Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

wiktor pielewin - kryształowy świat

nie będę się powtarzać, tym razem znów opowiadania tym razem 19, nie będę ich tu streszczać za dużo tego. niektóre bardziej do mnie przemówiły, inne mniej, raczej wolę dłuższe formy żeby się bardziej wkręcić w opisywaną rzeczywistość. w każdym razie standardowe motywy: niepewność rzeczywistości, skrajny subiektywizm, transcendentalne jazdy i radzieckie wynalazki :D niektóre opowiadania nie były ani trochę zabawne tylko smutne bardzo i może dlatego książka mniej mi przypadła do gustu niż poprzednio opisywany omon ra (bo ja wolę pozytywne złudzenia a nie krzywe jazdy :P). mimo to dalej jestem na tak.

wiktor pielewin - omon ra i inne opowieści

pielewina uwielbiam w każdej postaci więc nie będę zbyt obiektywna. tutaj mamy trzy opowiadania (no pierwszy utwór można by nazwać mini powieścią ale klasyfikacja nie jest najważniejsza). wszystkie są jednocześnie powalająco zabawne i zmuszające do refleksji, absurdalne i prawdziwe. omon ra z to kosmonauta mający pełnić funkcję automatycznego silnika pojazdu księżycowego (bo na mechanizmy radzieckich ruskich nie stać, ludzi zawsze mają w bród a czymś trzeba zabłysnąć przed wrogimi amerykanami i całym światem). oczywiście nic nie jest takie jak się wydaje a poezja miesza się z brutalną rzeczywistością (hmm czym jest rzeczywistość).
żółta strzała to pociąg z którego nigdy nikt nie wysiada - ludzie rodzą się w nim i umierają (polecam opis pogrzebu) nie zastanawiając się specjalnie nad tym skąd i dokąd jadą, specjalnie nawet nie zauważają że gdzieś zmierzają. dużo tu symboli i metafor niektóre dość oczywiste ale każą myśleć w przerwach pomiędzy wybuchami śmiechu.
trzecie opowiadanie jest o ograniczeniach, głównie w głowach  i wolności której uczą fermowe kurczaki, całkiem są mądre :).
pełno tu buddyjskich odwołań (a połowy pewnie nie znalazłam bom prosty nieoświecony człowiek) ale nie ma nachalności, można myśleć można tylko dobrze się bawić.

wtorek, 3 kwietnia 2012

stanisław lem - bajki robotów

jestem pod wrażeniem i naprawdę nie wiem dlaczego wcześniej nie czytałam robotowych bajek. toż to powinno być w lekturach zamiast tego nudnego pirxa (ok nie wiem jak teraz wygląda lekturowa sytuacja w podstawówce, pamiętam tylko że system edukacyjny bardzo mnie zraził do lema opowiadaniem test i porażkowym filmem na podstawie innego opowiadania. roboty by mi się bardzo spodobały). mimo że jestem duża to nieograniczone przestrzenie kosmiczne i zamieszkujące je maszyny przemówiły mi do wyobraźni chociaż zwykle bajek nie lubię bo mnie konwencja męczy. tu jednak jest odświeżająca i zaskakująca a i historie są bardzo lemowe zwykle z drugim a może i trzecim dnem (niby tylko roboty tłuką się gdzieś w odległych przestrzeniach a człowiek się zastanawia :P).

wtorek, 13 marca 2012

the year's best science fiction no 8

oto powód mojego ponad miesięcznego milczenia (razem z choroba która bardziej sprzyjała wgapianiu się w monitor niż składaniu literek). 25 opowiadań scifi po angielsku. niektóre króciutkie inne to takie jakby minipowieści w każdym razie ponad 600 stron w obcym języku. jak to z antologiami nie wszystko mi się podobało ale niektóre opowiadania uważam za godne uwagi. między innymi to o niedźwiedziach które odkryły ogień terrego bissona - dość niestandardowe jak na tą tematykę, czy o budowie wieży babel dosłownie sięgającej nieba (autor ted chiang), interesujące podejście do kosmitów kokainiarzy pana kessela i opowiadanie o wirusie likwidującym agresję u ludzi pani kress. zabawne też jest czytać o czasach współczesnych widzianych z perspektywy początku lat 90 (tak tak to przerażające ale to już 20 lat minęło). a gdyby ktoś chciał się przekonać to oddaję książkę tu

wtorek, 17 stycznia 2012

ambrose bierce - oczy pantery

niewiele się spodziewałam po zbiorze przerażających opowiadań pana bierce porównywanego z lovecraftem (nie do końca rozumiem dlaczego) i czytając początkowe utwory z książki utwierdzałam się w swoim sceptycyzmie. nie były zbyt horrorowate, bardziej krwiste i bebechowate no i akcja toczyła się podczas wojny secesyjnej, a żołnierskie opowieści mało do mnie przemawiają (no dołują mnie i straszą ludzkimi możliwościami więc wolę trzymać się od nich z daleka). znalazłam jednak coś dla siebie w "cywilnych" opowiadaniach pisanych z przymrużeniem oka satyrach pełnych czarnego humoru, który bardzo odróżniał je od dramatycznych wojennych wyborów opisywanych wcześniej. nie sądziłam że coś takiego można znaleźć w xix wiecznych "opowieściach niesamowitych". jest też kilka bardziej typowych historii o duchach w krzakach czy podłych ludziach wykorzystujących niewłaściwie swoje zdolności parapsychiczne, jest nawet jedna o morderczym robocie (!). wszystkie krótkie na kilka stron i łatwo przyswajalne.

środa, 22 czerwca 2011

eduardo mendoza - trzy żywoty świętych

pan mendoza jest mi znany z kilku książek o przygodach fryzjera i ze dwóch mniej humorystycznych, niestety nie pamiętam ani tytułów ani o co w nich chodziło, bo czytałam je jakieś 10 lat temu (jak to brzmi). żywoty świętych nie są z założenia tak śmieszne jak wspomniany powyżej cykl fryzjerski, chociaż zabawne elementy się zdarzają, przeplatając się jednak z bardziej poważnymi. dostajemy trzy historie: o biskupie z dzikiego kraju, który nie może powrócić do ojczyzny przez wybuchającą rewolucję, o trzydziestolatku bez celu w życiu odbierającym nagrodę za zasługi swojej matki oraz o więziennej nauczycielce literatury rozbudzającej zdolności pisarskie w jednym z osadzonych. i właśnie trzecie opowiadanie spodobało mi się najbardziej, dużo w nim o książkach a to jeden z moich ulubionych tematów ;).
ogólnie jednak przekonuję się że nie jestem czytelniczką opowiadaniową (noo może poza krótkimi keretowymi tworami) i jakoś nie powaliły mnie święte historie. cegły to jest to! :P

środa, 23 lutego 2011

to, co najlepsze w sf tom 2

antologia opowiadań science fiction z lat 90. jak w każdym zbiorze są rzeczy lepsze i gorsze, a raczej bardziej mi podchodzące i raczej niestrawne. co tu dużo pisać, lubię cyberpunka, więc podszedł mi naprawiacz rowerów pana sterlinga, pozytywna historia o sztucznej inteligencji rządzącej światem i luzackim podejściu do życia. zabawna historyjka o obcych przybierających postać małych dziecinnych stworków również mi się podobała - morał: wszystkie dzieci są jak obcy :P. poza tymi jeszcze dwa przemówiły do mnie: pierwszy wtorek roberta reed o wizycie hologramu prezydenta usa jednocześnie w każdym domu wyposażonym w odpowiedni emiter oraz oblubienica elvisapani goonan o martwym elvisie jako królu obcych i jego żywej świcie wegetującej na ziemi po awarii pojazdu kosmicznego, w oczekiwaniu na statek z macierzystej planety. reszta opowiadań to poważne scifi albo (nie jestem dobra w gatunkach) fantastyko scifi i kilka historii z obszaru humanistycznego scifi (które przyswajam jedynie w wykonaniu pani le guin a i nie wszystko), napisane bez poczucia humoru. to bardzo ważny czynnik dla mnie, nie tylko w fantastyce, a nie wszystko co zabawne jest głupie czego przykładem mogą być książki mistrza lema.
w każdym razie, interesujące nazwiska zapisane, reszta wyrzucona z pamięci a książka wyląduje zapewne na podaju.

środa, 26 stycznia 2011

julio cortazar - ośmiościan

nie powinnam czytać dziwnych książek gdy jestem nie do końca ogarnięta w głowie, bo wcale mi nie pomagają a wprost przeciwnie, wzmagają moje paranoje (literatura kobieca rozwiązaniem?:P). z całego zbiorku ośmiu, jak już sugeruje tytuł, opowiadań, zapamiętałam głównie to o umierającym w szpitalu kolesiu wyobrażającym sobie życie swojej żony/kobiety po jego śmierci, o przerażającym białym koniu chcącym wedrzeć się do domu (konie mnie przerażają) i o rękach nie dających się kontrolować i macających innych ludzi. jakieś takie niezbyt pozytywne wydały mi się i raczej powinnam je czytać może latem, chociaż jak dłużej o nich myślę to bardziej do mnie przemawiają. na pewno nie skończę z panem c. na tej książeczce.

wtorek, 18 stycznia 2011

arthur conan doyle - głębina maracot

cztery opowiadania fantastyczne pana od sherlocka holmesa. pierwsze dwa odnoszą się do tytułowej głębiny maracot, czyli miejsca na oceanie atlantyckim, gdzieś niedaleko wysp kanaryjskich. profesor maracot wraz ze współpracownikami opuszcza się na dno otchłani aby sprawdzić swoją teorię o niewielkim ciśnieniu na dnie morza. teoria zaskakująco okazuje się prawdziwa a na dodatek w głębinach odnajdują zatopioną przed wiekami atlantydę. mieszkańcy mają bardzo praktyczną wiedzę o chemicznych reakcjach min produkowaniu tlenu z wody i składania jedzenia z atomów. jednak dno oceanu jest niebezpieczne, nie tylko z powodu potworów morskich i trujących ryb, ale również diabelskich mocy mieszkających w zatopionej świątyni. zabawne wydało mi się wmieszanie w całą historię reinkarnacji, ale takiej dosłownej, trochę jak w draculi, że ta sama laska rodzi się drugi raz dla pana wampira (tzn tak było w filmie, do książki jeszcze nie doszłam).
dwa pozostałe opowiadania to przygody profesora challengera, bardzo inteligentnego typka, interesującego się wieloma aspektami świata (a w zasadzie wszystkimi), będącego świadomym swojej wiedzy i intelektualnej wyższości nad resztą ludzkości (ostatnio oglądam big bang theory i z czymś mi się taka postawa kojarzy:P). w pierwszym opowiadaniu profesor trafia na wynalazcę chwilowego dezintegratora, próbującego sprzedać swoja konstrukcję mocarstwu, które zapłaci najwięcej. w drugim natomiast profesor kopie w ziemi studnię o głębokości chyba 8 mil, w celu dowiedzenia swojej teorii, że planeta nasza jest w rzeczywistości żywym organizmem, a my tylko pasożytami na jej powierzchni.
lubię oldschoolowe science fiction, profesor challenger jest ujmującym bohaterem, a książce smaczku dodaje fakt, że jest chyba przedrukiem z przedwojennego wydania, więc zawiera zabawną ortografję i stylistykę :D

piątek, 10 grudnia 2010

sylvia plath - pośród trzmieli

sylvia plath - pani z problemami i depresją, pierwszą próbę samobójczą opisała w szklanym kloszu, który czytałam w liceum i dotarł do mnie bardzo (może z powodu młodocianych depresyjnych nastrojów). tym razem wpadło mi w ręce pośród trzmieli i przemówiło do mnie mimo że przeszła mi już ekscytacja samobójcami :P. na początek kilka fragmentów dzienników pani sylvii. męczące samotne mimo ludzi dookoła chwile na angielskim stypendium, wakacje w hiszpanii, śmierć sąsiada i pszczelarskie spotkanie. interesujące, a część z nich przekształcona w opowiadania, które są druga częścią książki. melancholijne opisy, smutne historie, szpital psychiatryczny. niezbyt pozytywna lektura na grudzień, szczególnie jeśli ma się świadomość, że autorce dobitej zimą w końcu udało się odejść z tego wspaniałego świata.

flannery o'connor - sztuczny murzyn

cieniutka książeczka z trzema opowiadaniami obyczajowymi, jednocześnie smutnymi i ironicznymi, jak to u pani flannery bywa. pierwsze mówi o wyprawie dziadka i wnuczka do wielkiego miasta, drugie o ostatnim wystąpieniu generała wojny domowej, będącym już tylko ozdoba rozdania dyplomów swojej wnuczki, a ostatnie o chłopcu z imprezowymi rodzicami i kaznodziei. nie będę się specjalnie produkować, amerykańskie południe sprzed wojny i jego niezbyt mili mieszkańcy z dziwnymi problemami. króciutka lektura.

wtorek, 26 października 2010

gabinet figur woskowych


opowieści niesamowite. niemieckie, przedwojenne (przeddrugowojenne). zabrałam się za nie, żeby przed halloween wrzucić na podaj coś o przerażającej tematyce, jednak z każdym opowiadaniem przekonywałam się że książka zostanie na półce. wiadomo jak to z opowiadaniami jest, jedne lepsze, inne gorsze, niektóre przerażające, niektóre ohydne (jak to o koniach co się żywcem obierały ze skóry) a kilka było nawet zabawnych. najbardziej spodobało mi się to pana gustava meyrinka: mózg, który wyparował o hodowcy sztucznych mózgów, który jednak nie ma nic ze swojego geniuszu i hoduje mózgi dla rzeźnika. kilka opowiadań tego pana jest w gabinecie, ale mi i tak go mało ;P. jest też pan kafka, i pierwszy raz przeczytałam słynne opowiadanie o przemianie w robaka, było zaskakująco zabawne, przynajmniej do czasu.
książka idealna na mglisty październik, a przypomniała mi inną tez z niemieckimi przerażających historiach, nazywała się chyba czarny pająk i czytałam ją na kursie bhp jak poszłam na studia. muszę jej poszukać.

wtorek, 21 września 2010

flannery o'connor - poczciwi wiejscy ludzie

ludzie są okropni czy wiejscy czy też miastowi, wszystko jedno. trzy opowiadanka z podłymi typami: cwaniaczkowaty sprzedawca biblii uwodzący niepełnosprawne wiejskie dziewczęta, uparty stary dziadek niecierpiący zięcia i reszty rodziny poza jedną ulubioną wnuczką upartą jak i on i seryjny morderca, który byłby sympatyczny gdyby nie to że w piękny słoneczny dzień zabija całą rodzinę spotkaną przypadkiem na polnej drodze. opowiadania są smutne, bo ludzie są podli albo nie potrafią się opanować ale jednak chwilami zabawne w dość dziwny sposób.
książka czyta się błyskawicznie (droga do pracy i z powrotem nie cała) no i ten południowo stanowy klimat, tylko mało pozytywna w przekazie.

środa, 25 sierpnia 2010

william saroyan - chłopiec na lotnym trapezie

zbiorek opowiadań amerykańskiego pisarza pochodzenia ormiańskiego. opisują lata 20/30 w stanach, lubię takie klimaty szczególnie jeśli jest w tym dużo humoru, a w przypadku tej książki tak jest. no może poza pierwszym opowiadaniem o pisarzu który umiera z głodu - mało to zabawne i ostatnim esejem bardziej niż opowiadaniem o sierotach ogniu i pisaniu. reszta historyjek jest zabawna, nawet jeśli opowiada o kupowaniu jedzenia na kreskę. w sumie nic powalającego, ale przyjemnie się czytało.

środa, 2 czerwca 2010

od stevensona do hammetta - opowiadania kryminalne

nastawiłam się na retro kryminały od czegoś w stylu pani aghaty do czarnego kryminału lat 40 i w zasadzie właśnie to dostałam. nie wiem jednak czy jestem jakoś mało inteligentna ale większość z opowiadań nie miała dla mnie sensu. może miałam jakieś zaćmienie albo nie chciało mi się myśleć i większość historii wydała mi się na siłę komplikowana uszczegóławiana i dosyć nierealna (np. ta o lustrzanym bracie bliźniaku z sercem po prawej stronie :o) albo psychologicznie pokręcona. wiem że mordercy czasem nie są normalni no i kiedyś ludzie trochę inaczej działali. ostatnie opowiadanie jest szczególnie absurdalne i niby wyjaśnienie ma sens ale dlaczego ci ludzie tak się zachowali to zupełnie nie wiem. zawiodłam się też na opowiadaniu conan doyla który okazał się synem słynniejszego ojca i chyba nie potrafił pisać za bardzo. zapewne powinnam była podejść do tej książki jak do parodii i wtedy miałabym niezły ubaw szczególnie z kawałka o tajnym przestępczym stowarzyszeniu. może po prostu moje poczucie humoru zasnęło. hmm.

piątek, 28 maja 2010

etgar keret - tęskniąc za kissingerem

uwielbiam kereta i ta książka nie stanowi wyjątku. 49 króciutkich opowiadań, każde zaskakujące a do tego zabawne lub smutne. moimi typami są opowiadania surrealistyczne: ciężka wichura (o wichurze która zaczyna kumplować się z ludźmi), sztuczka z kapeluszem i abram kadabram (iluzjoniści z problemami) czy jaja dinozaura (o tym skąd biorą się noworodki). są jeszcze opowiadania z dziecięcego punktu widzenia, anegdotki i melancholijne kawałki o samotności.
trudno tą książkę jakoś krótko opisać bo każda część jest inna ale można je czytać w kółko. tzn ja mogłabym :P

wtorek, 25 maja 2010

j d salinger - wyżej podnieście strop, cieśle. seymour: wstęp

polowałam na buszującego w zbożu dopadłam tą książeczkę zawierającą dwa opowiadania. w pierwszym brat narratora buddy ucieka sprzed ołtarza a narrator wskakuje do samochodu z weselnikami. niby nic a jakie zabawne i na dodatek refleksyjne. drugie opowiadanie związane jest z pierwszym postacią seymoura (uciekinier ślubny). buddy jest już w wieku średnim, natomiast jego brat popełnił samobójstwo kilka dobrych lat wcześniej. opowiadanie to pełen dygresji opis seymoura, luźne nie do końca powiązane ze sobą historyjki i anegdotki przeplatane strumieniem świadomości. trudno było mi się na początku skupić ale przeczytałam i podobało mi się bardzo. mimo że temat mało pozytywny to klimat książki wcale nie jest smutny a wprost przeciwnie pojawiają się również momenty zabawne. nie wiem dlaczego skojarzyło mi się to z włóczęgami dharmy może chodzi o lata 50 albo o lekko buddyjską atmosferę.wyżej podnieście strop, cieśle. seymour: wstęp razem z pastwiskami niebieskimi wyluzowały mnie :)

john steinbeck - pastwiska niebieskie

zbiór opowiadań o mieszkańcach pewnego kalifornijskiego miasteczka a raczej wioski - pastwisk niebieskich właśnie - położonych w pięknej dolinie. każde opowiadanie mówi o kimś innym ale w tle pojawiają się bohaterowie innych fragmentów (podobnie jak w opowiadaniach pani montgomery o avonlea). mimo że historie są raczej mało wesołe (panu który marzy o założeniu dynastii płonie dom, dwie siostry prowadzące restaurację i z wdzięczności oddające się klientom - broń boże nie za pieniądze - zmuszone są wyjechać do miasta i zostać kobietami zepsutymi, młodej nauczycielce nie udaje się uciec przed smutną przeszłością itp) to książka nastawiła mnie pozytywnie do świata. muszę dodać że jest jednocześnie dosyć zabawna. no i tak to po prostu w życiu bywa że zawsze coś się schrzani należy się więc wyluzować. bez napinki :P.

środa, 28 kwietnia 2010

spekulacje

antologia opowiadań science fiction z lat 80. wygrzebałam ją z powodu zawartego w niej opowiadania pana lafferty - wielki tom błazen, czyli zagadka kufrów z urzędu celnego w calais, o którego książce pisałam już. jego opowiadanie jest jednym z kilku najbardziej podobających mi się (co to za składnia) w tej książce mimo że nie do końca je ogarnęłam i pewnie muszę przeczytać jeszcze raz.
w zbiorze tym, jak w każdym, są lepsze i gorsze momenty, dwóch opowiadań chyba w ogóle nie skończyłam bo mnie zdenerwowały. najbardziej przypadły mi do gustu:
wiatry przemian isaaca asimova, może nieco tendencyjne ale bardzo trzymające w napięciu;
dreszczyk z płaskomątwą scotta bakera, nie wiem dlaczego skojarzyło mi się z syrenami z tytana;
tajemnica młodego dżentelmena joanny Russ, baaardzo dziwne coś :).

czwartek, 8 kwietnia 2010

a.d. XIII

antologia opowiadań fantastycznych (gatunek nie ocena :P) o aniołach i diabłach. jak w każdym zbiorze tekstów różnych autorów jedne się podobają bardziej inne mniej. mi najbardziej do gustu przypadły gringo pani Mai L. Kossakowskiej - zabawna historia kariery południowoamerykańskiego rewolucjonisty, szczęścia i wszelkiej pomyślności Anny Kańtoch (wiek XIX, letnisko, odcięta ręka w lesie i magiczne karty, super klimat) i pilipiukowe opowiadanko cyrograf - wędrowycz cofa się w czasie i przechytrza diabła (niektórzy uważają że to grafomaństwo ja jednak lubię cykl o wędrowyczu, ale z drugiej strony cykl o nadprzyrodzonych kuzynkach jest beznadziejny). Są tu jeszcze inne opowiadania np. cichy dom Łukasza Orbitowskiego - bardzo obrzydliwa wędrówka przez las w celu pochowania anioła, nie do końca chyba sensowna czy każdy ma swoje niebo Iwona S. Nowak, co pewnie miało być śmieszne a jest dość tendencyjne. reszta jakoś nie utkwiła mi w pamięci, ale te trzy pierwsze teksty bardzo mi się podobały.