Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

stieg larsson - millenium. mężczyźni którzy nienawidzą kobiet

na swoje usprawiedliwienie powiem że leżało najbliżej podczas mojej chwili słabości. zaczęłam czytać i muszę przyznać że wciągnęło mnie jednak moja nieufność do bestsellerów pozostaje. bo oczywiście dobrze się to czytało i bywa chwilami zgrabnie napisane (niektóre momenty aż zgrzytały nie wiem czy to martwy pan autor czy może tłumacz poszalał - podstarzali mężczyźni w wieku 80 lat??) ale ogólnoświatowa podnieta jest już dla mnie czymś niezrozumiałym.
no i to całe społeczne tło, przemoc wobec kobiet (i to w szwecji tym raju na ziemi) temat bardzo na czasie, ale wydał mi się nieco naciągany i użyty w celach bardziej sensacyjnych niż jakichkolwiek innych. tak wiem to kryminał a nie rozprawa o chorym społeczeństwie ale 20 zamordowanych i torturowanych lasek dość dobrze wygląda ze względu na akcję. poza tym czy są seryjni mordercy zajmujący się facetami? (pewnie wyżywają się na wojnach). bo że szwecja to nie kraj idealny to wiadomo już od dawna i czytać można o tym w lepszych książkach (np. u pani axelsson) a millenium to zwykły thriller/kryminał aspirujący do czegoś czym nie jest. ale przyznaję że dobrze wchodzi i jak mnie najdzie ochota na jakieś czytadełko to może nawet pokontynuuję serię :P
i jeszcze jedna rzecz do czepienia się - chamski applowy product placement - skoro najlepsza hakerka świata (??) stosuje maki i ipady to o czymś świadczy nieprawdaż? :P

piątek, 19 sierpnia 2011

świetlicki, grzegorzewska, grin - orchidea

książkę upolowałam na zeszłorocznych targach książki (w listopadzie?) i oto nadszedł jej czas (mam straszne opóźnienia w czytaniu). orchidea była początkowo powieścią odcinkową chyba na onecie, później przestali ją publikować w sieci, została dokończona i wydana jako książeczka, bardzo zabawna zresztą. czytałam wcześniej pseudokryminały pana świetlickiego o alkoholicznym mistrzu, wiedziałam więc mniej więcej czego się spodziewać i nie zawiodłam się zupełnie. oto mamy mistrza który dręczony jest przez swoją byłą żonę (przypomina ją sobie jak przez mgłę) męczącą go o mieszkanie (w kamienicy na krakowskim małym rynku), o jakimś dziecku wspomina, a przecież nigdy nie mieli dzieci. mistrz udaje się więc po pomoc do prywatnego detektywa, józefa marii dyducha (postać z kryminałów pana grina), byłego dominikanina o dużej skuteczności i dobrym guście ubraniowym. jednocześnie wspomniana była żona o ksywce orchidea, nie mogąc z nieogarniętego mistrza wyciągnąć nic, udaje się po pomoc do prywatnej detektywki, julii dobrowolskiej (bohaterki książek pani grzegorzewskiej), osoby o wyrobionym smaku, zdecydowanej i nowoczesnej. niestety orchidea niewiele osiąg ponieważ tego samego wieczora zostaje powieszona na moście dębnickim. bohaterowie połączeni przez los usiłują rozwiązać zagadkę kryminalną, korzeniami sięgającą głębokiego średniowiecza, ale to trudne bo mistrz ciągle by tylko pił alkohol w przeróżnych krakowskich lokalach lub w domu a józef maria odczuwa dziwny pociąg do julii, mimo że ta jest kobieta wyzwoloną, pije, pali i ma swobodny stosunek do seksu, a tego były zakonnik nie uprawia przed ślubem. dodatkowo w sprawę miesza się policja i komisarz ostrowski dzielący swój czas na rozwiązywanie spraw kryminalnych w realu oraz zaprowadzanie porządku w second life (świecie dużo prostszym i przyjemniejszym od rzeczywistego). jednak nie należy się nastawiać na metodyczne śledztwo i odkrywania powoli zbrodniczych tajemnic, bo opisywana historia jest absurdalna, wypełniona pojawiającymi się i znikającymi bez celu postaciami i zwyczajnie nie zawsze ma sens, bo autorowie chyba bardzo dobrze bawili się pisząc (dają temu wyraz tu i tam) nie przejmując się kryminalnymi regułami. w efekcie dostajemy rozbrajająco zabawną książkę, straszyłam ludzi w autobusie prychając śmiechem co jakiś czas, tym weselszą jeśli mniej więcej orientuje się człowiek w krakowie, bo tam znajduje się miejsce akcji (noo to może duże słowo, chociaż jest kilka porwań, morderstwa, złowieszcze karły i pościgi /w tym przypadku pieszy pościg za autkiem stojącym w korku/).
lekkie to i przyjemne należy czytać bez napinki bo nie wszystko jest sensowne.

czwartek, 30 czerwca 2011

leonie swann - triumf owiec

z reguły nie czytam bestsellerów (zasada milionów nieomylnych much jakoś do mnie nie przemawia), ale ten leżał sobie na półce siostry i sprawiał wrażenie że będzie odpowiedni na trzygodzinny skacowany powrót pociągiem z długiego weekendu. perspektywa owiec brzmi dobrze a komedia filozoficzna jeszcze lepiej. niestety musza zasada (oraz owczy pęd empikowych kupujących) zadziałała i w tym przypadku. książka wydała mi się przede wszystkim niespójna. z jednej strony są owce nieogarniające ludzkiej rzeczywistości i kierujące się swoją jakąś pokrętną logiką, co można jeszcze przyjąć, ale czasem ich myślenie jest zaskakująco ludzkie i przenikliwe a czasem zachowują się jak stado baranów (napisałabym tu coś o psychologicznych nieścisłościach, ale to owce są więc co u nich za psychologia, a poza tym pani autorka studiowała podobno psychologię więc co ja tam wiem :P). druga sprawa, czyli intryga kryminalna, bo mamy tu taką. ktoś biega po lesie i widowiskowo morduje sarny i prawdopodobnie przymierza się do owiec a może nawet ludzi. dużo tu skomplikowanych wątków, kilka postaci podejrzanych, jak w klasycznych kryminałach np pani christie, jednak rozwiązanie rozczarowało mnie bardzo. tak jakby pod koniec historii o odizolowanej przez burzę wyspie, na której popełniono morderstwo, nagle okazało się że zbrodnia jest dziełem osoby w ogóle wcześniej nie wspomnianej. żadnych motywów, możliwości tylko jakieś mętne niedopowiedzenia. może książka została napisana z perspektywy owiec, które interesują się jedynie trawą i ewentualnie siankiem i mają gdzieś związki przyczynowo-skutkowe, ale czytają ją ludzie. poza tym, wszechstronnie wykształcona autorka wrzuciła w książkę tyle nigdzie nie prowadzących i trochę bezsensownych aluzji, symboli i dziwnych sytuacji, że to aż męczy. a temat interesujący, wilk w owczej skórze, nieznane niebezpieczeństwo w ciemnym lesie, w tle były szpital psychiatryczny ale to wszystko jakoś osobno i bez związku ze sobą. możliwe, że z powodu ciężkiego stanu umysłowego w jakim znajdowałam się czytając, nie ogarnęłam tego, a może jestem zbyt ograniczona, ale książka miała być lekka łatwa i przyjemna. a co do przyjemności i komediowości, to nie rozumiem jak mają się one do panującej w książce atmosfery ciągłego, nie do końca sprecyzowanego zagrożenia. no chyba że kogoś bawią spanikowane owce biegające bez celu po lesie. mnie nie bardzo.

piątek, 15 kwietnia 2011

agatha christie - n czy m?

mistrzyni kryminału tym razem o aferze szpiegowskiej. nie ma tu typowego agathowego trupa (poza wspomnianym zlikwidowanym brytyjskim agentem), jest za to druga wojna światowa a senne nadmorskie angielskie miasteczko może okazać się główną siedzibą piątej kolumny przygotowującej inwazję na wyspy. główni bohaterowie - tuppence i tommy beresfordowie, para w średnim wieku, pojawiają się w nadmorskim pensjonacie w przebraniu i niezależnie od siebie próbują rozwikłać zagadkę i schwytać dwójkę niemieckich agentów, kobietę i mężczyznę, n i m. dodatkowo mamy, jak zwykle u pani aghaty, obyczajowe obrazki i nieco ironiczny opis ludzi chroniących się w pensjonacie na zadupiu przed bombardowaniami. przy okazji trochę dywagacji na tematy patriotyzmu, służenia ojczyźnie i różnicy pomiędzy niemieckim szpiegiem pochodzącym z niemiec a niemieckim szpiegiem pochodzenia angielskiego. no i oczywiście wątek miłości z przeszkodami. intryga jest zakręcona ale muszę się pochwalić że odgadłam tożsamość kobiety szpiega, za to faceta nie podejrzewałam, jest więc remis :P.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

borys akunin - walet pikowy

uwielbiam akunina. jego książki są zabawne i inteligentne a na dodatek jeszcze trzymają w napięciu. w tej niezbyt grubej książeczce fandorin ściga sprytnego oszusta i mistrza kamuflażu - momusa, który po obłowieniu się na prowincji zawitał do stolicy. zadarł z samym gubernatorem moskwy sprzedając jego pałac jakiemuś anglikowi, fandorin ma więc poświęcić cały swój czas na schwytanie bezczela. nie będę tu rozpisywać się o fabule, w końcu to kryminał, dodam jedynie, że jest kilka zabawnych intryg i podstępów, przebieranki zarówno ścigającego jak i ściganego (cyganie, niemieccy książęta, indyjscy dostojnicy oraz stare babcie).
w połowie książki zorientowałam się że już to czytałam, nie przeszkodziło mi to jednak
w niczym. jak trochę zapomnę to znów będę mogła przeczytać :)

piątek, 18 czerwca 2010

agata christie - tajemnica rezydencji chimneys

czegoś takiego potrzebowałam. książki pani agaty dzielą się na poważniejsze oraz zabawne. ta należy do zabawnych. międzynarodowa afera dyplomatyczna - herzoslovakia (państewko na bałkanach) ma złoża ropy ale nie ma króla. następca tronu prowadzi ciche negocjacje z brytyjskim rządem oraz przedsiębiorstwami naftowymi, niestety zostaje zamordowany właśnie w tytułowej rezydencji chimneys. nie jest to jedyna tajemnica tego historycznego domu. pojawiają się również kompromitujące rękopisy zmarłego hrabiego stylpitcha (kosmopolityczny herzoslovak), tajemnicze listy, będące pretekstem do szantażu, zaginiony kooh-i-noor i międzynarodowy złodziej klejnotów (wszystko oczywiście zgrabnie się łączy w całość). intryga, jak to często u christie bywa, jest pretekstem do opisania różnych typów ludzkich i w tej akurat książce robi to bosko. głównym bohaterem jest wiecznie pakujący się w kłopoty, awanturnik bez stałego zajęcia anthony cade. w chimneys bawią również victoria - luzacka wdowa-arystokratka, george lomax - szycha z ministerstwa spraw zagranicznych, opanowany i przneikliwy inspektor battle ze scotland yardu oraz właściciel rezydencji lord caterham (chyba najzabawniejszy bohater) znudzony i zmęczony najazdem cudzoziemców i dyplomatów, uroczo złośliwy i roztargniony jednocześnie.
nie będę pisać tu o akcji bo to kryminał i nie chcę spoilerować, ale nie wszyscy są tymi za których się podają i trzeba uważać na to co się mówi, a rewolucja bałkańska wisi na włosku.
no i ulubiony cytat:
" — Proszę wejść — powiedziała. — Zdaje się, że będę miała pracę dla pana.
Zaprowadziła go do jadalni, podsunęła mu krzesło, sama usiadła naprzeciw i zaczęła wpatrywać się w niego w wielkim skupieniu.
— Przepraszam — zaczęła — pan jest… to znaczy…
— Po Etonie i Oxfordzie — odparł młody mężczyzna. — O to chciała mnie pani zapytać, prawda?
— Coś w tym rodzaju — przyznała Virginia.
— Źle ląduję w życiu głównie dlatego, że nie potrafię się zmusić do podjęcia żadnej regularnej pracy. Ale mam nadzieję, że pani mi takiej nie oferuje.
(...)
— Widzi pan — rzekła. — Znalazłam się niejako w tarapatach, a większość moich przyjaciół zalicza się, że tak powiem… do wyższych sfer. Oni zawsze mają coś do stracenia.
— Ja nie mam. Niech pani mówi dalej. Co za kłopoty?
— W pokoju obok jest trup — powiedziała Virginia. — Został zamordowany, a ja nie wiem, co z tym fantem zrobić."

środa, 2 czerwca 2010

od stevensona do hammetta - opowiadania kryminalne

nastawiłam się na retro kryminały od czegoś w stylu pani aghaty do czarnego kryminału lat 40 i w zasadzie właśnie to dostałam. nie wiem jednak czy jestem jakoś mało inteligentna ale większość z opowiadań nie miała dla mnie sensu. może miałam jakieś zaćmienie albo nie chciało mi się myśleć i większość historii wydała mi się na siłę komplikowana uszczegóławiana i dosyć nierealna (np. ta o lustrzanym bracie bliźniaku z sercem po prawej stronie :o) albo psychologicznie pokręcona. wiem że mordercy czasem nie są normalni no i kiedyś ludzie trochę inaczej działali. ostatnie opowiadanie jest szczególnie absurdalne i niby wyjaśnienie ma sens ale dlaczego ci ludzie tak się zachowali to zupełnie nie wiem. zawiodłam się też na opowiadaniu conan doyla który okazał się synem słynniejszego ojca i chyba nie potrafił pisać za bardzo. zapewne powinnam była podejść do tej książki jak do parodii i wtedy miałabym niezły ubaw szczególnie z kawałka o tajnym przestępczym stowarzyszeniu. może po prostu moje poczucie humoru zasnęło. hmm.

środa, 17 marca 2010

lilian jackson braun - kot który czytał wspak

leżał długo na półce ale w końcu przyszła jego kolej (kota znaczy). przeczytałam szybko - dwie jazdy autobusem do pracy, bo książeczka bardzo cienka i nieskomplikowana. całkiem przyjemna ale bez specjalnych rewelacji. lekki kryminałek z akcją umieszczoną w światku artystycznym, gdzie przewijają się dość stereotypowi twórcy (nieobecny duchem rzeźbiarz współczesny a raczej instalator wykorzystujący śmiecie czy wielka pani lesbijka pracująca w metalu) a zagadkę morderstwa rozwiązuje dziennikarz kulturalnego działu gazety (nie znający się na sztuce) i kot podłego krytyka. niby powinno być zabawnie ale jakoś to wszystko do mnie nie przemówiło. widać że to pierwsza część serii 30 tomowej, bo skojarzyło mi się z jakimś serialem detektywistycznym z lat 60 czy 70. i nie chodzi o brak konkretnej akcji, bo za książkami sensacyjnymi nie przepadam, ale o jakąś taką ogólną bezpłciowość treści i papierowość bohaterów. jedno dobre: ta seria mi odpada :)

niedziela, 7 marca 2010

alexander mccall smith - morality for beautiful girls, tears of the giraffe

trzecia i druga część serii o kobiecej agencji detektywistycznej nr. 1 prowadzonej przez Mmę Ramotswe czyli panią dobrze po trzydziestce mieszkającą w stolicy Botswany. książkę czytałam już kiedyś ale tym razem dopadłam na szmatach egzemplarze po angielsku (2 zł każdy :D) i nie mogłam ich tam zostawić.
w morality for beautiful girls agencja detektywistyczna zajmuje się dwiema sprawami: podejrzeniem trucia w rodzinie wysoko postawionego człowieka z rządu (mma ramotswe jedzie w teren) oraz wybór odpowiedniej dziewczyny która powinna otrzymać tytuł Miss Beauty and Integrity, i w przyszłości może reprezentować kraj jako dobra obywatelka Botswany. dodatkowo pojawia się problem depresji narzeczonego głównej bohaterki, prowadzącego warsztat samochodowy. panie detektywki (?) zajmują się wszystkim, reorganizując warsztat i rozwiązując problemy. dużo rozmyślają na temat moralności, głównie tytułowych pięknych dziewcząt, które zwykle chciałyby się w życiu tylko bawić, często nawet nieświadomie robiąc krzywdę innym ludziom. z drugiej strony jest o facetach leniwych, egoistycznych i ogólnie beznadziejnych, których jednak nikt nie potępia. wiadomo jak to działa niestety.
łzy żyrafy to część druga cyklu (oczywiście przeczytałam w złej kolejności). główna bohaterka rozwiązuje sprawę zaginionego przed dziesięciu laty amerykańskiego chłopca a jej narzeczony adoptuje dwójkę dzieci z sierocińca nic jej o tym nie wspominając. mma Makutsi zostaje asystentką detektywa i dostaje własną sprawę niewiernej żony właściciela rzeźni.
są to bardzo pozytywne książki (nawet ich okładki przyczyniają się do tego), w sam raz na późnozimową depresję. wciągają do świata sympatycznych (w większości) ludzi w miłym kraju pod gorącym afrykańskim słońcem. i nie są przesłodzonymi czytadłami a mimo to po ich przeczytaniu nawet ja (cynicznie i nihilistycznie nastawiona do świata, szczególnie teraz gdy beznadziejnie czekam na wiosnę) mam ochotę uśmiechać się do obcych ludzi (oczywiście szybko mi przechodzi :P). cykl o kobiecej agencji detektywistycznej ma na razie 11 części i na pewno będę na nie polować :D.

poniedziałek, 15 lutego 2010

agatha christie - zagadka nocy

kryminalna zagadka na angielskiej prowincji. bogata (starsza) pani na włościach zostaje otruta. w domu stado podejrzanych: nowy (młodszy mąż), pasierbowie, rodzina i inni domownicy. herkules poirot w akcji, oczywiście ma rację i łapie mordercę (myślę że nie będę bardzo spoilerować pisząc to :P). bardzo lubię panią agathę więc i ta książka mi się podobała mimo że brakowało jej dwóch kartek (na szczęście w środku a nie pod koniec - tego bym nie przeżyła drugi raz). dodatkowo mój egzemplarz pochodzi z 1936 roku (:D) i przetłumaczony jest bardzo stylowo, pełno standardowej oldschoolowej ortografji jak "przy tem" czy "historji", ale również zaskakujących, przynajmniej dla mnie, pisanych razem wyrazów "nagórę", "napewno" i "poprostu".
elegancka i zabawna.