świeże wrażenia z ostatniej powieści huxleya - prehipisowskiej utopii. to krok do przodu i po skosie w stosunku do nowego wspaniałego świata, opis szczęśliwego i ogarniętego społeczeństwa żyjącego na odciętej nieco od świata tropikalnej wyspie pali. zostawiono ją w spokoju ze względu na niekorzystne warunki brzegowe, niestety w czasach współczesnych łatwiej dostać się wszędzie, a że na pali jest ropa naftowa, zainteresowanie wyspą rośnie i na pewno nadchodzą zmiany. póki co palijczycy rozwinęli sobie społeczeństwo w oddaleniu od goniącej za postępem ekonomicznym i technologicznym reszty ludzkości. wszystko opiera się na buddyźmie z elementami hinduizmu i agnostycycmu (co komu pasuje), kompleksowej edukacji zawierającej również naukę kontaktu z własnymi emocjami i radzenia sobie z nimi oraz finansowanej przez państwo antykoncepcji i seksie tantrycznym. palijczycy zdecydowanie wolą być niż mieć co niektórym wyraźnie przeszkadza no bo ta ropa tam leży bezczynnie a przy okazji rynek taki niewykorzystany.
główny bohater przybywa na wyspę reprezentując siły chcące wprowadzić zmiany, jednak pod wpływem spotkań z mieszkańcami jego cynizm topnieje a w jego miejsce pojawiają się wątpliwości. palijczycy i och utopia jest taka wspaniała że łatwo im przeciągnąć kogoś na jasną stronę mocy, szczególnie że jednym z ich narzędzi jest moksza - halucynogenny narkotyk po którym człowiek odczuwa jedność ze wszechświatem.
łatwo zauważyć że huxley nie darzy współczesnego mu systemu szczególną sympatią i uprawia do czasu radosne marzycielstwo o wyspach szczęśliwych. muszę przyznać że przemawia to do mnie jako odwiecznej anarchistki teraz jeszcze bardziej sceptycznej w temacie hmmm rzeczywistości. nie przeszkadza mi nawet trochę dydaktyczna forma książki (bohaterowie dają mini wykłady o różnych aspektach życia na pali). huxley tłucze po głowie łopatą uważności wpisuje się w trendy odnowy duchowej i ekhem rozwoju osobistego lat 60 a dokładając seks tantryczny jako metodę na oświecenie i kwasopodobne jazdy staje się idolem hipisów.
utopia wiadomo pozostanie zawsze w sferze marzeń, hipisi wszystko zepsuli skupiając się na uciekaniu od rzeczywistości ale wyspę polecam bo zastanowić się zawsze można.
książka podobała się również mojemu psu który przeżuł jej brzegi (niechlujny czytelnik) i z tego powodu zostałam właścicielką egzemplarza wcześniej bibliotecznego. nie żałuję.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święty spokój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święty spokój. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 marca 2019
aldous huxley - wyspa
Etykiety:
buddyzm,
chwila refleksji,
fantastyka,
hipisi,
klasyka,
kwas,
lewe,
święty spokój,
utopia,
wykład,
zabawne,
życiowe
środa, 26 września 2012
haruki murakami - 1q94
dalej w japonii ale jeszcze bardziej dziwnej niż normalnie. dwie historie: instruktorki fitness i jednocześnie zabójczyni na zlecenie oraz matematyka-pisarza krążą wokół siebie aby następnie się spleść w dziwnym równoległym świecie gdzie na niebie wiszą dwa księżyce a rzeczywistością sterują little people. opowiadanie historii zawartej w trzech tomach powieści nie ma za bardzo sensu bo i ona chwilami nie trzyma się logicznej kupy. no ale przecież zupełnie nie o to chodzi. murakami to przede wszystkim klimat: trochę wyalienowania w upakowanej jak puszka sardynek japonii, niesamowite wydarzenia czające się tuż za rogiem (i nikogo specjalnie nie zaskakujące) i skupienie się na drobnych detalach. lubię ta przestrzeń w jego książkach, spokój (mimo że występują tu mafia, morderstwa i porwania) i świadomość każdej chwili. reszta to bajka i gra z wyobraźnią ale jak komuś przeszkadzają niewyjaśnione wątki, rzeczy które dzieją się o tak bez powodu i sensu to raczej z daleka od tej książki.
Etykiety:
azja,
dziwne,
japonia,
o co chodzi,
potrójny,
święty spokój,
tajemnica,
zabawne,
życiowe
piątek, 14 października 2011
henry david thoreau - walden czyli życie w lesie
niby klasyka, a dotarłam nad walden od innej strony tzn przez pana kerouaca, mojego ulubionego ostatnio pisarza. fragmenty włóczęgów dharmy i big sur opisujące siedzenie w samotności na zadupiu są silnie inspirowane thoreau i nikt tego nie ukrywał (szczególnie pan autor). a po tym jak przypomniałam sobie że mam bibliotekę z możliwością zamawiania książek przez neta pod nosem, upolowałam tam waldena (a może złowiłam bardziej, bo to staw). no więc klasyka klasyką, ale może nie każdy wie o co chodzi, pan thoreau żył sobie w xix wieku, był poetą (nie tylko pisał wiersze ale przede wszystkim starał się żyć poezją), pisarzem i filozofem. pewnego razu wpadł na pomysł żeby zamieszkać sobie w lesie, nad stawem walden, we własnoręcznie wybudowanym domu, ograniczyć konieczną pracę do minimum i żyć sobie w prostocie i spokoju. jak pomyślał tak zrobił, dwa lata mieszkał w drewnianej chacie i doświadczenie swoje opisał w tej właśnie książce. zawarł w niej zarówno praktyczne porady dotyczące budowania domu czy też hodowania fasoli i dokładne wyliczenia ile kosztowała go ta zabawa, jak i filozoficzne rozmyślania na życiowe tematy, które mimo upływu ponad 150 lat dalej są aktualne. a może nawet jeszcze aktualniejsze. pan henryk porusza bowiem tematy konsumpcjonizmu, pędu do posiadania nie do końca potrzebnych przedmiotów, co prowadzi nie tylko do przywiązania do materialnych rzeczy ale wprost do podporządkowania się człowieka przedmiotom. i tak zamiast cieszyć się życiem trzeba pracować aby utrzymać dom, farmę czy status społeczny. nadmierna konsumpcja prowadzi do eksploatacji środowiska naturalnego ponad miarę, co chyba w tamtych czasach nie było aż takim problemem jak obecnie. pan thoreau był skrajnym i bardzo minimalistycznym przykładem, jednak może warto się zastanowić nad zasadnością potrzeb i ich źródłem. bo część z nich na pewno powstaje w głowach sprytnych marketingowców ;P.
życie w lesie jest bliskie natury, bardzo ładne (i wciągające! tak tak, chyba nadszedł czas na nad niemnem :P) są opisy stawu, otaczającego go lasu i zwierzątek co w nim mieszkają. siedzimy z panem autorem na progu domku, wokoło zmieniają się pory roku i zawsze dzieje się coś ciekawego :) (ehh to chyba już starość), a on snuje swoje opowieści stosując baaaaardzo długie zdania (uwielbiam) i dużo dygresji. więc jak ktoś lubi konkrety to ostrzegam, że może być ciężko, bo akcji to tu za wiele nie ma ;).
oczywiście nie byłabym sobą jeśli nie znalazłabym kilku rzeczy które mi nie pasują. bardzo wyłazi z pana autora jego purytańskie hmm wychowanie, czy może lepiej krąg kulturowy w którym się obracał, mimo odrzucania zinstytucjonalizowanej religijności. bo odrzucanie estetyki jako pustej i bezcelowej (w stylu po co budować domy o wymyślniejszej formie jeśli cztery proste ściany i dach również spełnią swoją rolę), czy też bardzo silne przeciwstawianie się "zmysłowym uciechom" (bo po imieniu również nie zostały nazwane, bo to przecież takie nieskromne) to według mnie bardzo duża przesada i ograniczanie siebie i swojego życia, które przecież według autora należy przeżywać w pełni. no ale nie można zbyt wiele od tresowanych w moralności amerykanów wymagać, na szczęście poczucia humoru w książce nie brakuje.
dobrze mi zrobiła ta lektura, cisza i spokój to coś czego mam ostatnio wielki deficyt, trudno rzucić wszystko i zamieszkać na odludziu, ale poczytać o tym można, a nawet śmiem stwierdzić że należy.
życie w lesie jest bliskie natury, bardzo ładne (i wciągające! tak tak, chyba nadszedł czas na nad niemnem :P) są opisy stawu, otaczającego go lasu i zwierzątek co w nim mieszkają. siedzimy z panem autorem na progu domku, wokoło zmieniają się pory roku i zawsze dzieje się coś ciekawego :) (ehh to chyba już starość), a on snuje swoje opowieści stosując baaaaardzo długie zdania (uwielbiam) i dużo dygresji. więc jak ktoś lubi konkrety to ostrzegam, że może być ciężko, bo akcji to tu za wiele nie ma ;).
oczywiście nie byłabym sobą jeśli nie znalazłabym kilku rzeczy które mi nie pasują. bardzo wyłazi z pana autora jego purytańskie hmm wychowanie, czy może lepiej krąg kulturowy w którym się obracał, mimo odrzucania zinstytucjonalizowanej religijności. bo odrzucanie estetyki jako pustej i bezcelowej (w stylu po co budować domy o wymyślniejszej formie jeśli cztery proste ściany i dach również spełnią swoją rolę), czy też bardzo silne przeciwstawianie się "zmysłowym uciechom" (bo po imieniu również nie zostały nazwane, bo to przecież takie nieskromne) to według mnie bardzo duża przesada i ograniczanie siebie i swojego życia, które przecież według autora należy przeżywać w pełni. no ale nie można zbyt wiele od tresowanych w moralności amerykanów wymagać, na szczęście poczucia humoru w książce nie brakuje.
dobrze mi zrobiła ta lektura, cisza i spokój to coś czego mam ostatnio wielki deficyt, trudno rzucić wszystko i zamieszkać na odludziu, ale poczytać o tym można, a nawet śmiem stwierdzić że należy.
poniedziałek, 12 września 2011
jack kerouac - big sur
rodzina mi się wycwaniła, zamiast kupować mi prezent zabierają mnie do księgarni i mogę sobie coś wybrać. przerzucają na mnie problem wyboru. tym razem złapałam big sur i bardzo się z tego cieszę. upewniam się w przekonaniu że pan kerouac jest moim ulubionym pisarzem (no może razem z panem vonnegutem tylko ten jest bardziej ironiczny).
w big sur mamy tego samego bohatera co w w drodze i włóczęgach dharmy jednak jack jest już stary, zmęczony życiem i za dużo pije. wybiera się więc do domku kumpla znajdującego się (domku nie kumpla) w kalifornijskich górach w kanionie na brzegu oceanu. proste życie wypełnione gotowaniem, jedzeniem, wycieczkami i zapisywaniem morskich dźwięków ma być ukojeniem po imprezowym i pijanym okresie życia. na początku wszystko idzie dobrze, jack czuje się na swoim miejscu w sercu dzikiej przyrody, rozmawia tylko z ptakami i mułem (takim zwierzątkiem nie osadem rzecznym :P) i pisze co ocean mu powie. jednak po jakimś czasie poczucie bezsensu ogrania go znowu, wszędzie widzi śmierć i bezsens istnienia, drzewa i huczące fale przerażają a martwa wydra przypomina o marności świata. ucieczka do miasta nic nie daje, to nie kończące się imprezy i wieczne pijaństwo, coraz gorsze poranki, stany deliryczne a w końcu paranoja i podejrzliwość w stosunku do współimprezowiczów. końcówka książki nie jest zbyt sympatyczna, głosy w głowie, źli ludzie dookoła, okropny świat, bardzo plastycznie i sugestywnie opisane. w ogóle opisy pana kerouaca są boskie, jest otwarty na świat i ludzi i przyjmuje wszystko, czy to jest szum wiatru, sympatyczna mgła, złowrogi księżyc czy męczący znajomi. bardzo to wszystko buddyjskie, chociaż paranoja raczej nie jest zen, ale każdemu może się zdarzyć, szczególnie jeśli pije słodkie trunki :P.
w big sur mamy tego samego bohatera co w w drodze i włóczęgach dharmy jednak jack jest już stary, zmęczony życiem i za dużo pije. wybiera się więc do domku kumpla znajdującego się (domku nie kumpla) w kalifornijskich górach w kanionie na brzegu oceanu. proste życie wypełnione gotowaniem, jedzeniem, wycieczkami i zapisywaniem morskich dźwięków ma być ukojeniem po imprezowym i pijanym okresie życia. na początku wszystko idzie dobrze, jack czuje się na swoim miejscu w sercu dzikiej przyrody, rozmawia tylko z ptakami i mułem (takim zwierzątkiem nie osadem rzecznym :P) i pisze co ocean mu powie. jednak po jakimś czasie poczucie bezsensu ogrania go znowu, wszędzie widzi śmierć i bezsens istnienia, drzewa i huczące fale przerażają a martwa wydra przypomina o marności świata. ucieczka do miasta nic nie daje, to nie kończące się imprezy i wieczne pijaństwo, coraz gorsze poranki, stany deliryczne a w końcu paranoja i podejrzliwość w stosunku do współimprezowiczów. końcówka książki nie jest zbyt sympatyczna, głosy w głowie, źli ludzie dookoła, okropny świat, bardzo plastycznie i sugestywnie opisane. w ogóle opisy pana kerouaca są boskie, jest otwarty na świat i ludzi i przyjmuje wszystko, czy to jest szum wiatru, sympatyczna mgła, złowrogi księżyc czy męczący znajomi. bardzo to wszystko buddyjskie, chociaż paranoja raczej nie jest zen, ale każdemu może się zdarzyć, szczególnie jeśli pije słodkie trunki :P.
Etykiety:
niewesołe,
powalające,
stany,
święty spokój,
zabawne,
życiowe
poniedziałek, 3 stycznia 2011
jack kerouac - włóczędzy dharmy
buddyzm po amerykańsku: czytanie poezji (nie tylko buddyjskiej), picie wina z kumplami i laseczkami, włóczenie się stopem po stanach i piechotą po górach a także medytacja w zaśnieżonym lesie.bardzo lubię tą książkę, czytałam ją nie pierwszy raz, więc nie było niespodzianek, chociaż tym razem jakby krytyczniej na nią spojrzałam, ale jestem już stara, zgorzkniałą i zgryźliwa. dalej przemawia do mnie jej luzacki klimat, bezcelowość plątania się po świecie i buddyjskie nastawianie do życia. końcówka książki, o tym jak ray spędza lato jako samotny strażnik na dzikiej górze desolation peak wypatrując pożarów na stanowo-kanadyjskim pograniczu, albo fragmenty o cichej medytacji w lasach nowej anglii, sprawiają że sama mam ochotę zaszyć się na jakimś zadupiu bez kontaktu ze światem, gotować najprostsze żarcie i czytać książki w pięknych okolicznościach przyrody (taaak, a jak mi się router buntuje i nie mam internetu przez dwie godziny to dostaję świra). włóczędzy uspokajają i nieco zwalniają mnie, co bardzo przydatne, bo ostatnio trudno mi się na czymś skupić dłużej, przypominają o potrzebie nicnierobienia i oglądania świata, który przecież bardzo ładny jest, no i o tym że tak czy inaczej człowiek jest sam, i możliwe, że resztę tylko wymyśla (chociaż z tym nie do końca się zgadzam), co zaskakująco pocieszające.
nie byłabym jednak sobą gdybym nie ponarzekała. włóczenie się bez celu jest sympatycznym sposobem na życie, jednak pogardzanie innymi ludźmi, którzy pracują a później oglądają telewizję jest niewłaściwe (szczególnie jeśli włóczy się za pieniądze rodziny która nie ma czasu za bardzo na medytację). różne są przecież drogi do oświecenia :P. no i druga sprawa, która obudziła we mnie feministkę - kobiety mogą jedynie brać udział w seksualnych buddyjskich rytuałach służąc oświeconym facetom. wiem że było to 50 lat temu i mimo szerokich horyzontów pan autor był ograniczony przez społeczne stosunki i wyobrażenia, dlatego też staram się wznieść ponad własne marudzenie i cieszyć się buddyjską włóczęgą i spokojem.
Etykiety:
podróż,
powalające,
stany,
święty spokój,
zabawne,
życiowe
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




