"kultowa powieść hippisów" jak mówi okładka. faktycznie podejrzewam że przyjmowanie w trakcie czytania jakichś nielegalnych substancji psychoaktywnych mogłoby zintensyfikować doświadczenie. ja czytałam na trzeźwo i też miałam niezłą zabawę. generalnie chodzi o światowy spisek i panowanie nad światem. masoni i inne "tajne" organizacje to płotki w tym przypadku ponieważ za wszystkim stoją iluminaci - postatlantydzkie stowarzyszenie które nie wiadomo jakie dokładnie ma cele ale miesza w światowych wydarzeniach infiltrując rządy kościoły itp. dodatkowo istnieją pewne mistyczne powiązania iluminatów z przedwieczną rasą uważającą się za bogów i domagającą się ofiar z ludzi
streścić się nie da, zbyt to skomplikowane, ogarnąć też nie bardzo za pierwszym razem, a podobno są kolejne części. teorie spiskowe rządzą ;).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnica. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 20 sierpnia 2013
r. shea, r.a. wilson - oko w piramidzie
Etykiety:
dziwne,
hardkorowe,
o co chodzi,
stany,
świry,
tajemnica,
zabawne
środa, 26 września 2012
haruki murakami - 1q94
dalej w japonii ale jeszcze bardziej dziwnej niż normalnie. dwie historie: instruktorki fitness i jednocześnie zabójczyni na zlecenie oraz matematyka-pisarza krążą wokół siebie aby następnie się spleść w dziwnym równoległym świecie gdzie na niebie wiszą dwa księżyce a rzeczywistością sterują little people. opowiadanie historii zawartej w trzech tomach powieści nie ma za bardzo sensu bo i ona chwilami nie trzyma się logicznej kupy. no ale przecież zupełnie nie o to chodzi. murakami to przede wszystkim klimat: trochę wyalienowania w upakowanej jak puszka sardynek japonii, niesamowite wydarzenia czające się tuż za rogiem (i nikogo specjalnie nie zaskakujące) i skupienie się na drobnych detalach. lubię ta przestrzeń w jego książkach, spokój (mimo że występują tu mafia, morderstwa i porwania) i świadomość każdej chwili. reszta to bajka i gra z wyobraźnią ale jak komuś przeszkadzają niewyjaśnione wątki, rzeczy które dzieją się o tak bez powodu i sensu to raczej z daleka od tej książki.
Etykiety:
azja,
dziwne,
japonia,
o co chodzi,
potrójny,
święty spokój,
tajemnica,
zabawne,
życiowe
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
wiktor pielewin - omon ra i inne opowieści
pielewina uwielbiam w każdej postaci więc nie będę zbyt obiektywna. tutaj mamy trzy opowiadania (no pierwszy utwór można by nazwać mini powieścią ale klasyfikacja nie jest najważniejsza). wszystkie są jednocześnie powalająco zabawne i zmuszające do refleksji, absurdalne i prawdziwe. omon ra z to kosmonauta mający pełnić funkcję automatycznego silnika pojazdu księżycowego (bo na mechanizmy radzieckich ruskich nie stać, ludzi zawsze mają w bród a czymś trzeba zabłysnąć przed wrogimi amerykanami i całym światem). oczywiście nic nie jest takie jak się wydaje a poezja miesza się z brutalną rzeczywistością (hmm czym jest rzeczywistość).
żółta strzała to pociąg z którego nigdy nikt nie wysiada - ludzie rodzą się w nim i umierają (polecam opis pogrzebu) nie zastanawiając się specjalnie nad tym skąd i dokąd jadą, specjalnie nawet nie zauważają że gdzieś zmierzają. dużo tu symboli i metafor niektóre dość oczywiste ale każą myśleć w przerwach pomiędzy wybuchami śmiechu.
trzecie opowiadanie jest o ograniczeniach, głównie w głowach i wolności której uczą fermowe kurczaki, całkiem są mądre :).
pełno tu buddyjskich odwołań (a połowy pewnie nie znalazłam bom prosty nieoświecony człowiek) ale nie ma nachalności, można myśleć można tylko dobrze się bawić.
żółta strzała to pociąg z którego nigdy nikt nie wysiada - ludzie rodzą się w nim i umierają (polecam opis pogrzebu) nie zastanawiając się specjalnie nad tym skąd i dokąd jadą, specjalnie nawet nie zauważają że gdzieś zmierzają. dużo tu symboli i metafor niektóre dość oczywiste ale każą myśleć w przerwach pomiędzy wybuchami śmiechu.
trzecie opowiadanie jest o ograniczeniach, głównie w głowach i wolności której uczą fermowe kurczaki, całkiem są mądre :).
pełno tu buddyjskich odwołań (a połowy pewnie nie znalazłam bom prosty nieoświecony człowiek) ale nie ma nachalności, można myśleć można tylko dobrze się bawić.
Etykiety:
dziki wschód,
dziwne,
europa wschodnia i środkowa,
o co chodzi,
opowiadania,
powalające,
poważne,
tajemnica,
zabawne,
życiowe
stieg larsson - millenium. mężczyźni którzy nienawidzą kobiet
no i to całe społeczne tło, przemoc wobec kobiet (i to w szwecji tym raju na ziemi) temat bardzo na czasie, ale wydał mi się nieco naciągany i użyty w celach bardziej sensacyjnych niż jakichkolwiek innych. tak wiem to kryminał a nie rozprawa o chorym społeczeństwie ale 20 zamordowanych i torturowanych lasek dość dobrze wygląda ze względu na akcję. poza tym czy są seryjni mordercy zajmujący się facetami? (pewnie wyżywają się na wojnach). bo że szwecja to nie kraj idealny to wiadomo już od dawna i czytać można o tym w lepszych książkach (np. u pani axelsson) a millenium to zwykły thriller/kryminał aspirujący do czegoś czym nie jest. ale przyznaję że dobrze wchodzi i jak mnie najdzie ochota na jakieś czytadełko to może nawet pokontynuuję serię :P
i jeszcze jedna rzecz do czepienia się - chamski applowy product placement - skoro najlepsza hakerka świata (??) stosuje maki i ipady to o czymś świadczy nieprawdaż? :P
Etykiety:
kryminał,
mainstream:P,
nic nowego,
niewesołe,
północ,
przereklamowane,
tajemnica,
takie sobie
wtorek, 17 stycznia 2012
ambrose bierce - oczy pantery
niewiele się spodziewałam po zbiorze przerażających opowiadań pana bierce porównywanego z lovecraftem (nie do końca rozumiem dlaczego) i czytając początkowe utwory z książki utwierdzałam się w swoim sceptycyzmie. nie były zbyt horrorowate, bardziej krwiste i bebechowate no i akcja toczyła się podczas wojny secesyjnej, a żołnierskie opowieści mało do mnie przemawiają (no dołują mnie i straszą ludzkimi możliwościami więc wolę trzymać się od nich z daleka). znalazłam jednak coś dla siebie w "cywilnych" opowiadaniach pisanych z przymrużeniem oka satyrach pełnych czarnego humoru, który bardzo odróżniał je od dramatycznych wojennych wyborów opisywanych wcześniej. nie sądziłam że coś takiego można znaleźć w xix wiecznych "opowieściach niesamowitych". jest też kilka bardziej typowych historii o duchach w krzakach czy podłych ludziach wykorzystujących niewłaściwie swoje zdolności parapsychiczne, jest nawet jedna o morderczym robocie (!). wszystkie krótkie na kilka stron i łatwo przyswajalne.
piątek, 12 sierpnia 2011
dmitry glukhovsky - metro 2034
znów jesteśmy w moskiewskim metrze, jak widać przetrwało ono kolejny rok. jednak nie można osiąść na laurach niebezpieczeństwo jest ciągłe, zmienia tylko swoją postać. tym razem startujemy również na stacji peryferyjnej, znów atakują mutanty z powierzchni, tym razem jednak można sobie z nimi poradzić jeśli ma się wystarczająco dużo amunicji. no i właśnie tu pojawia się problem, bo dostawy z hanzy nagle się urywają. po drodze tylko kilka dobrze znanych stacji, ale w tym podziemnym świecie sytuacja może zmienić się gwałtownie (potwory, promieniowanie, wewnętrzne międzystacyjne wojenki, bandyci itp.) wysłany więc zostaje ciężkozbrojny patrol. a za nim następny i następny. nikt nie wraca, telefony nie działają, mutanty napierają. i znów ktoś powinien wyruszyć na wyprawę w ciemność tuneli, problem w tym że nie bardzo można sobie pozwolić na stratę kolejnych obrońców stacji. nikt jednak nie sprzeciwia się tajemniczemu brygadierowi po przejściach, który zabiera jeszcze jednego żołnierza oraz, jakby dla kaprysu, homera - starszego człowieka zajmującego się zbieraniem i snuciem metrowych opowieści. to właśnie homer jest głównym bohaterem książki, stoi on na skraju życia i chce desperacko coś po sobie pozostawić, nawet jeśli będzie to tylko dziewięćdziesięciokartkowy zapisany zeszyt. potrzebuje bohaterów, zdecydowany brygadier idealnie się na takiego nadaje, przydałaby się jeszcze jakaś laska, na szczęście spotykają jedną po drodze, kroi się nawet pokrzywiona historia hmm miłosna (nie wiem czy to słowo jest właściwe w tym przypadku, ale niech będzie). może dlatego że bohater to nie gówniarz w okolicach dwudziestki, tylko człowiek z doświadczeniem i to niezbyt sympatycznym (całkiem świadomie przeżył zagładę swojego powierzchniowego świata), druga część metra jest jakby bardziej refleksyjna (gdzieś między pościgami na drezynach i gotowymi do strzału miotaczami ognia), sens życia indywidualnego człowieka wcale się nie krystalizuje z wiekiem, a nawet wprost przeciwnie, a do tego dochodzi świadomość upadku cywilizacji, której resztki tlą się jeszcze pod ziemią, nie wiadomo jak długo i tak naprawdę po co. wszystko to jest w porządku, marudzenie starego homera można znieść, postnuklearny klimat jest super, ale mam też pewne zastrzeżenia. dotyczą one pozostałych postaci, których psychologia jest roztrząsana na wszystkie strony, jednak nie ma ona do końca sensu. coś mi w tym okropnie zgrzytało i brzmiało bardzo nieprawdopodobnie i jakby trochę od czapy. bohaterowie robią różne dziwne rzeczy, które pan autor próbuje wytłumaczyć zaplątując się nieco, a jego kukiełki i tak wyglądają na miotane jakimś bezsensem. można to trochę wytłumaczyć niecodziennymi warunkami w jakich żyją ale bez przesady (wiem wiem czepiam się wiarygodności psychologicznej w fantastyce o mrocznych tunelach i zmutowanych potworach :P). nie zmienia to faktu że prawie 500 stron połknęłam chętnie i błyskawicznie.
Etykiety:
dziki wschód,
fantastyka,
podróż,
scifi,
tajemnica,
zabawne
wtorek, 9 sierpnia 2011
dmitry glukhovsky - metro 2033
uwaga na początku - pisanie nazwisk autorów rosyjskich na angielską modłę uważam za nieco pretensjonalne i wychodzi później taki chekhov czy tchaikovsky i człowiek się zastanawia wtf. no ale do rzeczy.
metro 2033 czyli moskiewskie metro w roku 2033 (kto by pomyślał) po wojnie nuklearnej która zniszczyła ziemię, a raczej ludzką cywilizację na powierzchni i uniemożliwiła normalne życie pośród promieniowania, zdziczałych mutantów i psów. przeżyli tylko ci którzy w odpowiednim czasie znaleźli się w odpowiednim miejscu, czyli właśnie w metrze. rozległe, zakopane głęboko pod ziemią, wzbogacone w wybudowane podczas zimnej wojny schrony przeciwatomowe dla sowieckich dygnitarzy i odpowiednio wyposażone w składy żywności, wentylację i filtry wodne, stało się doskonałym miejscem do postapokaliptycznej wegetacji ludzkości. zostało w miarę możliwości odcięte od świata zewnętrznego w obawie przed mutantami i innymi dziwnymi rzeczami mogącymi się zwlec na dół, pozostawiono tylko kilka dobrze strzeżonych wyjść dla stalkerów przeszukujących ruiny wielkiego miasta w poszukiwaniu zdatnych do użytku przedmiotów, paliwa czy książek. bardzo sympatyczne miejsce do odbudowywania ludzkiego gatunku, może nieco bledszego i z bardziej wyczulonym wzrokiem, jednak ludzie nawet w obliczu zagłady się nie zmieniają. stacje zostały zamienione w mikro miasta-państwa, następowały zrzeszenia i wojny, aż w końcu sytuacja się w miarę ustabilizowała. swoje miejsce mają kapitaliści kontrolujący dużą część metra, komuniści i faszyści. stacje oddalone od centrum zwykle rządzą się same, bo nie wiadomo jak długo utrzymają się w ciągłym zagrożeniu mutantami z powierzchni i niewiadomoczym wyłażącym z każdej dziury. na takiej właśnie stacji poza światem mieszka główny bohater, który musi wyruszyć w pełną niebezpieczeństw podróż po podziemnych tunelach aby uratować swoją stację i może całe metro. z jednej strony to typowa powieść drogi - Artem idzie do celu powoli, co krok natyka się a to na szaleństwo sączące się z uszkodzonych rur, ześwirowanych sekciarzy, wielbicieli hitlera czy wyznawców wielkiego czerwia próbujących żyć w odosobnieniu z dala od śmiercionośnej techniki, uzupełniających zapas białka dzięki swym wrogom. są też postacie pozytywne (w tym moi ulubieni międzystacyjni rewolucjoniści), najczęściej marnie kończące, pomagające wygrzebać się wędrowcowi z tarapatów aby mógł wypełnić swoją misję. i właśnie tu pojawiają się (lekkie bo lekkie ale są) filozoficzne dywagacje na temat przeznaczenia w tym konkretnym przypadku oraz w szerszym kontekście całego życia i jego sensu. nie przesłaniają one rozrywkowości książki, bo żaden z niej głęboki traktat filozoficzny, ale można się zastanowić nad tym i owym wraz z bohaterem, który czasem ma wątpliwości co do realności otaczającej go rzeczywistości (niektóre tunele bywają halucynogenne) i wolnej woli w podejmowaniu decyzji.
jednak intelektualne dywagacje można odstawić na bok, bo najlepszy w tej książce jest jej klimat, mroczny i wilgotny, zza węgłów wyłaniają się potwory a uciec nie ma gdzie bo na powierzchni radioaktywność i zmutowane szczury oraz przerażające stwory pilnujące ciszy w bibliotece miejskiej. czytając myślałam że to idealny materiał na grę komputerową i nie myliłam się, ktoś o tym pomyślał wcześniej, ale pewnie przy moim słabym kompie (i braku czasu) i tak nie mam co marzyć. ale drugą część czytam :).
metro 2033 czyli moskiewskie metro w roku 2033 (kto by pomyślał) po wojnie nuklearnej która zniszczyła ziemię, a raczej ludzką cywilizację na powierzchni i uniemożliwiła normalne życie pośród promieniowania, zdziczałych mutantów i psów. przeżyli tylko ci którzy w odpowiednim czasie znaleźli się w odpowiednim miejscu, czyli właśnie w metrze. rozległe, zakopane głęboko pod ziemią, wzbogacone w wybudowane podczas zimnej wojny schrony przeciwatomowe dla sowieckich dygnitarzy i odpowiednio wyposażone w składy żywności, wentylację i filtry wodne, stało się doskonałym miejscem do postapokaliptycznej wegetacji ludzkości. zostało w miarę możliwości odcięte od świata zewnętrznego w obawie przed mutantami i innymi dziwnymi rzeczami mogącymi się zwlec na dół, pozostawiono tylko kilka dobrze strzeżonych wyjść dla stalkerów przeszukujących ruiny wielkiego miasta w poszukiwaniu zdatnych do użytku przedmiotów, paliwa czy książek. bardzo sympatyczne miejsce do odbudowywania ludzkiego gatunku, może nieco bledszego i z bardziej wyczulonym wzrokiem, jednak ludzie nawet w obliczu zagłady się nie zmieniają. stacje zostały zamienione w mikro miasta-państwa, następowały zrzeszenia i wojny, aż w końcu sytuacja się w miarę ustabilizowała. swoje miejsce mają kapitaliści kontrolujący dużą część metra, komuniści i faszyści. stacje oddalone od centrum zwykle rządzą się same, bo nie wiadomo jak długo utrzymają się w ciągłym zagrożeniu mutantami z powierzchni i niewiadomoczym wyłażącym z każdej dziury. na takiej właśnie stacji poza światem mieszka główny bohater, który musi wyruszyć w pełną niebezpieczeństw podróż po podziemnych tunelach aby uratować swoją stację i może całe metro. z jednej strony to typowa powieść drogi - Artem idzie do celu powoli, co krok natyka się a to na szaleństwo sączące się z uszkodzonych rur, ześwirowanych sekciarzy, wielbicieli hitlera czy wyznawców wielkiego czerwia próbujących żyć w odosobnieniu z dala od śmiercionośnej techniki, uzupełniających zapas białka dzięki swym wrogom. są też postacie pozytywne (w tym moi ulubieni międzystacyjni rewolucjoniści), najczęściej marnie kończące, pomagające wygrzebać się wędrowcowi z tarapatów aby mógł wypełnić swoją misję. i właśnie tu pojawiają się (lekkie bo lekkie ale są) filozoficzne dywagacje na temat przeznaczenia w tym konkretnym przypadku oraz w szerszym kontekście całego życia i jego sensu. nie przesłaniają one rozrywkowości książki, bo żaden z niej głęboki traktat filozoficzny, ale można się zastanowić nad tym i owym wraz z bohaterem, który czasem ma wątpliwości co do realności otaczającej go rzeczywistości (niektóre tunele bywają halucynogenne) i wolnej woli w podejmowaniu decyzji.
jednak intelektualne dywagacje można odstawić na bok, bo najlepszy w tej książce jest jej klimat, mroczny i wilgotny, zza węgłów wyłaniają się potwory a uciec nie ma gdzie bo na powierzchni radioaktywność i zmutowane szczury oraz przerażające stwory pilnujące ciszy w bibliotece miejskiej. czytając myślałam że to idealny materiał na grę komputerową i nie myliłam się, ktoś o tym pomyślał wcześniej, ale pewnie przy moim słabym kompie (i braku czasu) i tak nie mam co marzyć. ale drugą część czytam :).
Etykiety:
dziki wschód,
fantastyka,
horror,
podróż,
scifi,
tajemnica,
zabawne
piątek, 22 kwietnia 2011
carlos ruiz zafón - cień wiatru
zapóźniona jestem strasznie, książka wyszła już dawno temu, jednak miałam pewne opory przed nią zapewne z powodu powszechnego zachwytu. do bestsellerów podchodzę ostrożnie mimo że miliony much nie mogą się mylić :P. swoją alternatywność odpuściłam sobie szukając książek których akcja dzieje się w barcelonie, bo wybieram się już niedługo do tego miasta i nie chcę żeby było mi całkiem obce. barcelona kojarzy się z upałem palmami i beztroskimi wakacjami, chociaż miałam świadomość tajemnicy i spleśniałych książek w cieniu wiatru (a nawet tajemnicy spleśniałych książek) to oczekiwałam trochę drżącego z gorąca powietrza. otwieram książkę a tam deszcz, mgła, zgrzybiałe budynki między którymi przemykają się ludzie pełni ciemnych sekretów. tłem ich historii jest wielka historia - wojna domowa przetoczyła się po wszystkich bez wyjątku. no ale żeby nie było, poza gotyckimi motywami jest w książce dużo humoru, głównie za sprawą postaci fermina - anarcho-komunistycznego cynika, wydającego się być najbardziej konkretnym i zdecydowanym bohaterem. poza tym mamy głównego bohatera, gówniarza który nie bardzo wie czego chce, hormony mu szaleją, zakochuje się niewłaściwie, i trafia na ślad tajemnicy zakopanej głęboko w przeszłości. motorem akcji jest książka, zapomniana i przypadkiem znaleziona na cmentarzysku zapomnianych książek (to jest miejsce gdzie chciałabym spędzić wakacje). i pewnie właśnie dlatego przełknęłam tendencyjne fragmenty, krótkie amerykańskie rozdziały (jak w kodzie leonarda da vinci fuuj) i nadużywanie przymiotników w początkowych rozdziałach (później tego nie zauważyłam, nie wiem czy autor zrezygnował czy też tak akcja mnie wciągnęła, że nie przestałam zwracać uwagę na pierdoły byle tylko dowiedzieć się co było dalej). jestem książkowym fetyszystą i książki o książkach automatycznie mają u mnie plus sto do zajebistości :P (za dużo internetu).
podsumowując nie jest to jakoś bardzo głęboka książka, życia mojego nie zmieniła, ale wciąga i dała mi dużo przyjemności. no i książki książki książki ehh.
a tak trochę obok, jakieś wskazówki co do barcelońskich powieści?
podsumowując nie jest to jakoś bardzo głęboka książka, życia mojego nie zmieniła, ale wciąga i dała mi dużo przyjemności. no i książki książki książki ehh.
a tak trochę obok, jakieś wskazówki co do barcelońskich powieści?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








