego. ciężko cesarzową być, twardym trzeba być i mocno trzymać wszystkich za mordy.
książka wciągająca, super opisuje dziwny pełen przepychu świat zakazanego miasta, w którym snują się podsłuchujący eunuchowie, wszyscy padają na kolana przed władcą tylko patrząc czy nie da się wydrzeć dla siebie więcej władzy i bogactwa, a może nawet samemu wpakować się na tron.

niedziela, 7 marca 2010

alexander mccall smith - morality for beautiful girls, tears of the giraffe

trzecia i druga część serii o kobiecej agencji detektywistycznej nr. 1 prowadzonej przez Mmę Ramotswe czyli panią dobrze po trzydziestce mieszkającą w stolicy Botswany. książkę czytałam już kiedyś ale tym razem dopadłam na szmatach egzemplarze po angielsku (2 zł każdy :D) i nie mogłam ich tam zostawić.
w morality for beautiful girls agencja detektywistyczna zajmuje się dwiema sprawami: podejrzeniem trucia w rodzinie wysoko postawionego człowieka z rządu (mma ramotswe jedzie w teren) oraz wybór odpowiedniej dziewczyny która powinna otrzymać tytuł Miss Beauty and Integrity, i w przyszłości może reprezentować kraj jako dobra obywatelka Botswany. dodatkowo pojawia się problem depresji narzeczonego głównej bohaterki, prowadzącego warsztat samochodowy. panie detektywki (?) zajmują się wszystkim, reorganizując warsztat i rozwiązując problemy. dużo rozmyślają na temat moralności, głównie tytułowych pięknych dziewcząt, które zwykle chciałyby się w życiu tylko bawić, często nawet nieświadomie robiąc krzywdę innym ludziom. z drugiej strony jest o facetach leniwych, egoistycznych i ogólnie beznadziejnych, których jednak nikt nie potępia. wiadomo jak to działa niestety.
łzy żyrafy to część druga cyklu (oczywiście przeczytałam w złej kolejności). główna bohaterka rozwiązuje sprawę zaginionego przed dziesięciu laty amerykańskiego chłopca a jej narzeczony adoptuje dwójkę dzieci z sierocińca nic jej o tym nie wspominając. mma Makutsi zostaje asystentką detektywa i dostaje własną sprawę niewiernej żony właściciela rzeźni.
są to bardzo pozytywne książki (nawet ich okładki przyczyniają się do tego), w sam raz na późnozimową depresję. wciągają do świata sympatycznych (w większości) ludzi w miłym kraju pod gorącym afrykańskim słońcem. i nie są przesłodzonymi czytadłami a mimo to po ich przeczytaniu nawet ja (cynicznie i nihilistycznie nastawiona do świata, szczególnie teraz gdy beznadziejnie czekam na wiosnę) mam ochotę uśmiechać się do obcych ludzi (oczywiście szybko mi przechodzi :P). cykl o kobiecej agencji detektywistycznej ma na razie 11 części i na pewno będę na nie polować :D.

poniedziałek, 1 marca 2010

olga gromyko - zawód wiedźma

znów ze wschodu - białoruska fantastyka niezbyt na serio. bohaterką książek jest wiedźma w trakcie nauki. w pierwszej części wysłana zostaje do wampirzej krainy (ehh wampiry ostatnio bardzo modne) rozwikłać zagadkę znikających magów i ludzi. oczywiście między nią a władcą wampirów zaczyna coś iskrzyć, jednak do rzyguśnego zmierzchowego romansu daleko, bohaterowie bardziej wyluzowani ciągle sobie dogryzają zamiast cierpieć i jęczeć nad skomplikowanym związkiem międzygatunkowym. wokół tych złośliwości kręci się cała akcja, poza tym niewiele się tu dzieje, ale całkiem to zabawne.




druga część bardziej mi się podobała, jest bardziej różnorodna: akcja toczy się i w szkole magii (studenci są wszędzie tacy sami) i w skacowanej wiosce zabitej dechami, a raczej zalanej błotem i w podziemnym mieście dziwnych stworzonek. wszystko przez to że bohaterka wyrusza na wyprawę ze swoim wampirem oraz kumplem trollem, który jest moją ulubioną postacią (cham, burak i żul :P). jak to bywa w fantastycznych opowieściach przeszkody się mnożą: zombiaki, mantrykory, religijni wieśniacy i stada innych niebezpieczeństw stają na drodze do celu, którym jest przerażający nekromanta.
w sumie książeczki sympatyczne, bez jakichś głębokich przemyśleń, ale miło się to czyta.

poniedziałek, 15 lutego 2010

agatha christie - zagadka nocy

kryminalna zagadka na angielskiej prowincji. bogata (starsza) pani na włościach zostaje otruta. w domu stado podejrzanych: nowy (młodszy mąż), pasierbowie, rodzina i inni domownicy. herkules poirot w akcji, oczywiście ma rację i łapie mordercę (myślę że nie będę bardzo spoilerować pisząc to :P). bardzo lubię panią agathę więc i ta książka mi się podobała mimo że brakowało jej dwóch kartek (na szczęście w środku a nie pod koniec - tego bym nie przeżyła drugi raz). dodatkowo mój egzemplarz pochodzi z 1936 roku (:D) i przetłumaczony jest bardzo stylowo, pełno standardowej oldschoolowej ortografji jak "przy tem" czy "historji", ale również zaskakujących, przynajmniej dla mnie, pisanych razem wyrazów "nagórę", "napewno" i "poprostu".
elegancka i zabawna.

poniedziałek, 8 lutego 2010

arundhati roy - algebra bezgranicznej sprawiedliwości

tym razem coś na poważnie. o globalizacji z innej strony. niby wiadomo że sytuacja w Indiach do wesołych nie należy - żebracy na ulicach, społeczeństwo kastowe i bollywood :P, ale ta książka traktuje o konkretnych przerażających sprawach. budowa wielkich tam nieefektywnych i nieekologicznych wymagająca wysiedlania ogromnej liczby ludzi (w Indiach jest ponad miliard ludzi więc jeśli problem dotyczy nawet niewielkiego procentu społeczeństwa i tak jest to ogromna ilość), korumpowanie rządzących przez międzynarodowe koncerny szukające nowych rozwijających się rynków, groźby nuklearne i etniczne morderstwa. do tego ignorowanie dużej analfabetycznej i wiejskiej części społeczeństwa prze ludzi przy władzy, których mentalność jest taka jak i naszych polityków, ale bezczelność trochę większa. polskie afery to przy tym pikuś.
dodatkowo pani autorka prezentuje dosyć antyamerykańskie (nie do końca właściwe słowo ale wiadomo o co chodzi) poglądy - niektóre eseje były pisane tuż po 11 września. nie jest to jednak fanatyzm w żadną stronę.
niezbyt przyjemna książka ale naprawdę daje do myślenia.