wtorek, 23 lutego 2010
strugaccy - miliard lat przed końcem świata
znów science fiction, tym razem radzieckie. czytałam wcześniej piknik na skraju drogi (na jej podstawie zrobiono stalkera) tych panów ale dawno to było, nie będę więc się na jej temat produkować teraz. powiem tylko że miliard lat przed końcem świata to zupełnie inny klimat, niby fantastyka, a w zasadzie nie ma nawet śladu dziwnych rzeczy w stylu latających spodków czy laserowych unicestwiaczy. wszystko dzieje się w mieszkaniu pewnego naukowca (astrofizyka), który stoi na progu epokowego odkrycia, jednak nagle wszystko zaczyna mu przeszkadzać w pracy i to samo przytrafia się jego równie wybitnym kumplom (biolog molekularny, matematyk itp). próbują wymyślić o co chodzi, siedzą więc w tym mieszkaniu, gadają i piją herbatę oraz wódkę a czasami również koniak. książka ma nieco żulerski i paranoiczny klimat a jednocześnie jest zabawna (delikatnie zajeżdża chmielewską).
niedziela, 21 lutego 2010
ellis amburn - perła, obsesje i namiętności janis joplin

i jeszcze jedno - nie wiem czy się za bardzo czepiam ale kto wymyślił pisanie wszystkich nazw kapel w cudzysłowach? czepiam się?
czwartek, 18 lutego 2010
jacek sawaszkiewicz - kronika akaszy, skorupa astralna
książkę mam z kiermaszu bibliotecznego, niestety nie zauważyłam że to drugi tom cyklu (tak samo miałam z szogunem - nieuważnie pożyczyłam w bibliotece drugi tom przez co nie musiałam czytać pierwszego bo i tak wiedziałam o co chodzi), więc niektóre rzeczy pozostają dla mnie niejasne ale i tak książka jest całkiem zabawna.
zadupne miasteczko w stanach w którym znajduje się dziwna istota (wydaje mi się że jakiś mutant z napromieniowanej wyspy ale prawdopodobnie więcej o tym można znaleźć w pierwszym tomie) która uzdrawia ludzi. z tego powodu miasto przeżywa oblężenie zdesperowanych turystów i zostaje zamknięte przez wojsko. podoba mi się właśnie ta atmosfera odciętego od świata miejsca gdzie bohaterowie(których jest całe stado) plączą się potykając się o siebie załatwiając swoje sprawy.
w sumie science fikcyjność nie jest jakaś bardzo odkrywcza ani porywająca ale podoba mi się właśnie to poplątanie ludzi który miotają się bez sensu. szantażowany policjant, reporter na tropie tematu, ślepy odzyskujący wzrok z żoną co go zdradza, para co się wzajemnie oszukuje i gówniarz bawiący się w superbohatera w środku tego wszystkiego. muszę upolować pierwszą część to może pojmę więcej, w każdym razie polskie scifi rządzi. szczególnie prlowskie :P.
zadupne miasteczko w stanach w którym znajduje się dziwna istota (wydaje mi się że jakiś mutant z napromieniowanej wyspy ale prawdopodobnie więcej o tym można znaleźć w pierwszym tomie) która uzdrawia ludzi. z tego powodu miasto przeżywa oblężenie zdesperowanych turystów i zostaje zamknięte przez wojsko. podoba mi się właśnie ta atmosfera odciętego od świata miejsca gdzie bohaterowie(których jest całe stado) plączą się potykając się o siebie załatwiając swoje sprawy.
w sumie science fikcyjność nie jest jakaś bardzo odkrywcza ani porywająca ale podoba mi się właśnie to poplątanie ludzi który miotają się bez sensu. szantażowany policjant, reporter na tropie tematu, ślepy odzyskujący wzrok z żoną co go zdradza, para co się wzajemnie oszukuje i gówniarz bawiący się w superbohatera w środku tego wszystkiego. muszę upolować pierwszą część to może pojmę więcej, w każdym razie polskie scifi rządzi. szczególnie prlowskie :P.
poniedziałek, 15 lutego 2010
agatha christie - zagadka nocy

elegancka i zabawna.
środa, 10 lutego 2010
ricardo pozas - juan perez jolote
książka napisana przez profesora antropologii. na przykładzie jednego człowieka - tytułowego juana perez jolote, bohatera i jednocześnie narratora przedstawiono życie indian tzotzil na początku XX wieku. w tle rewolucja meksykańska i zderzenie indiańskiego stylu życia z zachodem. mogło być ciekawie jednak styl mnie powalił. nie wiem czy pan profesor nie potrafi pisać czy tłumacz źle podszedł do sprawy czy może to miało brzmieć jak opowieść niewykształconego wieśniaka, w każdym razie zdania są krótkie a wydarzenia po prostu jakby wymienione. brzmi to mnie więcej tak: przyszli żołnierze i poszedłem z nimi. płacili mi ileś tam pesos i dawali jeść. później poszliśmy do jakiejś wioski gdzie spotkaliśmy nieprzyjaciela i była bitwa. wielu moich towarzyszy zginęło. i tak dalej. przypomina mi to trochę książkę zwierzęta ludzie bogowie pana ossendowskiego. nawet jeśli styl ten był świadomym zabiegiem, to bardzo mnie denerwował i przeszkadzał w czytaniu mimo że sama książka była dość interesująca. najbardziej mi się podobał opis załatwiania spraw urzędowych - każdemu urzędnikowi trzeba było przynosić odpowiednią ilość wódki, więc ciągle chodzili pijani. swoją droga skończyło się to tragicznie dla ojca głównego bohatera, który zapił się na śmierć.
poniedziałek, 8 lutego 2010
arundhati roy - algebra bezgranicznej sprawiedliwości

dodatkowo pani autorka prezentuje dosyć antyamerykańskie (nie do końca właściwe słowo ale wiadomo o co chodzi) poglądy - niektóre eseje były pisane tuż po 11 września. nie jest to jednak fanatyzm w żadną stronę.
niezbyt przyjemna książka ale naprawdę daje do myślenia.
piątek, 5 lutego 2010
r.a. lafferty - władca przeszłości
najdziwniejsza książka z jaką ostatnio się spotkałam. zainteresowałam się nią po wzmiance o autorze we wstępie do książki neila gaimana rzeczy ulotne, upolowałam na podaju i zabrałam się za czytanie. okładka jak widać dość standardowa: laska, futurystyczne miasto i opancerzony człowiek (jak z fallouta), w zasadzie odzwierciedla treść aczkolwiek nie do końca. akcja się dzieje w przyszłości na planecie Astrobe gdzie żyje sobie idealne społeczeństwo, którego przodkowie w przeszłości wyemigrowali z Ziemi. wyeliminowano choroby, życie jest w zasadzie przedłużalne w nieskończoność a miasta są piękne czyste. nie wszędzie oczywiście bo jest enklawa ludzi nie zgadzająca się na system, który oczywiście ingeruje w głowy ludzi i eliminuje niewygodnie myślących osobników sprzeciwiających się astrobańskiemu marzeniu. dodatkowo ludzie masowo popełniają samobójstwa (osobiście podejrzewam że z nudy). w to wszystko wrzucony zostaje tomasz more (tak ten święty i filozof z anglii), który ma zostać władcą planety bo dotychczasowi sobie nie bardzo radzą i potrzebują wyrazistego symbolu jako kukiełkowego prezydenta. niby wszystko jasne i proste, tomasz rozpoznaje w otaczającym świecie utopię którą sam stworzył (tzn. tak podejrzewam, utopii jeszcze nie czytałam ale mam zamiar) ale nie do końca pasuje mu manipulacja. odbywa podróż po dzikich rejonach planety, spotyka dziwnych ludzi i potwory, ucieka zaprogramowanym zabójcom itd. pojawiają się sztuczni ludzie (zaprogramowani), władca nicości ouden i jego wyznawcy pragnący zniszczyć świat i wszelkie życie (trochę jak audytorzy u pratchetta - życie wprowadza burdel) oraz umierająca wiara.
nie wszystko jednak w tej książce trzyma się kupy, niektóre wydarzenia nie są sensowne (pewnie nie zrozumiałam tej książki do końca). pojawiają się jakieś postacie zupełnie z kosmosu (:P) a później znikają w niewytłumaczony sposób. mimo to książka wciąga, jest pełna zabawnych sytuacji, tomasz mimo ciężkiej sytuacji tryska humorem, reszta bohaterów również. trochę kojarzy mi się to wszystko z jaskiniami keseya i spółki (mimo że tam nie ma nic scifi ale klimat podobny) i z nieistniejącymi utworami kilgorea trouta stworzonego przez vonneguta.
muszę jeszcze raz to przeczytać bo mnie nieco przerosło ale bawiłam się super.
środa, 3 lutego 2010
carson mccullers - 3 w jednym

zaczęło się od gościa weselnego. wciągnęła mnie ta leniwa książka w której niewiele się dzieje. bohaterka ma 12 lat a w głowie niezłą jazdę. chce wyrwać się z miasteczka na zadupiu stanów a okazją do tego ma być wesele a raczej podróż poślubna jej brata. oczywiście nic z tego nie wychodzi a wesele okazuje się piękną katasrofą. niestety nie wiem jak kończy się ostatecznie ta historia bo mojemu egzemplarzowi brakuje kilku ostatnich stron (wrrrr) w bibliotece nie posiadają czegoś takiego a i w internecie nie potrafię znaleźć. sfrustrowana przeszukałam domowe stosy książek do przeczytania i znalazłam jeszcze dwie powieści tej pani. w zwierciadle złotego oka mnie jakoś nie powaliła, chociaż ma swoje zabawne momenty a jeden z drugoplanowych bohaterów - Anacleto - jest boski. bardziej spodobało mi się serce to samotny myśliwy może dlatego że jedna z bohaterek przypomina bardzo Frankie z gościa weselnego i trochę mi się te książki nałożyły na siebie. amerykańskie południe w latach 30, prześladowani murzyni, marnie opłacani robotnicy, kumple i żony umierają, marzenia znikają w zderzeniu z rzeczywistością ale co zrobić. można sobie strzelić w serce oczywiście albo chodzić do beznadziejnej pracy mimo że tak naprawdę chce się zostać wielkim kompozytorem. bardzo życiowe.
(fotka ukradziona z goodreads.com)
Subskrybuj:
Posty (Atom)