Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 września 2021

władysław reymont - chłopi

 

zabrałam się za chłopów po obejrzeniu trailera filmu częściowo animowanego, bardzo był fascynujący a ja ignorantka w tym temacie - jakieś fragmenty wciskane z niechęcią w liceum.  a jest to więcej niż klasyka, książka noblowska, a to nie byle co. trochę szkoda że jest lekturą (czy nadal jest? mam przeterminowane informacje) i przymus odziera ją z uroku. a wydaje mi się że jest ważna książka w kraju gdzie większość obywateli ma chłopskie korzenie, a przodków wyobraża sobie raczej jako wyższe warstwy społeczeństwa. to sienkiewicz jest narodowym pisarzem, każdy chętnie identyfikuje się z mieszkańcami dworków i pałaców, jednak prawda leży pod strzechami.

reymont opisuje polską wieś,  ciężko stwierdzić ile z tego to jego wyobrażenia i nakładki, bo przecież nie był chłopem. wizja wsi jest dość ponura, ludzie są biedni i walczą o przetrwanie. nic nie liczy się w obliczu wizji głodu przednówkowego, wysyła się starych członków rodziny zimą na żebry bo może braknąć dla nich jedzenia a nie są już niezbędni. rodzice ze swojej strony nie chcą przepisywać majątku na dzieci w obawie przed eksmisją. jednocześnie ludzie muszą żyć w gromadzie bo sami nie dadzą sobie rady w świecie bezlitosnym. nie jest to przyjemne miejsce do życia, każdy kto odstaje może zostać wygnany i musi radzić sobie sam. dość toksyczna sytuacja.

w tej dżungli walczących o przetrwanie dostajemy trójkąt, a w zasadzie czworokąt miłosny, jak w dobrej telenoweli. najpiękniejsza dziewczyna we wsi, zakochana z wzajemnością w chłopaku, który ma już żonę i dziecko, wydaje się, zachęcona przez matkę, za ojca swojego ukochanego. jest to najbogatszy we wsi gospodarz, wdowiec nie najmłodszy już ale najlepsza partia w okolicy. zakochał się na starość, zamiast dzieciom zostawić majątek, kupuje pierdoły swojej młodej narzeczonej. konflikt na każdym froncie.

jest też spór z dworem, bitw o las, kłótnie międzysąsiedzkie. ogólnie dużo się dzieje, można by z tego zrobić trzymający w napięciu serial.

całe to kłębowisko zanurzone jest w przyrodzie której opisy są malarskie i pełne rozmachu (przez reymonta zaczęłam się gapić w niebo). dzięki pięknu świata przyrody da się przetrwać w ludzkim bagnie. jeśli oczywiście ma się co jeść.

ogólnie polecam, prozę się nie bać lektury szkolnej, nie wszystkie są beznadziejne (teraz chyba coraz mniej sensownych).

wtorek, 20 sierpnia 2013

stanisław lem - powrót z gwiazd

historia jest prosta - główny bohater wraca z kosmicznej wyprawy trwającej dla niego 10 lat a tym czasem na ziemi minęło ich ze 120. świat zmienił się całkowicie, technologia poszła do przodu a ludzie są mili sympatyczni i nieagresywni dzięki przechodzonemu w dzieciństwie zabiegowi niszczącemu wszelkie mordercze instynkty. bohater jest całkiem zagubiony, nie może się przyzwyczaić do nowego stylu życia (całkiem fajowo opisane przedmioty, budynki, książki itp) ale i do społeczeństwa, które uważa za nieco ułomne, bo za jego czasów... ludzie już nie interesują się podbojem kosmosu (brakuje im "jaj" obciętych betryzacją), bohater ma więc problem ze swoim poczuciem wartości, leciał w kosmos jako bohater a wrócił i nikt nie wiwatuje. nawet w mordę nie umieją dać. eh ta dzisiejsza młodzież. na szczęście znajduje się laska oczarowana dzikością przeszościowca i wskakuje mu do łóżka. romans jest opisany jakby przez 15 latka a bohaterowie nie potrafią się wysłowić. strasznie to denerwujące. to i marudzenie jak to brak agresji jest dehumanizujący i całkowicie zatrzymuje postęp bo ryzyko jest takie ludzkie i pcha świat do przodu. taki trochę maczo pogląd wyłazi z lema i nie do końca mnie to przekonuje. a można było zająć się np. maszynami które w nowym świecie są oddzielone od ludzi, tzn ich obiegiem (produkcja serwis i złomowanie) zajmują się inne maszyny, a to co bohater słyszy w magazynie złomowiska może wskazywać na jakąś sztuczną inteligencję, duch w maszynie te sprawy, ale zamiast tego mamy młodego staruszka tęskniącego za "swoimi" czasami.

piotr ibrahim kalwas - drzwi

po przeczytaniu kiedyś dawno temu wywiadu z panem kalwasem który wypowiadał się bardzo sensownie, zachciało mi się zajrzeć do jego książek, bo islam i krytyczne podejście do konsumpcyjnego zachodu i takie tam. na początku faktycznie jest ciekawie - warszawskie zakurzone mieszkanie z zatęchłymi ciotkami i nienormalnym kuzynem ale jak później zaczyna się to mieszać z arabskimi wizjami autora i jego dyskusją z gombrowiczem to zaczęłam odpadać. może dlatego że z gombrowicza jestem jeszcze cienka (hm może blogasek powinien nazywać się i ignoranci potrafią) a może zbyt osobiste zmagania autora z autorytetem nie do końca do mnie trafiły.
w każdym razie wydaje mi się że książka mówi o tym że wschód i wiara to rzeczy dobre a zachód i intelektualizm wywyższający się naturalnie to zło i sam szatan. jak rozumiem pan autor znalazł sens życia w islamie i super bo wiara to rzadka rzecz i nawet trochę zazdroszczę ale od razu takie czarno-białe podziały? szczególnie że pycha i przekonanie o swej nieomylności to cecha niezależna od położenia geograficznego i duchowego (a wyjątkowo dużo się słyszy o dość pewnych siebie przedstawicielach różnych wyznań) więc chyba granica leży w poprzek i w ogóle często trudno ją zauważyć w płynności rzeczywistości.

wtorek, 21 sierpnia 2012

joanna bator - japoński wachlarz

pani bator spędziła dwa lata na tokijskim uniwersytecie i w wachlarzu opisuje to co przez ten czas widziała przeżyła i zjadła. autorka jest zafascynowana każdym zauważonym najmniejszym dziwnym szczegółem co nie zaskakuje bo japońska (czy w tym przypadku tokijska) kultura jest kosmiczna dla europejskiego przybysza. i z takiej właśnie perspektywy obcego włóczącego się po ulicach z otwartymi ze zdziwienia ustami jest ta książka napisana. skupia się wokół kilku głównych tematów najbardziej rzucających się w oczy i inne zmysły: społecznego wymiaru stroju (uniformizacja, maski, przebieranki), japońskiego podejścia do ciała (w tym do płci seksu czy wspólnych kąpieli), współczesnej nieco zinfantylizowanej kultury (zaraza hello kitty dotarła i do nas na szczęście nie ma takiej siły przebicia) i zmutowanej estetyki. dużo miejsca zostało poświęcone japońskiej kuchni jednocześnie fascynującej i chwilami może nieco obrzydliwej (ryby fugu, tańczące krewetki i jedzenie tak świeże że jeszcze się rusza).
wciągnęło mnie w japonię bo dobrze to wszystko napisane, opisy oddziałują na zmysły (japońska kąpiel to coś o czym marzę) i w sumie szkoda że to raczej krótka książka. ale z rozpędu wzięłam z biblioteki (przypomniałam sobie o jej istnieniu) murakamiego. wrażenie wkrótce.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

kamila sławińska - nowy jork przewodnik niepraktyczny

zbiór felietonów na temat miasta (a może powinnam napisać Miasta) nowy jork które ukazywały się chyba w jakiejś gazecie. są całkiem sympatyczne a jednocześnie to woda na młyn ludzi podniecających się nowym jorkiem na odległość. super się czytało w podróży (z prowincjonalnej wawki na ostateczne zadupie) chociaż bałwochwalcza postawa w stosunku do ny widoczna szczególnie w kilku pierwszych tekstach była nieco denerwująca. śmieszą mnie ludzie biegający w koszulkach i love ny i czujący się lepszymi ze względu na manhattański adres (zawsze mi to przypomina odcinek seksu w wielkim mieście w którym występuje facet potępiający ludzi wyjeżdżających z jabłka choć na chwilę do tych wszystkich wieśniaków żyjących w reszcie świata). w sumie można być snobem na wiele sposobów (tak jestem zazdrosna bo siedzę na końcu świata gdzie nic się nie dzieje i marzę skrycie o choćby jednym dniu w mieście co nigdy nie śpi :P) ale to mi wygląda na kult a jestem wyjątkowo uczulona na takie rzeczy. w zasadzie to jedyne moje zastrzeżenie (ale się wypowiedziałam - ruszyło mnie to bardzo :P) historyjki są w większości milutkie bardzo osobiste i w sam raz do pksu :D

wtorek, 3 kwietnia 2012

stanisław lem - bajki robotów

jestem pod wrażeniem i naprawdę nie wiem dlaczego wcześniej nie czytałam robotowych bajek. toż to powinno być w lekturach zamiast tego nudnego pirxa (ok nie wiem jak teraz wygląda lekturowa sytuacja w podstawówce, pamiętam tylko że system edukacyjny bardzo mnie zraził do lema opowiadaniem test i porażkowym filmem na podstawie innego opowiadania. roboty by mi się bardzo spodobały). mimo że jestem duża to nieograniczone przestrzenie kosmiczne i zamieszkujące je maszyny przemówiły mi do wyobraźni chociaż zwykle bajek nie lubię bo mnie konwencja męczy. tu jednak jest odświeżająca i zaskakująca a i historie są bardzo lemowe zwykle z drugim a może i trzecim dnem (niby tylko roboty tłuką się gdzieś w odległych przestrzeniach a człowiek się zastanawia :P).

poniedziałek, 23 stycznia 2012

wojciech nowicki - dno oka. eseje o fotografii

raczej eseje o fotografiach. każdy rozdział - esej - odnosi się do jednej lub kilku fotek, zależy czy w eseju chodzi o ten konkretny kadr czy też może o ogólniejszą rzecz - kolor, zofię rydet czy wpływ czasu na zdjęcia. pan autor kolekcjonuje fotografie i opisuje niektóre egzemplarze ze swoich zbiorów. wychodzi zwykle od szczegółowego przedstawienia zdjęcia a później to już płynie w różne strony. zastanawia się często nad wizją artysty lub też zwykłego rzemieślnika skonfrontowaną z rzeczywistym odbiorem gotowej odbitki. dodatkowych znaczeń dodają fotom upływ czasu czy osobiste skojarzenia odbiorcy, w sumie każdy zobaczy co innego.
książka przypomina jak skupiać się na poszczególnych obrazach co jest dość trudne teraz przy ogromnym zalewie różnej jakości informacji wizualnych (sweet foci i reklam ale też na każdym kroku w internecie walają się zdjęcia o pewnej wartości [co też jest względne] tylko często nawet nie zwraca się na nie uwagi). będę próbować patrzeć lepiej :).

wtorek, 8 listopada 2011

krzysztof varga - aleja niepodległości

główny bohater, krystian apostata, to zbliżający się do 40 sfrustrowany, w młodości dobrze zapowiadający się artysta plastyk. niestety na zapowiedziach się skończyło i teraz wypełnia swój czas piciem i internetową pornografią. poznajemy go na chwilę przed śmiercią w katastrofie samolotu (moja fobia nieźle się najadła przy tej książce), gdy pijany (oczywiście) wpatruje się w zdjęcie w tabloidzie przedstawiające jego byłego kumpla z podstawówki i liceum, jakuba fidelisa, i wspominając użala się nad sobą. kumpel bowiem jest jego przeciwieństwem, robi oszałamiającą karierę tańcząc w telewizji, prowadzi programy o gotowaniu i podróżach i jest idolem całego kraju. przychodzi mu to jakby bez wysiłku, co pogrąża krystiana jeszcze bardziej w nieudacznictwie i frustracji. na dodatek jakub ukradł mu kiedyś dziewczynę i się z nią ożenił (chociaż krystianowi pewnie i tak nic by z tego nie wyszło). całą książka to opis beznadziejnego krystianowego życia, którego najbardziej spektakularnym momentem jest właśnie śmierć w wybuchającym samolocie (żaden spoiler, dowiadujemy się tego już na początku). z kolei jakubowe sukcesy również mu nie pomagają specjalnie, bo wiadomo marność nad marnościami i wszystko marność i większego sensu w tym nie ma. smutne to bardzo mimo że niektóre opisy są całkiem zabawne (do chwili uświadomienia sobie ich prawdziwości).

czwartek, 7 kwietnia 2011

wojciech mann - rockmann

czyli jak nie zostałem saksofonistą. pan mann z właściwym sobie poczuciem humoru swoją fascynację muzyką i miejsca oraz ludzi do których dzięki niej trafił. to raczej zbiór anegdotek na okołomuzyczne tematy, a materiału mnóstwo, bo pomimo dziwnych czasów głębokiego prlu, próbującego chronić swoich obywateli (przede wszystkim młodzieży) przed zgubnym wpływem muzyki rozrywkowej ze zgniłego zachodu, pan mann dzięki swojej determinacji potrafił wcisnąć się w różne dziwne sytuacje. opisane jest to wszystko w jego stylu znanym mi z audycji trójkowych (muzyka jak muzyka, nie jestem fanką bluesa, ale te teksty ;D) ładnym językiem, z dystansem zarówno do siebie jak i okoliczności (cenzura, biurokracja, ogólny brak pojęcia). do tego zdjęcia i prywatne rankingi muzyczne autora. najbardziej podobała mi się początkowa część o zmaganiach z absurdalną prlowską rzeczywistością na muzycznym polu i wizytach gwiazd jakby z kosmosu w mało rozrywkowej warszawie.

środa, 5 stycznia 2011

agnieszka osiecka - rozmowy w tańcu

osiecka leży w domu moich rodziców w stosach, więc zawsze wiedziałam kto to i o co chodzi. bardziej zainteresowałam się po wysokoobcasowym artykule o osieckiej i przyborze i w lekko nieprzytomny pierwszy dzień roku stwierdziłam, że może coś więcej. wierszy się nie czepiam na razie, bo wymagają skupienia a ja mam z tym ostatnio problemy (jedyne moje postanowienie noworoczne - czepić się w końcu wierszy) a rozmowy w tańcu mają dość duży format (wygodny do czytania w łóżku) i rzuciły mi się w oczy. osiecka opowiada o swoim życiu i ludziach, którzy się przez nie przewinęli, a było ich całe stado i wszyscy znaczą coś w polskiej kulturze. nie jest to jednak metodyczna i chronologiczna opowieść a raczej sympatyczne i niezobowiązujące historie, historyjki i anegdotki. luźny klimat mimo niesympatycznych lat 50, ale później to już kolorowe lata 60, piosenki, spotkania po kawiarniach i włóczenie się po paryżu i moskwie. wszystko ilustrowane zdjęciami. bardzo dobrze się czyta, pani osiecka, poza lirycznym spojrzeniem na świat, miała niezłe poczucie humoru.
życie jest ciężkie ale jakie ładne :)

piątek, 1 października 2010

andrzej pilipiuk - operacja dzień wskrzeszenia

postapokalipsa i podróże w czasie. cała historia brzmi interesująco: po opanowaniu i odpaleniu polskich głowic jądrowych przez terrorystów wybucha światowa wojna nuklearna, ogromna liczba osób umiera a pozostali wegetują w napromieniowanym świecie bez większych perspektyw. na szczęście polscy naukowcy są w posiadaniu technologii pozwalającej wysyłać ludzi w przeszłość i zamierzają ją wykorzystać do unieszkodliwienia (wysterylizowania) któregoś z przodków psychopatycznego prezydenta polski, który w swej megalomanii, doprowadził do zbudowania polskiej broni jądrowej (a, słyszałam że długie zdania już nie są w modzie bo ludzie nie potrafią się na nich skupić :P). niestety próby podróży w czasie wiążą się jeszcze z dużym ryzykiem, z powodu słabego rozpoznania tematu, mimo że wiele błędów naprawiono (zwykle były to błędy śmiertelne dla podróżników). w każdym razie mamy grupkę gówniarzy w wieku około 17 - 20 lat, którzy zostali dokładnie przetestowani i wyselekcjonowani w celu przeprowadzenia misji ocalającej świat. oczywiście nie jest to takie proste, przeszkody się piętrzą, a pracownik carskiej ochrany z końca dziewiętnastego wieku zorientował się, że przybysze z przyszłości mogą być bardzo dobrym źródłem informacji, trzeba ich tylko nakłonić do współpracy torturami.
tak w skrócie przedstawia się fabuła książki, jest interesująca, zabawna i naprawdę wciąga. jednak nie wszystko jest idealne. wiem że jest to książka czysto rozrywkowa, nie psychologiczna, ale bohaterowie wydawali mi się mało spójni. niby mieli byś tacy inteligentni i zdolni do przeprowadzenia zamierzonej akcji, a tymczasem robili chwilami strasznie głupie rzeczy, których skutkiem była awantura na pół zaborowego miasta (a główną zasadą była jak najmniejsza ingerencja w historię, ponieważ nawet zakup czekoladek w sklepie mógł okazać się przyczyną nieurodzenia się kupującego, skutkiem czego znikał). można było też rozwinąć wątek nieco szalonego profesora, który odkrył mechanizmy podróży w czasie, a w wyniku jego eksperymentalnych wysyłek ludzi w przeszłość wielu zginęło. wiem wiem czepiam się, książka lekka i przyjemna (jeśli ktoś lubi postapokaliptyczne klimaty) a także zabawna i nie ma co się rozdrabniać.

wtorek, 7 września 2010

witold michałowski - tajemnica ossendowskiego

hmm to chyba miała być biografia. czytałam kiedyś książkę pana ossendowskiego przez kraj ludzi, bogów i zwierząt i mimo, że miałam do niej pewne zastrzeżenia, zainteresował mnie jej autor, który po rewolucji w rosji włóczył się po syberii i mongolii uciekając przed komunistami i w zasadzie nie wiadomo co robiąc. podejrzewa się że mógł być jakimś szpiegiem, kumplem słynnego barona ungerna albo jeszcze kimś innym, w każdym razie udało mu się przyjechać do polski i został słynnym na całym świecie pisarzem oraz podróżnikiem. miał interesujące życie, czego nie można powiedzieć o książce tajemnica ossendowskiego. jest przede wszystkim chaotyczna, nie wiadomo o co chodzi, poajwiają się jacyś ludzie, znikają, rozdziały są jakoś nieprzemyślanie skonstruowane. rozumiem że zabieg nieliniowości akcji czyni książkę ciekawszą ale raczej nie biografię :P. poza tym najciekawszy według mnie okres życia ossendowskiego czyli jego mongolska przeprawa, został bardzo marnie opisany. podejrzewam, że trudno znaleźć jakiekolwiek źródła na ten temat. no ale w zamian dostajemy szczegółowy wykaz długów bohatera w przedwojennej warszawie i historię jego korespondencji z jakimś francuskim producentem filmowym.
nie mówię, że ta książka jest zupełnie bezwartościowa, bo to nieprawda. ossendowski był zamieszany w przedrewolucyjną aferę fałszowania dokumentów szpiegowskich, bardzo dużo podróżował (można sobie porównać jego afrykańskie safari z wyprawą pana nowaka na rowerze, to mniej więcej w podobnym okresie miało miejsce), zyskał międzynarodową sławę i tłumaczono go na bardzo wiele języków. mimo to wpadł w po poważne długi i pisał sępiące listy do różnych osobistości opisując jako to okradli mu żonę z biżuterii i musi wykarmić biednych siostrzeńców, których nie miał. naprawdę wiele się działo w jego życiu i gdyby ktoś napisał jego dobrą biografię to ja chętnie zakupię :P.

wtorek, 4 maja 2010

kazimierz nowak - rowerem i pieszo przez czarny ląd

książka niestety nie jest moja - przyszła do mnie pocztą z dalekiego konina i muszę ją oddać. już tytuł mówi czego można spodziewać się w środku: opisu hardkorowej pięcioletniej wyprawy przez afrykę, którą pan nowak odbył w latach trzydziestych głównie rowerem, ale też pieszo, koniem, wielbłądem i łodzią. przedsięwzięcie to wydaje się teraz szalone (w dobie gpsów, telefonów satelitarnych i internetu, który można spotkać również w zapadłych afrykańskich dziurach) szczególnie że ludzie podróżują przez dwa tygodnie, głównie wygodnymi samochodami z przewodnikiem i zorganizowaną wycieczką, i już można się pochwalić znajomym że było się w dzikim kraju i przeżyło niebezpieczne przygody. w tamtych czasach zresztą było podobnie - można było jechać na safari ze stadem służby i wieszać trofea na ścianach europejskich pałaców (jak pan potocki chyba z łańcuta), lub szpanować superluksusową łodzią po nilu. na nowaka patrzono jak na świra, który na pięć lat porzuca zdobycze cywilizacji i rusza w zasadzie bez pieniędzy na totalne zadupie gdzie brud, smród i choroby tropikalne. dodatkowymi problemami były dzikie zwierzęta, dzicy ludzie, zabójcza pogoda (nowak spał pod namiotem i w zimne pustynne noce i w powodziowej dżungli) oraz kolonialna biurokracja. mimo to wyprawa zakończyła się sukcesem a jej owocem jest ta powalająca książka, złożona z listów do rodziny i znajomych oraz tekstów pisanych do gazet. można w niej znaleźć opisy fascynującej przyrody afrykańskiej, obyczajów ludzi spotkanych przez autora po drodze ale również bardzo silną krytykę kolonializmu. nowak widział z bliska jaką biedę i degenerację przywlekli ze sobą koloniści, którzy pod pretekstem cywilizowania afryki próbowali wyciskać z niej jak najwięcej jak najmniejszym kosztem, wysiedlając mieszkańców z terenów pełnych bogactw naturalnych, wyzyskując miejscowych pracowników płacąc im marne grosze, wciskając im jednocześnie chłam z dalekiego wschodu w postaci koralików i innego badziewia. niewiele się zresztą zmieniło, rządy wprawdzie afryka sprawuje sama, ale korporacje nadal się tam rozpychają niewiele robiąc sobie z ludzi. no i badziewie pochodzi z chin a nie jak w latach 30 z japonii.
uff ale się rozpisałam, książka naprawdę ruszyła mnie, lenia podejrzliwie nastawionego do świata i wysiłku, i natchnęła czymś w rodzaju życiowego entuzjazmu, mimo że autor zmarł chyba 2 lata po powrocie do polski, czego pośrednią przyczyną było wycieńczenie organizmu wyprawą i chorobami tropikalnymi.
a i zdjęcia są super.

czwartek, 8 kwietnia 2010

andrzej stasiuk - biały kruk

bardzo męcząca książka. kumple od podstawówki (i jeden przybłęda z łodzi) jadą zimą w góry żeby uciec od cywilizacji i żeby coś się działo (ile można pić w warszawie). chcą zaszyć się w głuszy z daleka od ludzi i przemykają się przez wioski tak, żeby nie zostać zauważonymi. niestety trafiają na strażnika granicznego, więc przybłęda napada na niego. nie wiadomo czy facet przeżył, więc uciekają i kluczą jeszcze bardziej. ciągle pijani, brudni i głodni błąkają się po śnieżnych polach i mroźnych lasach. w narracyjnym międzyczasie pojawiają się flashbacki z ich warszawskiego dzieciństwa i żulerskiej młodości.
książka dobrze napisana (lubię stasiuka i jego zadupia) ale okropnie mnie zmęczyła bo chodzą i chodzą, piją i głodują, marzną i gorączkują. no i kończy się niezbyt pozytywnie. ehh te chłopackie zabawy :P.

a.d. XIII

antologia opowiadań fantastycznych (gatunek nie ocena :P) o aniołach i diabłach. jak w każdym zbiorze tekstów różnych autorów jedne się podobają bardziej inne mniej. mi najbardziej do gustu przypadły gringo pani Mai L. Kossakowskiej - zabawna historia kariery południowoamerykańskiego rewolucjonisty, szczęścia i wszelkiej pomyślności Anny Kańtoch (wiek XIX, letnisko, odcięta ręka w lesie i magiczne karty, super klimat) i pilipiukowe opowiadanko cyrograf - wędrowycz cofa się w czasie i przechytrza diabła (niektórzy uważają że to grafomaństwo ja jednak lubię cykl o wędrowyczu, ale z drugiej strony cykl o nadprzyrodzonych kuzynkach jest beznadziejny). Są tu jeszcze inne opowiadania np. cichy dom Łukasza Orbitowskiego - bardzo obrzydliwa wędrówka przez las w celu pochowania anioła, nie do końca chyba sensowna czy każdy ma swoje niebo Iwona S. Nowak, co pewnie miało być śmieszne a jest dość tendencyjne. reszta jakoś nie utkwiła mi w pamięci, ale te trzy pierwsze teksty bardzo mi się podobały.

poniedziałek, 22 marca 2010

michał witkowski - lubiewo

słyszałam opinie że to bardzo kontrowersyjna książka, mnie aż tak bardzo nie ruszyła. chwilami była dość obrzydliwa, jednak czytałam gorsze rzeczy (najgorsza - nagi lunch, ohydne były też fragmenty trainspottingu) a przed wszystkim wydała mi się bardzo bardzo smutna. temat sensacyjny: homoseksualiści z prlu na wakacjach nad morzem opowiadają jak to było kiedyś wspaniale, a teraz jest beznadziejnie i jeszcze są starzy a wielu z nich nie żyje. i tak sobie wspominają nostalgicznie obleśne bary syfiaste parki i śmierdzące kible publiczne. niektóre historie są zabawne inne przerażające ale wszystko przesiąknięte nostalgią. i smutne.

czwartek, 18 lutego 2010

jacek sawaszkiewicz - kronika akaszy, skorupa astralna

książkę mam z kiermaszu bibliotecznego, niestety nie zauważyłam że to drugi tom cyklu (tak samo miałam z szogunem - nieuważnie pożyczyłam w bibliotece drugi tom przez co nie musiałam czytać pierwszego bo i tak wiedziałam o co chodzi), więc niektóre rzeczy pozostają dla mnie niejasne ale i tak książka jest całkiem zabawna.
zadupne miasteczko w stanach w którym znajduje się dziwna istota (wydaje mi się że jakiś mutant z napromieniowanej wyspy ale prawdopodobnie więcej o tym można znaleźć w pierwszym tomie) która uzdrawia ludzi. z tego powodu miasto przeżywa oblężenie zdesperowanych turystów i zostaje zamknięte przez wojsko. podoba mi się właśnie ta atmosfera odciętego od świata miejsca gdzie bohaterowie(których jest całe stado) plączą się potykając się o siebie załatwiając swoje sprawy.
w sumie science fikcyjność nie jest jakaś bardzo odkrywcza ani porywająca ale podoba mi się właśnie to poplątanie ludzi który miotają się bez sensu. szantażowany policjant, reporter na tropie tematu, ślepy odzyskujący wzrok z żoną co go zdradza, para co się wzajemnie oszukuje i gówniarz bawiący się w superbohatera w środku tego wszystkiego. muszę upolować pierwszą część to może pojmę więcej, w każdym razie polskie scifi rządzi. szczególnie prlowskie :P.